Na medycznej ścieżce. Jestem lekarzem zakładowym.

Jestem lekarzem zakładowym i mam niespodziewanego pomocnika

 

Gdy zjawiłam się na Siennej, właściwie od razu zaproponowano mi dodatkową pracę. Akurat mieli wakat dla lekarza zakładowego a ponieważ przybyłam z przychodni rejonowej dla dorosłych, wydawałam się dobrym kandydatem.

Miałam wątpliwości dotyczące tej dodatkowej pracy, gdyż dwa razy w tygodniu musiałabym  zostawać w szpitalu do 18.

Ale po naradzie rodzinnej zgodziłam się, gdyż wszyscy akceptowali moje pomysły , obiecywali pomoc  i nawet byli ze mnie dumni.

Tak więc pozostałam lekarzem zakładowym. Do moich obowiązków należało okresowe badanie  pracowników ,  nowych kandydatów do pracy, badanie zgłaszających się z infekcjami albo innymi stanami chorobowymi a także reagowanie na zachorowania personelu. Niestety w tych wypadkach byłam pod ręką, więc wzywano mnie dość często.

Nie zapomnę jednego takiego wezwania.

Ktoś zadzwonił, że w pralni leży nieprzytomna pracownica.

Od razu złapałam ciśnieniomierz i słuchawki i pognałam na dół.

Ale po drodze wyprzedziła mnie Anula. Usłyszawszy wezwanie też biegła na pomoc.

Na szczęście okazało się owa nieprzytomna odsypiała potężne upojenie alkoholowe, więc spokojnie opuściłyśmy to miejsce a ofiara dojrzewała na stercie brudnej pościeli….

Opowieści mojej Mamy. Wątpliwości Stefy czy jest kochana przez rodziców.

 

Stefa po lewej.

 

 

14 kwietnia 1907 roku w Godziszce, dużej Beskidzkiej wsi , przychodzi na świat pierwsze dziecko Marianny i Michała Jakubców.

Niestety jest to kolejna dziewczynka. Nadają Jej imię Stefania, Stefa.

 Ma duże  intensywnie błękitne  oczy , w których, do Jej ostatniego dnia  życia , niespodziewanie rozjarza się  radość i  ciekawość wszystkiego co dookoła .

Gdy zaczyna dorastać , myśli, że jest niekochana. Wychowywana bez czułości . Bo tak było w tym domu , bo dzieci w domu dużo i rodzice zapracowani.

Lubi przesiadywać  na wysokim progu   przysadzistego, drewnianego i sczerniałego dotykiem lat domu i obserwować świat .

Czasami pylistą drogą  przejeżdża powóz z parą dorodnych koni , a w nim  wytwornie ubrana  kobieta.

Pewnego dnia powóz zatrzymuje się  przed domem, kobieta wysiada i pyta dziewczynkę o jej ojca. Wchodzi do izby . Rozmawiają  . Kobieta mówi że jest bezdzietna  , że od dawna obserwuje to dziecko. Dziewczynka jej się   podoba się   i chce ją adoptować a wychowa tak jak zechce ojciec.

I dziewczynka słyszy słowa ojca- ja nie mam dzieci na rozdawanie.

Od tej pory już  wie , że jest kochana.