Pamiętnik Jana Konopielko ur.12 lutego 1906 r w Kołpiei, zmarłego 22 grudnia1985 w Olsztynie .
Spoczywa na Cmentarzu w Lidzbarku Warmińskim obok swojej żony-
Heleny z d. Wojciul
Czas w areszcie śledczym (c.d.) .
zdjęcie z Wikipedii – Wilejka, lata 40 ub wieku
Siadłem na brzegu nar, które ciągnęły się od jednej ściany do drugiej przez dziesięć metrów.
Pod sufitem we wspomnianej ścianie było zakratowane okienko.
W drzwiach od korytarza widać było maleńkie okienko , a w nim małą dziurę- „wilczek”, przez który obserwował nas, siedzących i leżących na tych gołych deskach, strażnik .
Zrobili mi przyjaciele niedoli miejsce i ja wlazłem na nar. Zdjąłem swoją nową jesionkę i położyłem ją pod głowę zamiast poduszki. Torbę swoją z żywnością umieściłem pod narą. Ponieważ było gorąco na sali, zdjąłem marynarkę i sweter. Wszystko to położyłem na deskach zamiast materaca.
W sali wszyscy milczeli i ja też milczałem. Grobowe to milczenie przerwał nam dozorca, otwierając drzwi. Dał nam rozkaz wychodzenia do ubikacji po jednemu. Wędrówka ta trwała około pół godziny.
Z kolei zaczęła się rozmowa o tym, za co nas aresztowano. Każdy tłumaczył, że on jest w niczym winny. Ja też w podobny sposób twierdziłem.
Wszyscy byliśmy pewni, że nas długo nie będą trzymać w areszcie i wypuszczą nas na wolność.
Tu jednak wszyscy myliliśmy się, bo nie znaliśmy ich, bolszewików bliżej. U nich, kto został aresztowany, mógł na wolność wrócić – jeśli będzie żył – za 5, 10 i 15 lat, a może i za 25 lat !!!
Nadszedł wieczór. W celi nie ma światła, tylko przez „ wilczek” w małym okienku przedzierały się promienie elektryczne. W sali zapanowała cisza, przerywana od czasu do czasu stukiem butów stróża. Pobudka nastąpiła, gdy już było zupełnie widno na drodze i w naszej celi.
Śpiąc, nie czułem, co się działo obok mnie i na mojej jesionce, którą teraz przykryty byłem.
Dopiero gdy spojrzałem na palto, zobaczyłem, że coś się rusza maleńkiego, jak białe ziarenko makowe. Złapałem. Była to wesz. O rety !, ileż ich było w tej jesionce w drugich moich rzeczach, leżących pod bokiem zamiast siennika.
Wziąłem się za mordowanie tego plugastwa . Łapałem po jednej, kładłem na jeden paznokieć, i drugim cisnąłem do pęknięcia. Za godzinę wymordowałem sporo tych wszy- ale pozostało ich żywych niemało. Takąż walkę z tymi „ krwiopijcami” prowadzili i inni koledzy w nieszczęściu. Przerywaliśmy to paskudne- wstrętne zajęcie, tylko na czas pójścia do ubikacji lub spożycia posiłku.
Codziennie któregoś z aresztowanych wzywano na śledztwo, które trwało nieraz do dwóch trzech godzin. Zawsze wracał taki nasz przyjaciel niedoli z miną grobową, zmaltretowany, nieraz i pobity.
Po kilkuminutowym odpoczynku opowiadał o śledztwie, jakie metody stosują, jak się wulgarnie wyrażają, często biją, gdy któryś nie chciał przyznawać się do winy, której nie popełnił.
Niektórzy koledzy informowali nas, że sędziowie śledczy często uciekają się do oszustwa w stosunku do aresztowanego- a mianowicie: czytają mu protokóły – niektóre słowa, wyrażenia na odwrót. Czytają np.: „Nie przyznał się do winy” a napisane było : „ Przyznał się do winy”.
Taka informacja dla tych oskarżonych , którzy jeszcze nie byli w śledztwie, była bardzo pożyteczna.
Mnie na śledztwo nie wzywano, a tylko od razu z aresztu poprowadzono na sąd.
Spieszno widocznie im było.
