Kiedyś się dowiedziałam, że cała rodzina Kieniewiczów jest bardzo religijna.
Nie wiem jak pozostali synowie Profesora, ale Antoni i Marzenka byli bardzo zaangażowani w działalność w jakiejś grupie przykościelnej.
Dowiedziałam się właściwie przypadkowo. Któregoś dnia wspomniała o tym Marzenka jakby mimochodem, przy okazji rozmów o chrzcie najmłodszego syna- Mateusza. Dla nas to wydarzenie było zadziwiające. Podobno ten niezwykły chrzest Mateusza, odbywał się w ich kościele, przy ul. Gdańskiej, w czasie świąt Wielkiejnocy i trwał przez całą noc. Dla nas taki obrzęd był nieznany i zdumiewał. Ale wkrótce uznaliśmy, że to ich problem i tylko podziwialiśmy ich zgodność w tym temacie.
Nigdy nie narzucali swoich przekonań ani nie próbowali nas zachęcać do zaangażowania w tej samej co oni sprawie.
Gdy najstarszy syn- Piotr był w klasie maturalnej, porzucił swoją dziewczynę i wstąpił do seminarium duchownego. Widuję Go czasami w TV gdy wypowiada się w tematach związanych z kościołem, wiarą jako ksiądz Salezjanin. Chyba jest wykładowcą na jakiejś katolickiej uczelni. Kiedyś mi zaimponował, bo utworzył grupę walczącą o skrócenie kazań. Proponowali oni, by były skondensowane, mądre, ale ograniczone do 10 minut. Chyba jednak nic z tego nie wyszło, bo gdy czasami oglądam mszę w TV , kazania nadal są przewlekłe i wkrótce działają nasennie, a jeśli nawet nie, to i tak szybko gubi się wątek a myśli w tym czasie ulatują gdzieś daleko, w odległe krainy….
