niedziela, 01 stycznia 2012 11:08
Rodzice mojej Mamy byli góralami beskidzkim. Uprawiali ziemię, hodowali piękne czerwone krowy i kochali konie. Mama została nauczycielką. Rodzice Taty to kresowa szlachta herbowa . Ojciec ojca – Tomasz był organistą . Tata uwielbiał kolej i został inżynierem dróg i mostów. Mój brat – Zenon był dziennikarzem a także dość cenionym krytykiem .
W rodzinie nie było żadnego osobnika zajmującego się zdrowiem ludzi.
A ja od dzieciństwa marzyłam , by zostać lekarzem .
Właściwie to nie wiem dlaczego.
Może dlatego, że przebyta wojna zostawiła ślady na zdrowiu rodziców. Mieli już 40 lat i bardzo się o nich bałam. I pewnie wtedy pomyślałam, żeby w przyszłości im pomagać .
Sama też często chorowałam i dostawałam zastrzyki . Wykonywał je niski gruby pielęgniarz. Miał strzykawkę zakończoną grubą igłą. To nie było przyjemne, ale zaciskałam zęby, ponieważ czułam, że po tych zastrzykach zdrowieję. I że wreszcie będę mogła wyjść na podwórko.
Ukochane podwórko było moim wielkim światem. Rozciągało się pomiędzy dużymi kamienicami i miało jedyne drzewo. Był to cherlawy ale dość rozłożysty bez, który rósł nad wielkim śmietnikiem. Na tym bzie przesiadywałyśmy z przyjaciółką Bajką. Ulubionym zajęciem było wyrywanie dziurek w liściach bzu. Powstawały wtedy piękne, misterne serwetki. Obserwowałyśmy też, czy nie wyjrzy ze śmietnika szczur. Poza tym na śmietniku widziałyśmy bardzo ciekawe przedmioty. Stare buty, pudełka , dziwne szmatki i inne rupiecie.
Ponieważ przesiadywanie nad śmietnikiem oraz zabawy w błocie polegające na lepieniu z niego pączków, było zajęciem bardzo miłym, znosiłam cierpliwie ból zastrzyków wykonywanych grubą igłą…..
Komentarze do wpisu
- dodano: 13 stycznia 2012 19:47
…wybrałaś własną drogę i poszłaś nią…często właśnie w dzieciństwie pojawiają się pierwsze myśli nt. tego coby się chciało robić w przyszłości…jeśli dobrze rozumiem Rodzice nie narzucili Ci swojej drogi…nie zabraniali, a mi niestety tak…bardzo chciałam pójść w ślady Mamy, Ona mi odradziła, do dziś żałuję…
A podwórko? Oj, miałam do swej dyspozycji prawie pół ha ziemi, kilkunastu kolegów i koleżanek i nasze zabawy były nieco inne…bardziej ruchowe…eh żal:(
autor Meg
- dodano: 08 stycznia 2012 13:22
… a moim podstawowym zajęciem było… pałaszowanie rosnących na podwórku „chlebków”. Chyba nie wyszło mi to na zdrowie.
autor Maria
blog: bakhitaa.bloog.pl/
- dodano: 05 stycznia 2012 19:03
A wiesz, że też robiłam z koleżanką z liści bzu serwetki??? Zupełnie o tym zapomniałam, dopiero czytając przypomniałam sobie:)
Odnoszę takie wrażenie (może się mylę), że Ci lekarze Twojego pokolenia są zupełnie inni, niż Ci którzy rozpoczęli swoją drogę zawodową kilka lat temu. Nie wiem, ale jakoś nie mam do nich zaufania…autor rodorek
blog: rodorek.bloog.pl
