Z pamiętnika Jerzego T. Marcinkowskiego ( 19 ). List od Szymona Kaczmarka, syna Tadeusza.

Tadeusz Kaczmarek. Zdjęcie otrzymałam od Jurka.

A teraz bardzo piękny, mądry, wzruszający, pełen czułości i wielkiego szacunku do Ojca ale i do Jurka – adresata – list od syna Tadeusza Kaczmarka , Szymona …  na pewno  nasz nieżyjący Kolega jest dumny z takiego Syna …

Szanowny Panie Profesorze

Przesyłam Panu Profesorowi życiorys mojego kochanego ojca i kilka moich refleksjio nim. Na wstępie pozwolę sobie na prozaiczne stwierdzenie – proszę wybaczyć za śmiałość mojego zdania – ale jestem w pełni przekonany, że przesyłam te informacje chyba jedynemu jego prawdziwemu przyjacielowi, pomijając najbliższą rodzinę. Ojciec za takiego Pana Profesora uważał, darzył Pana olbrzymią sympatią, poważaniem i szacunkiem. Dużo mi o Panu Profesorze i o waszej koleżeńskiej współpracy opowiadał, zawsze z wielkim humorem i atencją.

Pozwolę sobie jeszcze nadmienić, że osobiście nie mogę się z samymi, niedawno zaistniałymi faktami pogodzić, i że jest mi chwilami bardzo trudno zaakceptować zaistniały stan rzeczy i bieg na jego skutek dalszych życiowych wydarzeń, ale wzorując się na przykładzie sposobu funkcjonowania w życiu i traktowania czy też radzenia sobie w tzw. trudnych życiowych sytuacjach mojego ojca wiem, że muszę przetrwać i z determinacją żyć dalej i wałczyć ze wszystkimi zawirowaniami życiowymi, jakie ironiczny los może zawsze człowiekowi zaoferować.

Mój ojciec – był przede wszystkim, jest i pozostanie na zawsze jednym z tych, którzy całe swoje życie poświęcili w imię jakiejś jednej nadrzędnej dla siebie idei – w jego przypadku było to służenie zawsze i wszędzie tzw. słusznej, ważnej, uczciwej i przyzwoitej jakiejś sprawie, zarówno w sferze życia prywatnego jak i stricte zawodowego. Jako człowiek był nadzwyczaj skromny, uczciwy i prawy – powiem patetycznie, dla mnie był szlachetny, – jako ojciec wspaniały i kochający, jako lekarz zawsze sumienny, zdyscyplinowany i w pełni poświęcający się każdej wykonywanej pracy w różnych dziedzinach i dyscyplinach zarówno klinicznych jak i administracyjnych, w których funkcjonował.

Życiowe losy mojego ojca Pan Profesor zapewne dobrze zna z jego opowiadań, tak mi się przynajmniej wydaje, dlatego też tylko pozwolę sobie przypomnieć jeszcze o jego osobistych pasjach i zainteresowaniach. Największą życiową pasją ojca była jak sądzę chirurgia, której dalszą karierę we wczesnych latach pracy, przerwał na progu dramatyczny wypadek – złamanie kręgosłupa na skutek spadnięcia ze schodów w drodze do szpitala na odział chirurgiczny. Po tym zdarzeniu ojciec musiał radykalnie zmienić obrany kurs w zakresie pracy lekarza w inne dziedziny medycyny.

Ojciec był typowym intelektualistą – bibliofilem, kochał książki, które zbierał całe życie i nigdy się z nimi nie rozstawał. Szczególnie zafascynowany był w prozie morskiej a zwłaszcza w twórczości Josepha Conrada. „Lorda Jima” Josepha Conrada – ojciec znał praktycznie na pamięć. Opublikował w 2004 r. książkę pt.: Joseph Conrad – Refleksje o Morzu i Statkach, Życiu i Ludziach – w której ujął całokształt poglądów i myśli Josepha Conrada o wszystkich aspektach ludzkiej egzystencji. Zawarte w książce 450 cytatów, zarówno bardzo znanych jak i dotychczas nieczęsto zauważanych, pochodzi ze wszystkich dzieł Conrada które ojciec osobiście przeczytał.