Sąd składał się z dwóch wojskowych i sekretarki.
Świadkowie, którzy mieli świadczyć o moim przewinieniu, moim przestępstwie, stali pod drzwiami zamkniętymi.
Owe drzwi otworzył mi konwojent.
Wszedłem do wnętrz, a on też wszedł za mną.
Stanęliśmy przed stołem sędziowskim. Strażnik cofnął się o krok ode mnie.
Sędzia przeczytał moje personalia, a następnie oskarżenie:
Że brałem udział w aresztowaniu przez Niemców Szczęsnego Sergiusza, przewodniczącego, którego zabiło ( ubiło ) gestapo.
Na pytanie , czy przyznaję się do winy, odpowiedziałem, że nie, nie brałem udziału w aresztowaniu i nie znam jego miejsca zamieszkania. Że takie oskarżenie na mnie, ktoś podał ze złości. Ja sam chowałem się przed niemieckim gestapo.
Wzywają świadków, po jednemu.
Pierwszy świadek mówi, że znam tego pana, był nauczycielem, dobrze uczył dzieci, z mieszkańcami żył w zgodzie.
Występuje drugi oskarżyciel i mówi: Jestem Szczęsna Maria- siostra Szczęsnego Sergiusza. Pyta sędzia: „ Czy oskarżony Jan Konopielko był, gdy waszego brata aresztowano?” Pada odpowiedź : „ Był”.
Mnie poniosło. Proszę sędziego o pozwolenie zadania pytania świadkowi paru pytań.
Sędzia pozwala.
Pytam: „ W co byłem ubrany?” . Ona milczy. „ Czy miałem broń?”. Też milczy. „ Czy było dużo ludzi?”. Trochę było. „ A kto aresztował?”- Niemiec, policjant białoruski i tłumacz.
„ A kto go powiózł samochodem?”. Ci trzej, odpowiada.
„ A jeśli ja byłem, tak jak pani mówi, to co ja robiłem?”. Nic.
Zwracam się do sądu, by sąd odłożyć a ja przedstawię świadków, że mnie tam nie było.
Sędzia mówi: „ Sąd odroczony”
Strażnik otwiera drzwi i wychodzimy. Gdy byliśmy za drzwiami, konwojent kazał założyć ręce w tył i pomaszerowaliśmy do aresztu śledczego, gdzie przekazał mnie w ręce stróża. Ten wpuścił mnie do sali.
Tu już czekali na mnie koledzy. W krótkich słowach opowiedziałem o przebiegu rozprawy, że sprawa została odłożona.
Idąc z sądu i siedząc na narach, wciąż myślałem, dlaczego odłożono rozprawę. Czyż dlatego , że ja prosiłem i adwokat podtrzymał moją prośbę, mówiąc: „ Poddzierżywaju?” .
Czy może sąd nie miał prawa wydać orzeczenia na podstawie tylko jednego świadka oskarżającego mnie. Drugi świadek oskarżający , który się podpisał na protokóle, na podstawie którego sąd rozpatrywał tę sprawę, nie stawił się na rozprawę.
Nasuwa się pytanie, kto sporządził ten protokół.
Protokół ten napisał jeden z pracowników NKGB, który przyjechał specjalnie do wsi Pasynki, gdzie mieszkała Szczęsna Maria- siostra poszkodowanego. We wspomnianym protokóle było, że aresztowało go gestapo: jeden Niemiec, jeden policjant białoruski i jeden tłumacz. Brali w tym udział: Grudzina- sąsiad, Ciunowicz- sąsiadka i Jan Konopielko- ja. Protokół ten był podpisany przez Szczęsną Marię i Barana- aktywistę ( sołtysa) z Bajb.
Baran nie chciał się pod tym protokółem podpisać- że nie jest prawdą, że ja tam byłem- ale zmusił go sędzia śledczy, który powiedział: „Podpisywaj, bolesze jewo nie uwidzicie”.( podpisuj i tak więcej go nie zobaczysz)
Sprawę moją sąd zwrócił Urzędowi Śledczemu, by ten zebrał dokładniejsze dane o oskarżonym Janie Konopielko.
