Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej ( 3 ) . Szpital w Kępnie – Serce wśród Serc.

Zanim zamieszczę opowieść Marioli, chciałam objaśnić jak to jest z podtytułami tego Pamiętnika . Na moje pytanie  Mariola odpowiedziała – redaguj jak chcesz. Więc podtytuły są moje – do dyskusji, ew. zmiany, jeśli Ktoś zaproponuje …

I jeszcze jedna informacja – Mariola   rozpoczynała swoje życie zawodowe w Szpitalu w Kępnie ( był to rok 1971 lub 1972) , nie wróciła do Poznania. Pozostała wierna temu Miastu, temu swojemu Miejscu w Życiu i Ludziom, którzy Ją pokochali i nadal dają temu wyraz ….

Wzruszam się, gdy czytam to,  co napisała w swoim do mnie  liście – Mariola, koleżanka ze studiów, którą poznałam dopiero teraz ( o czym było w pierwszym wpisie do Jej Pamiętnika),  po 53 latach od tego naszego pierwszego roku Akademii Medycznej w Poznaniu . Nasze Spotkanie jest albo ciekawym przypadkiem a może  jednak zrządzeniem Losu …..

Maria J. Nowakowska teraz, zdjęcie skopiowałam z Facebooka, gdzie sama je zamieściła. Komentarze pod zdjęciem – pewnie jakiś kolega – wyglądasz jak hippiska – tyle barw; i kilka wpisów od wiernych pacjentów – o, nasza Pani Doktor … ( muszę tam zajrzeć i ew. wszystkie skopiować)

A oto zapowiedziany list od  Marioli :

zachęcona Twoim ” pisz wszystko” piszę:

 wróciłam właśnie z kaplicy szpitalnej – msza

czasami tam chodzę – spotykam kolegów, pogadamy

dzisiaj też tak było – spotkałam pielęgniarki z oddziału, które mnie ze sobą zabrały

kawa, domowe ciasto i .. niech no pani siada- wyrosły włoski na brodzie- to usuniemy

czyli wróciłam do domu po strawie duchowej, cielesnej i jeszcze gładka na twarzy

        Takie były zawsze. Gdy po udarze trafiłam z OIOM- u na wewnętrzny codziennie rano przychodziły, brały mnie na wózek i wiozły pod prysznic i dopiero ja położona do czystego łóżka a one wracały do siebie….

Jak byłam lepsza a jeszcze nie pamiętałam liter przynosiły książki dla dzieci  i od nowa poznawałam ? uczyłam się ?

 Muszę przyznać że miałam wielkie szczęście do ludzi.

Kucharki wiedziały że lubię mleczną zupę ( dzieci nie chciały to ja zawsze piłam bo zostawała  w wiadrze) więc po udarze codziennie kucharka przynosiła mi kubek takiej zupy na wewnętrzny,  bo dla wewnętrznego  nie gotowały….

 inny dowód

z lasów przywozili nam do szpitala choinki. Panowie z ekipy oprawiali, a ja brałam kilka gałązek

i znowu  – po udarze  – telefon do mnie : gałązki zostawiliśmy w portierni, proszę niech ktoś odbierze

i tak jest do dziś…..

 miłe jest też to że do dzisiaj dostaję przepiękne kwiaty na imieniny od obecnego szefa i dziewczyn

 nie muszę przekonywać że smak tej zupy i zapach daglezji  jest nie do przecenienia

 tak samo miła jest dzisiejsza kawa

 może odbierzesz to jako chwalenie się ale nie – dla mnie to tylko przemiłe wspomnienia

 wnuk ( lat 4 ) przyszedł powiedzieć że zrobił ciasto na pizzę a tata TYLKO mu pomagał więc ruszam sprawdzić

miłej niedzieli

Na medycznej ścieżce. Badanie klatki piersiowej.

W tych czasach nie było żadnych filmów szkoleniowych  ani nagrań  z utrwalonymi  odgłosami słyszalnymi  podczas opukiwania granic płuc czy serca lub dźwiękami poszczególnych tonów serca.

Uczyliśmy się więc od Pana Profesora, który opowiadał i pokazywał . Potem każdy z nas powtarzał poszczególne elementy badania.

Byliśmy przejęci, młodzieńczo wrażliwi i staraliśmy się wchłonąć całą wiedzę, przekazywaną nam w czasie zajęć z propedeutyki medycyny.

Nie zapomnę  drżenia swojego serca , gdy usłyszałam bicie serca obcej, chorej osoby.

Ten moment stał się elementem przełomowym w dalszym życiu medycznym.

Poczułam niezwykłą więź z drugim człowiekiem, który powierzał  mi swoje największe tajemnice.

To było przekroczenie zaklętego kręgu intymności.