Na medycznej ścieżce. Pierwsi znajomi w warszawskiej Akademii Medycznej.

 

Mój pierwszy Sylwester w Warszawie. Jesteśmy w Krokodylu. Od lewej fragment Jolki, Anka Brczak, Maciek W. i my

 

 

 

W 1968 roku rozpoczęłam nowy rozdział życia- małżeństwo i przeniesienie z Poznania do warszawskiej Akademii Medycznej. Właśnie rozpoczął się IV rok studiów , gdy już na pierwszym wykładzie przysiadły się do mnie dwie  koleżanki. Była to skromnie i gładko uczesana Jolka Chmielewska( potem Wanatowicz a potem Zdanowicz) i Baśka Lubaszewska. Wypatrzyły mnie w tłumie ludzi z roku i przygnały by się dowiedzieć, skąd przybyłam i w ogóle kim jestem.

Może wypatrzyły mnie dlatego, bo miałam bardzo ładną sukienkę.

O sukience muszę teraz napisać, bo była tego warta. Proszę wybaczyć tę dygresję.

A było to tak. Gdy wyszłam za mąż, Mama uznała, że powinnam posiadać jeszcze jakieś ciuchy poza ciemnozieloną koszulą frotte. Jak już pisałam wcześniej zupełnie nie dbałam o stroje. I teraz Mama postanowiła trochę mnie odziać.  Mieliśmy wówczas znajomą, panią Gorską, która prowadziła sklep z dewocjonaliami  w Gorzowie przy ul. Hawelańskiej.   Mama uczyła jej synów, którzy chyba teraz są stomatologami w Gorzowie. Ta pani miała rodzinę w Szwecji i często tam wyjeżdżała. Kiedyś Mama poprosiła panią Gorską o przywiezienie stamtąd jakiegoś materiału i ew gotowego ciuszka.  Wówczas to otrzymałam dwie garsonki, które uszyła krawcowa gorzowska pani Szczepańska oraz sukienkę ze świetlistoszarej  wełnianej dzianiny . Była prosta, a w poprzek w okolicy biustu  miała stonowany , ale barwny szeroki  wzór, nazywany kiedyś norweskim. Ta sukienka była naprawdę bardzo ładna i nic dziwnego, że przyciągała moje koleżanki.

Znajomość a w pewnych okresach nawet przyjaźń z Jolką przetrwała do tej pory. Mirek bardzo polubił Jolkę a nawet jej ówczesnego narzeczonego Maćka W.    

Potem  dołączyła do nas para z naszego roku-  Anka Brczak i Igor Polański.  Anka miała urodę Japoneczki i cerę jak najwyższej klasy porcelana. Igor był niski, rudowłosy z brodą rudą także i wydawał się przybyszem z innych stron. Byli pięknie zakochani , pobrali się po studiach i przetrwali w tym związku do tej pory. Zostali ginekologami, mają dwóch synów. Kontaktu z nimi nie mam i nie poszukuję. Byli epizodyczną znajomością na mojej drodze.

Jednak w roku 1968, 1969 w tym towarzystwie spędzaliśmy z Mirkiem sporo fajnych chwil.

Na załączonym zdjęciu od strony lewej niewielki fragment Jolki, Anka, Maciek i my.

Jest to nasz pierwszy sylwester w tym gronie, a mój pierwszy w Warszawie. Urzędujemy w piwnicy Krokodyla, lokalu na Rynku Starego Miasta . 

Młodość i uroda aż bije z tego zdjęcia.

Oczywiście oceniam nas z perspektywy minionych ponad 40 latJ.

Przecież wtedy tak się nie myślało o sobie, wszystko było fajne ale przyjmowaliśmy naszą młodość w sposób naturalny,  nie zastanawiając się nad  tym jedynym, niepowtarzalnym okresem w życiu…..dopiero teraz przyszła świadomość, że  już wszystko” przeminęło z wiatrem”…