Po tygodniu strażnik mnie wzywa na korytarz i oddaje w ręce konwojenta z automatem. Ten poprowadził mnie do sędziego śledczego. A więc znowu zaczęło się śledztwo. Pytanie: „ Czy ja byłem obecny, kiedy gestapo aresztowało predsiedatiela sowieta Szczęsnego Sergiusza?”. Nie – odpowiadam. Ja sam kryłem się przed gestapo.
„ Ty faszyskaja morda, nie pryznajuszsia, szto brał uczaścije w aresztowaniu predsiedatiela czerez gestapo!”. Krzyczy, ruga, żebym się przyznał do winy.
Ja znów powtarzam, że mnie tam nie było. Jeszcze z większą wściekłością rzuca się na mnie.
Ale ja milczę.
Wreszcie otwiera drzwi do pokoju i mówi do konwojenta :” Zabieraj etowo faszysta”. Ręce zakładam w tył i idę, a za mną z automatem kroczy konwojent.
Ludzie idący chodnikiem, dają nam drogę i ukradkiem, z lękiem przyglądają się mi, jakbym był jakimś złoczyńcą, który mordował ludzi.
A przecież ja byłem naprawdę niewinny. Podłość sowieckiego czekisty to sprawiła.
Przez pięć dni znów siedzę na swoim barłogu i opowiadam towarzyszom niedoli, jak zachował się wobec mnie sowiecki sędzia śledczy.
Po pięciu dniach słyszę swoje nazwisko w okienku : „ Konopielko – wychodzi”.
Chwytam marynarkę na plecy i już staję w otwartych drzwiach.
Ja na przedzie, a on z automatem za mną.
Domyślam się, że pewnie będzie konfrontacja z tymi oskarżycielami, którzy podpisali się na protokóle. Wchodzimy na korytarzy prowadzący do drzwi sędziego śledczego. Tuż przy nich siedzą Szczęsna Maria, która oskarżała mnie w sądzie i jakiś nieznajomy mężczyzna.
Konwojent wpuszcza mnie do pokoju śledczego i sam się cofa.
Mówię: „ Dzień dobry”. Odpowiedzi z jego strony nie usłyszałem.
Wzywa, otwierając drzwi – Szczęsną Marię. Ta już jest także w pokoju śledczego. Zwraca się do Szczęsnej z zapytaniem: „ Czy ona mnie zna?” Ona odpowiada, że zna. Zadaje jej drugie pytanie: „ Czy on – pokazuje ręką na mnie – był w czasie aresztowania przez gestapo waszego brata- Szczęsnego Sergiusza?”. Ona odpowiada: „ Jego nie było”. Konsternacja u sędziego. Jest zaskoczony taką odpowiedzią.
Natychmiast każe jej wyjść za drzwi i sam za nią idzie na korytarz.
Słyszę, jak podniesionym głosem mówi, że ona podpisała protokół , w którym jest podpisane, że Jan Konopielko był obecny w czasie aresztowania waszego brata. Wy za to będziecie skazana na pięcioletnie więzienie. Jeśli powiecie, że był, nic wam nie grozi.
Wracają do pokoju i sędzia znowu ją pyta, czy byłem w czasie aresztowania.
Odpowiada ze spuszczoną głową, że „ był”.
Każe jej podpisać się na sporządzonym protokóle. Podpisuje i sędzia każe jej opuścić pokój – jechać do domu.
A teraz zwraca się do mnie i mówi. Będziemy kończyć śledztwo.
Czyta protokół zakończenia śledztwa, ja uważnie słucham. Po skończeniu czytania, mówi do mnie : „ Podpiszcie”. Ja odpowiadam, że takiego protokółu nie podpiszę, bo w nim nie napisano, że na pierwsze pytanie , Szczęsna odpowiedziała, że mnie tam nie było, kiedy aresztowali predsiedatiela, a dopiero za drugim razem, kiedy już przyszła z korytarza zmaltretowana i nastraszona pięcioletnią karą więzienia za to zeznanie .
Dlatego też proszę, o napisanie nowego protokółu zakończenia śledztwa z uwzględnieniem tego, co ja powiedziałem i ja to podpiszę .
Przy tym, dodałem, że ja jeszcze chcę przejrzeć całą teczkę swojej sprawy. Ja sam umiem czytać po rosyjsku.
