Na medycznej ścieżce. Kliniki…

Powoli ulegałam złudzeniu, że tylko w szpitalu jest prawdziwe życie. Wydawało mi się, że Rodzina- mąż , dzieci, Rodzice  są w moim innym i bezpiecznym świecie.

Bez reszty wciągały mnie zajęcia kliniczne.

Kliniki akademickie mieściły się w dawnych carskich stajniach położonych w samym sercu Warszawy , pomiędzy ul. Nowogrodzką, Oczki, Lindleya i Chałubińskiego. Teren był ogrodzony wysokim ceglanym murem z dwoma bramami i portierniami od strony ul. Nowogrodzkiej i Lindleya. Po pokonaniu portierni w której urzędował sędziwy i srogi pan, nagle otwierał się inny i tajemny świat. Mimo ciszy która tam panowała, już wiedzieliśmy, że za nią kryją się ludzkie tragedie, może czasem małe radości , krzątanina personelu medycznego , który przybywał tam i spędzał  wiele godzin swojego życia.

Działo się to w równo ustawionych pawilonach o kształcie  jednakowej wielkości prostopadłościanów, z niskim dwuspadowym  dachem , zbudowanych tak jak mur z czerwonej cegły, posiadających  wysokie dość wąskie zwykle puste okna .

 Całość była zatopiona  w pięknych ogromnych i bardzo starych drzewach., pod koronami których rozścielono wąskie uliczki i chodniki prowadzące do pawilonów.

Miejsce mogłoby być czarowne gdyby nie fakt, że wjeżdżały tam karetki i to często na sygnale.

I gdyby nie nasza wiedza, co się dzieje za pozornie pustymi oknami budynków można by spacerować cienistymi alejkami i myśleć o niebieskich migdałach.

To miejsce miało klimat i ma zresztą do tej pory, mimo, że pojawiło się tam kilka zupełnie nowych nowoczesnych obiektów

Śladami mojego Taty. Stare zdjęcia…

 

Dziadek Tomasz Łukaszewicz. Kuzyni: Po lewej Tadeusz Rutkowski ( syn Antoniny-siostry mojego Taty- Wacława ) , po prawej Jania ( córka Witolda- brata Taty)- o jej losach na zesłaniu pisałam niedawno.

 

 

Jania z mężem Włodkiem Piwowarczykiem i córką Ewą. (ok. 1980 roku)

 

 

Mój kuzyn – Witek z żoną Kazią i córeczką Małgosią- moją chrześniaczką – obecnie lekarzem w Sydney. Ok. 1980 roku

 

Śladami mojego Taty . Najstarszy brat Ojca- Witold

 

Rodzice Taty( Stanisława i Tomasz) z dziećmi. Po lewej Witold, ciocia Ancia w pięknej sukience ( podobnie jak jej mama) , a ciocia Bronia to rozkoszne bosonogie niemowlę. Jest początek XX wieku. Zdjęcie ma ponad 100 lat !

 

Najstarszy brat mojego Taty , Witold , urodził się w 1896 roku. Był chyba miłym ciepłym chłopcem. Wzruszyłam się, gdy obejrzałam pocztówkę, którą wysłał w 1911 roku do swojej babci Michaliny Rodziewicz i właściwie podobnej treści, w 1916 roku  do swojej mamy- Stanisławy Łukaszewicz.  Pamiętał o kobietach swojego życia i to było miłe. Wyrósł na wielkiego bardzo tęgiego mężczyznę. Aż dziw bierze, że ten szczupły chłopiec u boku swojej mamy na 1 zdjęciu to ten sam ogromniasty człowiek  u boku swojej żony.