

Podziwiamy widok na Inowrocław z okna sanatorium Modrzew….i wychodzimy do parku,,,
Nie wiem czy już pisałam, ale nawet jeśli tak, to muszę się powtórzyć.
Uwielbiam długie mroczne jesienne poranki i wieczory czyli krótkie dni.
Fajnie mamy w naszej szerokości geograficznej, że mamy wyraźnie różne pory roku, pomimo tego, że ostatnio jakby przenikające się. Na przykład dziś jakoś zapachniało wiosną….
Ale przyroda się nie daje. Ma swój zegar biologiczny, ponoć kieruje się wysokością słońca i zachowuje zieloność wiosenną i jesienną nagość.
Późnojesienne krótkie dni to światła. Zapalają się wcześnie i kolorują, cieniują, ożywiają widoki w dzień monotonne i szarobure. Chyba że niebo się zdecyduje zagrać barwami i formami w dzień , ale to już inna historia.
Tak więc z przyjemnością zanurzam się w miasto które obmywają światełka , chowają brudki, różne liszajowate mury i nawet kominy nabierają uroku.
Oglądam zdjęcia Inowrocławia. Widok z okna, parkowe lampy i świąteczne ozdoby na mostku wiodącym do tężni przerzuconym nad jednym ze stawków.
O stawkach może będzie potem….
A na razie zapraszam na światełkową ucztę . Czuję, że łączą to co ziemskie z niebiańskim. Stąd już jeden krok do nieba….”światełka do nieba”….

Aleją Parku Solankowego idziemy w kierunku tężni….

Obchodzimy staw by podziwiać światełka na mostku

Mostek bliżej…

Wracamy w kierunku Inowrocławia….tak wygląda mostek na stawie przed Bożym Narodzeniem….

Żegna nas samotne światełko do nieba…..
