Jestem lekarzem zakładowym i mam niespodziewanego pomocnika
Gdy zjawiłam się na Siennej, właściwie od razu zaproponowano mi dodatkową pracę. Akurat mieli wakat dla lekarza zakładowego a ponieważ przybyłam z przychodni rejonowej dla dorosłych, wydawałam się dobrym kandydatem.
Miałam wątpliwości dotyczące tej dodatkowej pracy, gdyż dwa razy w tygodniu musiałabym zostawać w szpitalu do 18.
Ale po naradzie rodzinnej zgodziłam się, gdyż wszyscy akceptowali moje pomysły , obiecywali pomoc i nawet byli ze mnie dumni.
Tak więc pozostałam lekarzem zakładowym. Do moich obowiązków należało okresowe badanie pracowników , nowych kandydatów do pracy, badanie zgłaszających się z infekcjami albo innymi stanami chorobowymi a także reagowanie na zachorowania personelu. Niestety w tych wypadkach byłam pod ręką, więc wzywano mnie dość często.
Nie zapomnę jednego takiego wezwania.
Ktoś zadzwonił, że w pralni leży nieprzytomna pracownica.
Od razu złapałam ciśnieniomierz i słuchawki i pognałam na dół.
Ale po drodze wyprzedziła mnie Anula. Usłyszawszy wezwanie też biegła na pomoc.
Na szczęście okazało się owa nieprzytomna odsypiała potężne upojenie alkoholowe, więc spokojnie opuściłyśmy to miejsce a ofiara dojrzewała na stercie brudnej pościeli….