Ojciec całe życie był dla wszystkich bardzo wyrozumiały – zawsze postępował w imię zasad godności i przyzwoitości ludzkiej – pojęciom które w dzisiejszym brutalnym świecie wydają się archaiczne. W swojej chorobie traktujący siebie samego w sposób niezauważalny w sensie niezwracania niczyjej uwagi na swoje dolegliwości i cierpienia, wręcz przeciwnie zachowując się przez cały czas od momentu zachorowania na nią w sposób nadzwyczaj gorliwy i żywotny, wiedząc i zdając sobie sprawę z rzeczywistości jaką niosła ona za sobą, do samego końca aktywnie żyjąc i walcząc z nią. Ojciec jako lekarz doskonale sobie zdawał sprawę z kolei dalszych losów, jakie życie mu zafundowało na skutek jego choroby. Leżąc
w szpitalu po pierwszej operacji jaką przeszedł, powiedział: „wyrok zapadł – tylko egzekucja została oddalona”. Ojciec ofiarnie i z wielką determinacją walczył z okrutna chorobą kilka lat – na początku 2009 roku trafił do szpitala w Pile, potem rozpoczął się długotrwały i trudny proces leczenia, stanowiący jego heroiczne zmagania z nieuleczalnym i śmiertelnym schorzeniem nowotworowym.

Ojciec nigdy się nie poddawał w życiu i nie poddał się, także w tym najtrudniejszym dla niego okresie życia – w listopadzie zeszłego roku jeszcze chodził do pracy i przyjmował pacjentów w pilskim Oddziale Wielkopolskiego Centrum Medycyny Pracy. Pod koniec listopada 2012 r. po raz ostatni, znowu trafił do szpitala w którym zakończył swe zmagania
z życiem. Jak na ironię przewrotnego losu, mój ojciec był inicjatorem i współtwórcą pierwszego wybudowanego w Pile hospicjum. (…)

Podsumowując tak ujęty życiorys mogę jeszcze dodać, że ojciec w całym swoim zawikłanym życiu, zawsze kierował się jedną z naczelnych zasad etycznych w medycynie – „Primum non nocere”.

Dołączam parę zdjęć ojca wykonanych w czerwcu i wrześniu 2012 r. – w tym czasie ojciec jeszcze był w tzw. kondycji….

Pozdrawiam Pana Profesora bardzo serdecznie –

Z poważaniem

Szymon Kaczmarek

Popiersie Hipokratesa  z Collegium Anatomicum. Zdjęcie wykonał i przysłał Jerzy T. Marcinkowski.

Z pamiętnika Jerzego T. Marcinkowskiego ( 18 ). Wspomnienie o Tadeuszu Kaczmarku.

Dr n. med. Tadeusz Kaczmarek w plenerze – czy relaks to, czy rozmyślanie o wielu problemach, którym się zajmował i o kolejnej książce do potężnego księgozbioru ….?

Tadeusz Kaczmarek był naszym Kolegą na tym samym roku  studiów , które odbywaliśmy w latach  1965 – 1971 na Akademii Medycznej w Poznaniu. Niestety, studiowaliśmy razem za krótko ( bo ja tylko przez 3 lata) , nie mieliśmy okazji się poznać , ba, nawet zapamiętać.   Jego Niezwykłą Osobowość poznałam dopiero wtedy , gdy Jurek przysłał mi ten artykuł, napisany po śmierci Tadeusza. Został już zamieszczony w 2012 roku w czasopiśmie Hygeia ( dane poniżej ) , ale chyba tylko w wersji papierowej .  Przeszukałam też  internetowe  archiwum biuletynów Wielkopolskiej Izby Lekarskiej  nie znajdując w żadnym z numerów  2012 roku zapisków dotyczących Pamięci naszego Kolegi. Jeśli ktoś posiada jakieś dane na temat innych miejsc publikacji – bardzo proszę o kontakt – uzupełnię informacje.  

