Na grzbiecie konia- krótkie rozważania.

 

GrubasNaKOniu.jpg

 Zdj z netu

 

Na grzbiecie konia- krótkie rozważania

 Od kilku dni nie mogę się pozbyć natrętnej myśli która do mnie przyszła gdy zobaczyłam  pewne zdjęcie. Ktoś mi pokazał  swoją znajomą czy przyjaciółkę, tego nie wiem i dochodzić nie mam zamiaru. Bo nie o to chodzi. Na tej fotografii , pewnie rozsyłanej wielu znajomym widać wielką bardzo masywną kobietę , oczywiście w kasku na głowie, która siedzi dumnie wyprostowana na grzbiecie konia.

Może wcale bym się nie zastanowiła, gdyby nie usłyszane kiedyś słowa kolegi z ławy szkolnej licealnej, który w rozmowie o zwierzętach nagle rzekł- jak można dosiadać konia. Jak może człowiek tak zniewalać i wykorzystywać dla swojej rozrywki konia. Jeszcze rozumiem gdy jest wielka potrzeba by ciągnął wóz czy pług , czy nawet służył jako środek transportu gdy ktoś w głuszy musi dotrzeć gdzieś tam, a nie ma żadnego pojazdu. Chociaż to było dawno, ale dzisiaj ? kiedy zalewają nasz kraj stare czterokółkowe  gruchoty i dwukółkowe coraz bardziej modne wcale nie gruchoty. Ale dosiadać dla swojej przyjemności to piękne zwierzę , nie rozumiem i jestem tym oburzony. Jest mi smutno, gdy widzę człowieka na koniu.

Ten kolega, romantyczna, wrażliwa dusza, ba, nawet nadwrażliwa stale mnie zachwyca swoim myśleniem. A mówi to co myśli, nawet trudno strawną prawdę. Popełnił jedno „dzieło” literackie, krótkie choć znamienne, które sprawiło mi nie dumę, ale niejaką przykrość, bo było o nas.Nie byliśmy parą, jeno kolegami którzy się bardzo lubili, i mieli niezwykłe porozumienie dusz- tak to postrzegałam. Ale jak się okazało, Jemu  roiło mu się w głowie coś, co zakończyło się zamieszczonym tu kiedyś Tryptykiem

http://zofiakonopielko.bloog.pl/id,359479281,title,-Letni-tryptyk-czyli-wspomnienie-z-Letniej,index.html….

Gdy opowiedziałam mu o tym zdjęciu ogromniastej kobiety siedzącej na koniu, powtórzył to samo co przed wielu laty, z wielką pewnością i żalem – widziałem kiedyś dzikie konie. Pewnie w swojej wielkiej wyobraźni, albo na filmach i uznał że widział  w realu, pomyślałam w duchu. Jestem pod wrażeniem tych słów.

Pomna wizyty na służewieckim torze wyścigowym, a było to przed pół wiekiem i wtedy nic takiego nie przychodziło mi do głowy, zapytałam go –  a  taka zwykła bieganina po trasie ? , może nawet konie to lubią ?. On na to, być może, tego się nie dowiemy, ale dżokeje przynajmniej są drobni, niscy, nie obciążają tak bardzo konia. Ale nie mogę patrzeć jak smagają go pejczami po kłębach. Przecież to boli konia  i mnie boli. I kontynuował, bo się już „rozpędził „ w tym temacie, jak w wielu innych, co uwielbiam i może nie zawsze się zgadzam, ale podziwiam, że myśli i tak myśli. Mówił więc dalej, wiadomo jest, że po kilku latach dźwigania wielkich facetów i bab, którzy uważają że kochają konie, szczycą się jazdą na ich grzbietach tylko dla pozy, dumy , własnego zadowolenia, i rozsyłania zdjęć znajomym , po kilku latach takie konie z przetrąconym kręgosłupem i pokrzywionymi nogami trafiają…gdzie…no gdzie….

I to by było na tyle. A ja zostaję z tym obrazkiem i myśleniem….

 

DzikieKonieNet.jpg

 

DzikieKonieBelaiza.jpg

Wszystkie zdjęcia z netu.

Ta Rodzinka szaleje na kites…

Ewa

 

 

Marcin, mąż Ewy. Jego Mama jest gorzowianką, jak ja- czyż nie przedziwny zbieg okoliczności?

 

Marcin

 

 

Jula ich córka a moja wnuczka.

 

 

Michał, mój wnuk senior:)

 

Dzisiaj są urodziny naszej drugiej Córki- Ewy.

Mirek myślał, że 32, ale wyprowadziłam Go z błędu.

Ewcia właśnie ukończyła 42 rok życia.

Niebywałe.

Przecież niedawno się urodziła, co opisałam w części blogu zatytułowanej Na medycznej ścieżce. Właśnie na tej ścieżce działo się wszystko co najwazniejsze i najpiękniejsze w moim życiu.

W związku z dzisiejszym nastrojem refleksyjnym, co chyba zrozumiałym, ogladałam rodzinne djęcia.

I znalazłam te, nasycone nadbałtyckim słońcem , morską pianą i wielką radością życia.

Życzymy Tobie Ewuniu i Twojej Rodzince, by zawsze świeciło Wam pięknie słońce!!!!