Moja ciocia, jego żona nie wiedziała co się stało z mężem. Stale miała nadzieję, że któregoś dnia wróci. Wypatrywała na drogę przez okno i tęskniła. Jej córka Jania, opowiadała nam o tym okresie w ich życiu.
Długo jednak nie trwało to oczekiwanie, bo któregoś dnia pojawiły się na stacji tzw. tiepłuszki. Były to wagony towarowe- do przewożenia bydła, z żeliwnym małym piecykiem i rurą kominową na zewnątrz.
Początkowo ludność nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia.
Ale wkrótce okazało się, że rozpoczęły się nocne napaści na domy , zabieranie rodzin i upychanie do tych wagonów.
Zorientowano się, że sowieci mieli już przygotowane listy ludzi przeznaczonych do wywozu. Oczywiście pierwszymi osobami były żony i dzieci już wcześniej aresztowanych.
