Na medycznej ścieżce. Pan doktor konsultant.

W przypadkach , gdy miałam wątpliwości dotyczące rozpoznania choroby mojego pacjenta, kierowałam go do Punktu Konsultacyjnego w pobliskim Szpitalu Bielańskim. Pracował tam dość sędziwy dr. Korkuczański .

Był to prawdziwy lekarz, nigdy nie odmawiał pomocy, zawsze przyjmował chorego  w tym samym dniu, w którym ten się do niego zgłosił.  Nie zauważyłam, by odesłał pacjenta wyznaczając jakiś odległy termin.

Dzięki konsultacji tego doktora, poznałam nazwę i istotę dziwnego  objawu . Mimo pewnej wiedzy teoretycznej wyniesionej ze studiów byłam niedouczona i bardzo często  spotykałam się z czymś nowym albo nietypowym. I uczyłam się pokory oraz tego, że w medycynie nie ma nic pewnego pod słońcem.

Otóż  któregoś dnia  przyszedł  do mojego gabinetu  bardzo szczupły mężczyzna w średnim wieku , który właściwie na nic się nie uskarżał.  Na tę wizytę namówiła go żona, bo sądziła, że ma jakieś pasożyty. Posiłki zjadał obfite, chętnie , ale systematycznie ubywał na wadze. 

Badałam go wg ogólnych zasad, i gdy rozpoczęłam obmacywanie brzucha natychmiast zauważyłam dziwny twór. Był położony w prawym podżebrzu i balotował ponad wątrobą , nieomal widocznie pod powłokami  brzusznymi. Twór ten przypominał  gładką piłeczkę o wymiarach nieco większych niż piłeczka pingpongowa. Byłam bezradna. Nie dając nic po sobie poznać ani nie wyrażając mojego zdziwienia obecnością tego znaleziska  namówiłam pacjenta, by niezwłocznie poszedł do Bielańskiego Punktu Konsultacyjnego. Zachowałam kartę, gdzie był jego adres  i byłam skłonna odwiedzić go w domu, gdyby się do mnie nie zgłosił po konsultacji.

Jednak następnego dnia wrócił  z notatką na odwrocie skierowania.

Pan doktor podawał nazwę tego objawu i termin hospitalizacji.

Był to klasyczny objaw Courvoisiera .

Gdy zajrzałam do podręczników dowiedziałam się ,że jest to objaw kliniczny charakterystyczny dla zaawansowanego nowotworu okolicy trzustkowo- dwunastniczej najczęściej raka głowy trzustki lub przewodów żółciowych lub dwunastnicy i brodawki Vatera. Wtedy, gdy guz poprzez naciekanie lub ucisk zamyka drogi żółciowe dochodzi do znacznego powiększenia pęcherzyka żółciowego, który jest wyczuwalny przez powłoki i niebolesny.

Już później nie widywałam tego pacjenta. Pewnie wkrótce przeniósł się na ten drugi świat. Mam nadzieję , że bardzo nie cierpiał…Zapamiętałam jego twarz i rozmyślam o kruchym ludzkim życiu.

I tak dzięki mojemu doktorowi konsultantowi poszerzałam wiedzę medyczną a przede wszystkim byłam spokojna, że mam tak silne wsparcie.

Byłam mu niezmiernie wdzięczna za to że jest i że jest właśnie taki.

Mimo, że nigdy go nie poznałam i nie mogłam podziękować osobiście, zachowałam go w swojej wdzięcznej pamięci.