Herb Smorgoń
Z chwilą uzyskania skierowania do pracy w podwileńskich Smorgoniach, w moją Mamę wstąpił nowy duch.
Uwierzyła w to, że koło fortuny obraca się na korzyść Jej i jej małżeństwa.
O miasteczku poczytała w jakiejś encyklopedii.
Najbardziej ją zainteresował fakt, że był tam kiedyś słynny w Europie ośrodek tresury niedźwiedzi zwany akademią smorgońską. Powstał w XVI wieku i został zamknięty dopiero po powstaniu listopadowym, tj po 1831 roku.
Prawdopodobnie w XVI wieku na te ziemie przywędrowali Cyganie.
Zajmowali się kotlarstwem, handlem końmi ale zwykle kradzieżami. Dlatego mieszkańcy z ulgą przyjęli jeszcze jedną z ich umiejętności- szkolenie niedźwiedzi. Tę grupę nazywano niedźwiednikami. Stopniowo ta grupa wzrastała liczebnie, co wiązało się z modą panującą wówczas w Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Był to zwyczaj popisywania się różnymi dziwami natury. Magnaci sprowadzali na swoje dwory Murzynów, wojska husarskie były wyposażone w skóry lwów, tygrysów, panter.
W ten klimat doskonale wpisywały się muzyczne popisy Cyganów i taneczne ich wychowanków.
A tymi wychowankami były niedźwiedzie.
Szkoła niedźwiedzi była zorganizowana i prowadzona przez cygańskich książąt tzw. królów cygańskich.
W tamtych odległych czasach, w okolicznych lasach, w właściwie kniejach żyło mnóstwo zwierzyny.
Królowały tutaj niedźwiedzie.
Co pewien czas okoliczni mieszkańcy zapuszczali się w leśne ostępy, wykradali młode niedźwiadki i potem oddawali je na nauki tańca do akademii.
Wybierano jedynie zwierzęta płci męskiej, gdyż panie nie miały dostępu do edukacji.
Radziwiłł sprowadzał także małpy w celu ich edukacji, ale tacy uczniowie stanowili margines akademii.
Właściciele niedźwiedzi ustalali z władzami akademii kwotę , za którą pobierały one nauki. Potem przydzielano każdemu misiowi stałego nauczyciela.
Nauka tańca odbywała się w wielkiej specjalnie skonstruowanej izbie. Jej podłogę stanowiła ściana pieca kaflowego.
Misia przymocowywano do słupa, by nie uciekał . Na tylne łapy nakładano mu onuce i łapcie.
Następnie rozpalano w piecu. Rozgrzewano go nieomal do czerwoności .
W tym czasie Cygan rozpoczynał grę na skrzypcach.
Niedźwiadek parzony w przednie łapy, szybko stawał na tylnych i wykonywał ruchy podobne do pokracznego tańca.
Poprzez odruch Pawłowa wyrabiał w sobie skojarzenie dźwięków skrzypiec, piszczałki i gorącej podłogi.
Potem gdy słyszał taką muzykę, rozpoczynał swój taniec.
Nauka trwała 6 lat.
Po tym okresie opiekunowie misia zabierali swojego ucznia na tourne po dworach szlacheckich i miastach, a za pokazywanie sztuczek pobierali datki, z których znaczny procent był przeznaczony do kasy smorgońskiej akademii.
Ciekawostką jest to, że mimo sztucznych warunków życia, które stwarzano misiom, nie straciły one swojego zapisanego przez naturę systemu zimowego snu.
Nie udało się przeskoczyć natury niedźwiedzi i każdej zimy zapadały one w głęboki sen. Nie mając szans przełamania praw natury, w akademii stworzono specjalne zimowe sypialnie dla misiów.
Wystrój tych pomieszczeń miał przypominać gawrę, były więc wyłożone igliwiem i gałęziami.
Tam misie spędzały słodko czas od 1 listopada do 15 lutego.
W ten to sposób same sobie planowały zimowe wakacje.
Wiosną znowu wyruszały w świat ze swoimi opiekunami.
Popularność Smorgoń w tym okresie historycznym potwierdzają używane wówczas określenia. Tak więc kogoś, nie grzeszącego inteligencją, określano mianem „ dudy smorgońskiej” a o kiepskim tancerzu mawiano, że się porusza” z gracją smorgońskiego absolwenta”
Do innych smorgońskich ciekawostek należały słodkie obwarzanki. Wypiekano je tutaj w dużych ilościach i miały niepowtarzalny smak i aromat. Wożono je do Wilna, gdzie w czasie słynnych Kaziuków cieszyły się wielkim powodzeniem. Tak więc, przed tym świętem widać było na drogach mnóstwo wozów z tym słodkim ładunkiem a potem cieszono się barwnymi straganami, na których dominowały właśnie smorgońskie obwarzanki.
Mniam mniam….
Nawet zachowała się śpiewka o takiej treści: : Smorgońskich obwarzanków kupię/ sobie penki/ Tylko ty Józiuku nie oddawaj renki…”.
I właśnie do tych Smorgoń, gdzie panowały duchy z przeszłości a rzeczywistość była barwniejsza niż w Rakowie we wrześniu 1938 roku przybyła moja Mama z 4 letnim wówczas synkiem, a moim bratem- Zenonem.
Przywiozła ze sobą trochę ciuchów, jakieś sprzęty , dywaniki do mieszkania oraz wielką nadzieję na dalsze szczęśliwe życie.
Oczywiście jak zwykle okazało się, że sama nadzieja to za mało……
tekst o Smorgoniach na podstawie Wikipedii i opowieści Mamy