A tak Jerzy T. Marcinkowski wspomina swojego bliskiego Kolegę i doktoranta – jest to opowieść osobista, ciepła z  dużą dozą szacunku i podziwu dla niestety już śp. Tadeusza …

Dr n. med. Tadeusz Kaczmarek .

Dr n. med. Tadeusz Kaczmarek (1947-2012) we wspomnieniach

Upalny dzień czerwca 2002 roku, duszno i gorąco pomimo szeroko otwartych okien w Dziekanacie Wydziału Lekarskiego I Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu przy ul. Fredry 10. Trwa egzamin w przewodzie doktorskim „Zatrudnienie osób niepełnosprawnych w świetle obowiązujących przepisów i orzeczeń lekarskich oraz opinii wybranych grup społecznych”. Egzaminowany z wielkim zapałem odpowiada na pytania Komisji doktorskiej… i w pewnym momencie jedna z pań, profesor, wstaje, nalewa wodę do szklanki i podaje doktorantowi ze słowami „Proszę się napić, bo przecież zaschło Panu w gardle”. Po kolejnym pytaniu druga pani profesor czyni podobnie, ponownie podając egzaminowanemu szklankę wody. Potem Komisja stwierdza, że już naprawdę dosyć usłyszała, prosząc aby teraz doktorant zaczekał na korytarzu na werdykt, ale ten ociąga się z wyjściem, bo chce jeszcze tyle powiedzieć! Wreszcie drzwi za doktorantem się zamykają, a Dziekan mówi „No i co?” A członkowie Komisji: „Niesamowity był! Celująco…!” Taki właśnie był dr n. med. Tadeusz Kaczmarek, a mnie wtedy rozpierała duma, bo to mój kolega z roku, doktorant, przyjaciel…

Tadeusz ukończył Wydział Lekarski Akademii Medycznej w Poznaniu w 1971 roku. Jego największą życiową pasją była chirurgia, której dalszą karierę we wczesnych latach pracy zawodowej przerwał dramatyczny wypadek – złamanie kręgosłupa na skutek upadku ze schodów w drodze do Oddziału Chirurgicznego Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Pile, w którym wówczas pracował. Po tym zdarzeniu musiał radykalnie zmienić obrany kurs w zakresie pracy lekarza w inne dziedziny medycyny. Stał się twórcą i kierownikiem Wojewódzkiego Ośrodka Doskonalenia Kadr Medycznych w Pile (1975-1983). Był lekarzem okrętowym (1982), zastępcą dyrektora ds. lecznictwa Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Pile, pracując tamże (1984-1985) na Oddziale Nefrologii,  organizatorem i kierownikiem nowej Przychodni Międzyzakładowej przy Z.S.O. „Polam” (1985-1990), dyrektorem Zespołu Opieki Zdrowotnej w Pile (1991-1997), twórcą i prezesem Spółki Lekarskiej „Labor-Med” w Pile (1992-2009), Głównym Lekarzem Orzecznikiem Oddziału ZUS w Pile (1997-2001),  przewodniczącym Komisji Lekarskich Oddziału ZUS w Pile (2005-2009),  od 2001 kierownikiem Działu Organizacji, Nadzoru i Szkolenia Wielkopolskiego Centrum Medycyny Pracy w Poznaniu, gdzie pracował niemalże do końca życia pomimo ciężkiej, nieuleczalnej choroby.

Pozostawił po sobie około 30 publikacji, głównie w „Orzecznictwie Lekarskim”, „Przeglądzie Epidemiologicznym”, „Archiwum Medycyny Sądowej i Kryminologii” oraz „Problemach Higieny i Epidemiologii”.

