Lot nad własnym ziemskim losem ( 10). Moje pierwsze zauroczenie Zosią.
A stamtąd po wymianie kół wagonowych udaliśmy się do Krakowa.( ros. tory są szersze niż polskie- przyp. red.)
Matka pragnęła dostać się w swoje rodzinne strony, gdzie po zakończeniu wojny miała się spotkać z ojcem.
Gdy dotarliśmy do Krakowa, okazało się, że w okolicach Bielska- Białej i Żywca jeszcze trwają działania wojenne.
Trzeba było przeczekać.
Ulokowano nas w specjalnie urządzonym obozie dla repatriantów. Było ciasno, brudno i nieprzyjemnie.
A matka stale marzyła , aby znów w jakiejś szkole uczyć polskie dzieci. I spełniła swoje marzenie. Znaleźliśmy się w przepięknej wiosce Rybna, otoczonej skałami wapiennymi , leżącej na południe od Krakowa. Gdy tam się znaleźliśmy, matka udała się do sołtysa, aby pomógł jej w poszukiwaniu jakiejś kwatery. U sołtysa akurat siedział radziecki oficer i popijali gorzałę. Sołtys okazał się arogancki, zadając matce pytanie po co tu przyjechała. Wówczas stanął w jej obronie partner sołtysa , mocnymi słowami go częstując. To poskutkowało.
W Rybnej znajdował się kompleks pałacowy. Jego właścicielka wraz z córeczką Zosią nie była pozbawiona mieszkania w pałacu. Nas ulokowano w jednej z bocznych części pałacu, a skruszony sołtys sam dostarczał opał. Matka zaczęła uczyć dzieci w miejscowej szkole, ja z uroczą Zosią spacerowaliśmy po ogromnym parku, podziwiając urodę natury. Nie ukrywam, że Zosia stała się moją platoniczną miłością i gdy w 1947 roku w Gorzowie urodziła mi się siostrzyczka, wyprosiłem rodziców, aby dali jej imię Zofia. Jakby na pamiątkę owej dzieweczki z Rybnej. Sentymenty, sentymenta….
Po jakimś czasie doszły do nas wieści, że już możemy wyjechać w rodzinne strony matki. Nie pamiętam już, kto nas zabrał wozem. Znaleźliśmy się wreszcie tam, gdzie matka miała czekać na powrót ojca. Podobnie zresztą, jak i ja. W Łodygowicach zatrzymaliśmy się u jednej ciotki. Piszę „ jednej” albowiem matka miała przyrodnie i rodzone siostry i braci, mieszkających w Godziszce i Kalnej. Tutaj oczywiście matkę wciągnęła szkoła a i ja kontynuowałem naukę.
