Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz.” Drugi szpital dziecięcy w Warszawie”( 30 ).

Artykuł dr Marii Barbary Chmielewskiej Jakubowicz zatytułowany „ Drugi szpital dziecięcy w Warszawie „ został opublikowany w tomie CXXXIV nr 2/ 1998 „Pamiętnika Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego” . Jest to rocznik zarządu Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego który ukazuje się od 1837 roku.

Ponieważ to czasopismo  jest dostępne w necie jedynie odpłatnie, zamieszczam  w tym blogu cały tekst artykułu, dzieląc go na jakby zamknięte tematycznie odcinki. Na zakończenie, jeśli mi się uda, podam całość w jednym wpisie…

 Oto ciąg dalszy… Poprzednie odcinki można znaleźć w tym blogu w zakładce „ Artykuł dr Chmielewskiej Jakubowicz”.

 

 

Cz. 30

 

 <<….Laboratorium szpitala zorganizowała w r. 1953 dr Maria Macierewicz, z pomocą dr Hanny Horbowskiej i mgr Krystyny Sierpińskiej. Następnym kierownikiem laboratorium była dr Hanna Horbowska, a po jej odejściu do Stacji Sanitarno- Epidemiologicznej kolejni kierownicy zmieniali się kilkakrotnie w krótkich odstępach czasu.

 Jednak laboratorium – z bardzo dobrze wykwalifikowanymi laborantkami, pracującymi przez wiele lat- wykonywało codziennie niezwykle dokładnie, szybko i sprawnie setki badań analitycznych , bakteriologicznych, biochemicznych i serologicznych. Były to miliony badań w ciągu 44 lat.

     Oprócz wymienionych już pracowników z wyższym wykształceniem pracowały tu: Zofia Gorzelak, mgr Eugenia Burek, mgr Hanna Grzelak, mgr Halina Bujalska, mgr Żuławnik. Przez wiele lat pracowały w szpitalu już dawno zmarłe : mgr Barbara Lachowicz, mgr Janina Bilińska, mgr Jadwiga Tyrman, dr Barbara Rau i dr Krystyna Iłowiecka, które wdrożyły dużo wysiłku i serca w diagnozowaniu chorych dzieci, przy wprowadzaniu z biegiem lat coraz nowocześniejszej aparatury, wykonując badania według coraz bardziej zmodernizowanych światowych norm….>>

 

Autorka w tym miejscu nie wymienia mgr Ireny Jagielak. Często dyżurowałyśmy razem. Nieodmiennie towarzyszyła nam w pracach oddziałowych, była bardzo zainteresowana stanem naszych wspólnych pacjentów i skrupulatnie, jak i inne pracownice laboratorium , wykonywała  swoją pracę. Poza innymi badaniami, których wyniki należało mieć na cito, do najbardziej wyczerpujących należało pobieranie krwi włośniczkowej co kilka minut w ciągu całej doby u dzieci z sepsą . Nie było metod i aparatury diagnostycznej, która usprawniałaby i uwiarygodniałaby uzyskany wynik. Tak więc krew pobierano do włosowatej szklanej rureczki i łamano ją w odpowiednich odstępach czasu. Określano czas, kiedy pojawił się w rurce skrzep. Po uzyskaniu tego wyniku my  modyfikowaliśmy dawki heparyny…było to było prymitywne, ale uratowaliśmy wiele dzieci z zespołęm wykrzepiania często towarzyszącego posocznicy, tj zakażeniu całego ustroju bakteriami ( ten stan teraz częściej nazywa się sepsą)….Irenka była zawsze pogodna, wesoła, miała talent by poprawiać nam nastrój i podtrzymywać na duchu. Podobno jeszcze teraz, już będąc na emeryturze fruwa po świecie…oj niespokojny, radosny to człek…