Inne obszary jego działalności, to: przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Służby Zdrowia przy Szpitalu Miejskim, potem Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Pile (1973-1980), przewodniczący Zarządu Wojewódzkiego Polskiego Towarzystwa Lekarskiego (1984-1990), delegat na I Zjazd Polonii Medycznej w Częstochowie w 1990 roku, członek Ogólnopolskiego Komitetu Organizacyjnego Izb Lekarskich, pełnomocnik ds. organizacji izby lekarskiej na terenie województwa pilskiego (1989-1990), sekretarz Okręgowej Bydgosko-Pilskiej Izby Lekarskiej (1990-1995), członek Polskiego Towarzystwa Higienicznego.

Przede wszystkim pozostanie na zawsze w naszej pamięci jako jeden z tych, którzy całe swoje życie poświęcili w imię służenia zawsze i wszędzie tzw. słusznej, ważnej, uczciwej i przyzwoitej jakiejś sprawie – zarówno w sferze życia prywatnego jak i stricte zawodowego. Jako człowiek był nadzwyczaj skromny, uczciwy i prawy, jako lekarz zawsze sumienny, zdyscyplinowany i w pełni poświęcający się każdej wykonywanej pracy w różnych dziedzinach i dyscyplinach – zarówno klinicznych, jak i administracyjnych, w których funkcjonował.

Był typowym intelektualistą – bibliofilem, kochał książki, które zbierał całe życie i nigdy się z nimi nie rozstawał. Szczególnie zafascynowany był w prozie morskiej, a zwłaszcza w twórczości Josepha Conrada. „Lorda Jima” Josepha Conrada znał praktycznie na pamięć. Opublikował w 2004 roku książkę pt. „Joseph Conrad – refleksje o morzu i statkach, życiu i ludziach”, w której ujął całokształt poglądów i myśli Josepha Conrada o wszystkich aspektach ludzkiej egzystencji[1]. Zawarte w tej książce 450 cytatów, zarówno bardzo znanych jak i dotychczas nieczęsto zauważanych, pochodzi ze wszystkich dzieł Conrada, które dokładnie poznał.

W swojej chorobie traktował siebie samego w sposób niezauważalny w sensie niezwracania niczyjej uwagi na swoje dolegliwości i cierpienia, wręcz przeciwnie zachowując się przez cały czas od momentu zachorowania w sposób nadzwyczaj gorliwy i żywotny, wiedząc i zdając sobie sprawę z rzeczywistości jaką niosła ona za sobą, do samego końca aktywnie żyjąc i walcząc z chorobą. Jako lekarz doskonale sobie zdawał sprawę z kolei dalszych losów, jakie życie mu zafundowało na skutek choroby. Nigdy się nie poddawał w życiu i nie poddał się także w tym najtrudniejszym dla niego okresie. W listopadzie 2012 roku jeszcze chodził do pracy i przyjmował pacjentów w pilskim oddziale Wielkopolskiego Centrum Medycyny Pracy. Pod koniec listopada 2012 roku po raz ostatni trafił do szpitala, w którym zakończył swe zmagania… a był inicjatorem i współtwórcą pierwszego wybudowanego w Pile hospicjum.

Załączone zdjęcia ukazują tego wspaniałego lekarza, kierującego się zawsze zasadą  „Primum non nocere”, w czerwcu i wrześniu 2012 roku, kiedy to, pomimo ciężkiej choroby, był nadal intensywnie zaangażowany w pracę zawodową.

Jerzy T. Marcinkowski; Szymon Kaczmarek.

[1] Joseph Conrad: Refleksje o morzu i statkach, życiu i ludziach. Wyboru dokonał Tadeusz Kaczmarek. Bonami, Poznań 2004.

 

Wg   https://polona.pl/item/dr-n-med-tadeusz-kaczmarek-1947-2012-we-wspomnieniach,Mzk0MDI2Mzk/0/#info:metadata – artykuł ten ukazał się w wersji papierowej w czasopiśmie Hygeia. T.47.nr 4 ( 2012) s. 390  1509 – 1945

 

Zamieszczone tu zdjęcia Tadeusza Kaczmarka dostałam od Jerzego T. Marcinkowskiego.