W tym czasie Jania ukończyła już 16 lat i została zatrudniona w sowchozie oddalonym o kilkanaście km od ich wioski. Była w polskiej szkole dobrą uczennicą i teraz pomyślnie zdała egzamin na księgową .
Rodzinie wyraźnie się poprawiła sytuacja. Były jakieś pieniądze na najważniejsze potrzeby. Podpis i obecność księgowej był niezbędny przy załatwianiu różnych spraw sowchozowych , również takich, gdzie dyrekcja zgarniała jakieś „ lewe” pieniądze. Jania nie miała wyjścia i wiedząc o tym, milczała. Cóż innego zrobiłby każdy z nas, będąc zmuszonym do życia w tak ekstremalnych warunkach?
Rozmawiałam z mężem Jani, Włodkiem, mają ponoć zachowane różne dokumenty z tamtych czasów, między innymi dyplom dla Jani, sporządzony na odwrocie jakiegoś innego dokumentu datowanego na początek lat dwudziestych. Wykorzystywano je , bowiem papier był nieomal na wagę złota . W tym dokumencie napisano, że za wzorowo wykonywaną pracę, przyznaje się Janinie Łukaszewicz…… kawałek mydła
