
Ja sprzed półwiecza.
Tego dnia szczególnie intensywnie rozmyślam o oczach.
Dotykam tego problemu wprawdzie już od dawna, ale najpierw powierzchownie i przelotnie ale ostatnio coraz częściej i coraz bardziej zanurzam się w czeluściach swojego prawie minionego życia.
Tak mi jakoś przyszło w tym czasie michałowickim, emeryckim, dużowolnogodzinowym, poddomkowym .
Wracam więc do dni gorzowskich, poznańskich i tych ostatnich warszawskich.
I układają się wspomnienia , czasem nanizane jak paciorki w łańcuchu wydarzeń . A w nim widzę ludzi wprawdzie zamkniętych jak w sieci czasu, zatrzymanych w kadrze ale stale żywych w mojej pamięci.
I zadaję sobie pytanie dlaczego tak się stało, że mam ich w oczach, w mózgu , dlaczego tak bardzo zapadli mi w pamięć.
I wiem, że to nie były tylko niezwykłe ich oczy, to była odnaleziona w tych oczach dusza. Odnaleziona bratnia dusza.
Nic oryginalnego w tym co piszę, bo przecież ktoś już dawno powiedział, że oczy są zwierciadłem duszy…wybaczcie….
