Ognik szkarłatny lekiem na złe samopoczucie, duchową szarość i samotność.

Czaruje w ogródku, wychyla się spod śniegu z nieodmiennym uśmiechem.

Energetyczny i radosny.

Ognik szkarłatny mój ogródkowy. Nazwano go Pyracantha, ale nie lubi tego imienia- powtarza- jestem ognikiem, płonącym dla twoich oczu, serca i nastroju.

Wypatruje nas ze swojego zimowego kącika i zaprasza. Przyciąga oko, cieszy gdy szarość w duszy.

Przybył z Kaukazu, ale lubi południowo wschodnią Europę czy Azję Mniejszą a także mój ogródek J

Listki utrzymuje zimą, by stanowiły tło dla owoców czerwonych lub pomarańczowych pięknych choć trochę trujących, które się wylęgają z niepozornych białych kwiatków już w sierpniu. Wiosną zasypia, listki gubi, ale już pod nimi  już budzą się nowe i niebawem rozpoczynają czarowanie.

No i jeszcze kolce. Posiada kolce, dlaczego? niezrozumiałe.

Ale kto zrozumie w pełni, tak zupełnie do końca jednoznacznie i niezaprzeczalnie Matkę Przyrodę. To Ona programuje rośliny, zwierzęta, człowieka takoż, tak że wszystko w tych ciałach ma swój cel i zaklina w jedno nasionko powtarzające wzór genetyczny.  

Nasze zadziwienie i zachwyt nieustanny to ponoć wieczna MŁODOŚĆ .

I tego się trzymajmy Kochani…..a gdy ciężko na sercu, odrzućmy lęki docierające z dookolnego świata i swoje własne smuty.

Pobiegnijmy na spotkanie z ognikiem.

Da siłę !!!!!!

Ognik naprawdę leczy duszę …..