Wściekł się na moje „ Nie podpiszę” i na moje żądanie przejrzenia teczki mojej sprawy. Krzyczał: „ podpisuj, jeśli nie podpiszesz- zabiję”. Chwyta spod pieca polano drewna przyniesione do ogrzania pieca, podnosi je do góry i mówi: „ Jeśli nie podpiszesz, zabiję”.
Zabijaj, ja i tak nie podpiszę, póki wy nie poprawicie protokołu i nie dacie mi do przejrzenia.
Na to on, pluje mi w oczy i rzuca polanem pod piec.
Ja na to: „ Choroszaja kultura sudzi śledowatiela ( sędziego śledczego) . Proszę mi dać prokuratora, ja jemu wszystko przekażę.”
Prowadzący śledztwo otwiera drzwi pokoju i każe konwojentowi mnie zabrać.
Wracam do celi ze łzami w oczach , ale i z wściekłością, którą zaraził mnie ten Tatar.
Nazajutrz wzywają mnie znowu na śledztwo.
Wpuszczają mnie do pokoju sędziego śledczego, gdzie już jest „ Prokurator”. Pyta mnie, dlaczego nie podpisuję protokołu zakończenia śledztwa. Zamiast odpowiedzi na to pytanie , proszę go, żeby wyprosił sędziego śledczego z pokoju, dlatego, że wstydzę się mówić w jego obecności. Z początku powiada, że on nie może tego zrobić, ale po chwili namysłu mówi, żeby śledczy wyszedł. Ten opuszcza pokój.
Ja na to” „ Eto choroszo. Wy prawilno razsmotritie moju żałobu”. (To dobrze. Wy sprawiedliwie rozsądzicie moją skargę )
On na to – mówcie:
Opowiedziałem o śledztwie z panią Szczęsną Marią, która na pierwsze pytanie odpowiedziała, że mnie nie było jak aresztowali jej brata, a po raz drugi, powiedziała, że byłem obecny.
Po przesłuchaniu mojej skargi powiedział: : „ Nie prinimaju waszej żałoby, kogda ja nie podpiszu okończanija śledztwa”. ( Nie przyjmuję waszej skargi , dopóki nie podpiszę zakończenia śledztwa)
Na tym się skończyła moja rozmowa z prokuratorem.
Wszedł do pokoju śledczy i kazał konwojentowi odprowadzić mnie do aresztu.
Wracam na swoje przeklęte nary i myślę, co oni będę ze mną robić?
Prokurator i śledczy postanowili zaprosić do siebie głównego naczelnika śledztwa- pułkownika.
A więc na drugi dzień ponownie prowadzą śledztwo ze mną.
Gdy już byłem w tym przeklętym pokoju, przyszli: pułkownik, prokurator i śledczy.
Pułkownik pyta mię:
” Poczemu wy grażdanin nie podpisywajecie okończanija śledztwa?”.
Ja odpowiadam: „ Potomu, szto śledowatiel napisał w protokole nie tak, kak eto było skazano na naocznej stawkie czerez Maria Szczęsna, szto mienia nie było kak arestowali niemcy jej brata. I nie podpiszu, poka nie budiet isprawleno ( poprawiono) – szto pierwej raz skazała, szto mienia tam pry aresztowanii nie było”.
A on, pułkownik mówi: „ Ty siebie płocho diełajesz”. ( Ty źle robisz dla siebie) .
A ja na to: „ Chuże ( gorzej) nie budiet czem tiepier”.
Napisali protokół i czytają : „ Grażdanin Jan Konopielko odkazywajet ( odmawia) podpisania okończanija śledztwa.”. Podpisują się pod tym we trójkę i mówią, żebym i ja się podpisał.
Ja odmawiam i mówię:” Jeżeli napiszecie, dlaczego odmawiam – podpiszę ten protokół”.
„ Iż kakoj mudry” mówi pułkownik.
Odprowadźcie go, pożałuje, ale będzie już za późno.
Te ostatnie słowa naczelnika w randze pułkownika NKWD – Narodnyj Komisariat Gławnoj Biezapasności – nie przestraszyły mnie, ale utwierdziły , że taka jest sprawiedliwość w NKGB.
