I nadal tkwię w nastroju refleksyjnym. Może ta zimowa szara pogoda sprzyja rozdrapywaniu swojego wnętrza.
Wspominki ze ścieżki medycznej , losy moich Rodziców, pamiętnik Teścia zanurzają mnie w przeszłości.
Może jednak Marcin, syn miał rację mówiąc, że dopóki się żyje, żyć trzeba pełną piersią i patrzeć tylko do przodu. Nie cofać się, bo to niebezpieczne. Nie pisać o tym co było , ale rozmawiać, spotykać się z ludźmi.
Ale on ma niespełna 40 lat, w Jego wieku myślałam tak samo.
Ile miałam pary i wewnętrznej siły, by od świtu zabezpieczać dzieci, przemierzać bardzo liczne km do pracy tramwajami, autobusami w wielkim ścisku i smrodzie oddechów wczorajszych czosnkowo alkoholowych. Potem pacjenci, pacjenci, pacjenci. Pomysły na badania, poszukiwanie optymalnej terapii i naukowe opracowania wreszcie.
Było, minęło jak sen.
Potem przyszła emerytura, powstał nasz nowy dom, taki jak wymarzyłam i nieomal zaprojektowałam. Dookoła rozciąga się wieś mazowiecka na równinie smętnej choć zielonej..
Zdarzały się jeszcze jakieś wzloty, spotkania, ludzie na drodze, wchłanianie wrażeń obcych ziem.
I wreszcie nadszedł czas powrotu do korzeni. Do Gorzowa, miasta, gdzie przyszłam na świat. I które opuściłam mając niespełna 18 lat i zamknęłam za sobą drzwi. Zdawało się, że na zawsze.
Okazało się, że te drzwi tak łatwo się otworzyły i wówczas buchnęła czająca się za nimi przeszłość.
I wyszły uwolnione wreszcie tak silne jak kiedyś, a nawet zwielokrotnione długo tłumioną tęsknotą kolory, dźwięki, zapachy. Ożyły ulice dzieciństwa, stare nieraz piękne domy, zobaczyłam ponownie moje lipy, platany, kosodrzewiny i inne drzewa cudne, zapamiętane trwale. Odwiedziłam już nieistniejące działki na wzgórzach i spotkałam cienie ludzi którzy odeszli .
I znalazłam się w swoim starym świecie i nowym poprzez ludzi, których poznałam teraz .
Bo wystarczyło jedno wejście do portalu Moje Miasto Gorzów i moje tam pisanie . Pisanie pełne czułości nasączone emocjami do granic bólu i oczekiwanie na odpowiedź innych. Tą odpowiedzią, odzewem były komentarze. Stanowiły one jedyny ślad że ktoś przeczytał i na chwilę był ze mną …
I to minęło jak kolejny sen. Już nie ma takiego pisania w tym portalu. Zdaję sobie sprawę, że jest to naturalna kolej rzeczy i że zwykłe naturalne przemijanie się odbyło. Panta rei…
I z tego czasu pozostało kilka pięknych listów od goni i Jej czasem bardzo ciepłe komentarze pod moimi wpisami w portalu.
Teraz grzebiąc w starych materiałach umieszczanych w tym portalu, pod moją , tj. Łuki
„ Niedzielą na Głównym czyli fantasmorganiami peronowymi w mieście G. „ znalazłam taki wpis :
„ Podziwiam – za te wszystkie nawiasy, za spokój dobrze przeżytego życia, za to pogodzenie z nieuchronnością losu ( nie każdy to ma ), za chęć poznawania rzeczy małych i dużych, za nieustającą ciekawość świata, za otwarte serce. Życzę, by ten największy nawias jak najdłużej pozostawał nie zamknięty…
gonia „
Gdzie się podziały tamte czasy, tamte rozmowy….Pozostało wzruszenie….
To se ne wrati – jak mówią Czesi….




