
Na moją prośbę, pan w barze pokazuje kręgosłup belony, Ładny, zielony jest. Ale ryby żal….
Po emocjach wyborczych, gorzkim smaku klęski urzędującego Prezydenta przychodzi do człeka lęk, co będzie z Polską i z nami? Za dobrze pamiętamy rządy PiSu by się nie bać.
Ale dlatego właśnie dziś chciałam uciec w przyrodę, w blogowe gadanie i temu podobne zajęcia. To jedyny ratunek….
Poszłam ci ja do baru rybnego , jako że jeszcze w Jastarni „baluję”. A tam miła panienka z uśmiechem zaproponowała rybkę o nazwie belona. Od razu melodię usłyszałam Wojtka Bellona i jego Grupy Bukowina i smętny jego metalowy ławeczkowy pomniczek w Busku Zdroju, gdzie mieszkał…Tak więc nazwa tej rybki bliska sercu się zdała i pełna muzyki. Właściwie nie powinnam jadać mięsa ani ryb w szczególności, gdyż zawsze z istotą żywą się kojarzy, ale ryba ponoć dla zdrowia powinna być konsumowana. Więc na chwilę zapominam o męce przedśmiertnej ryby, bo właśnie panienka z baru wnosi na talerzu zamówioną belonę. Tak, zamówiłam a właściwie zamówiliśmy. Jak mamy w zwyczaju prosimy też o drugi talerz i sztućce i dzielimy jedną porcję na pół, bo tak wielkiej, jaką podają nie da się zjeść. Jeszcze niedawno może bym się wstydziła, ale teraz nie. Pamiętam wrażenie sprzed bardzo wielu laty , gdy byliśmy w restauracji hiszpańskiej gdzieś na Muranowie i kelner –Hiszpan sam zapytał, czy zapakować nam to, czego nie byliśmy w stanie zjeść. Oczywiście zgodziliśmy się ochoczo i przez kolejne trzy dni mieliśmy gotowy obiad. I to wszystko z dwóch tylko restauracyjnych porcji. Teraz już wszędzie nie ma problemu, by poprosić o opakowanie jednorazowe i zabrać do domu to co zostało albo po prostu zamawiać jedną porcję na dwie osoby. Rozpisałam się nadmiernie, ale to we mnie siedziało jako swojego rodzaju ciekawostka historyczno-obyczajowa.
Pora wrócić do opisu naszego obiadu i zamówienia melodyjnej belony. Przed zamówieniem zapytałam, czy ta ryba ma ości, pani przytaknęła, ale powiedziała, że można sobie poradzić. Coś tylko bąknęłam o tym, że okularów nie wzięłam, ale pani pewnie nie dosłyszała. Tylko dalej opowiadała z żarem, że ta ryba pojawia się w Zatoce Puckiej jeden raz w roku, w maju i że jest nad wyraz smakowita.
Tak więc przełamując opory by jeść żywe jeszcze niedawno zwierzątko zabrałam się do dzielenia ryby. I wówczas zauważyłam rzecz niezwykłą. Ta ryba miała zielony kręgosłup, a przy dalszym przygotowywaniu kęsa odkrywałam też , że ma dużo cienkich jak gruba żyłka ości, ale przezroczystych i cudnie zielonkawych. Okazało się, że były tak dobrze widoczne, że okulary w ogóle nie były potrzebne.
Po powrocie do domu zajrzałam zwyczajowo do netu i znalazłam to, co pokrótce sobie streszczę. Otóż belona, zwana też beloną pospolitą ( łac. Belone belone- czyż nie cudnie można to zaśpiewać?) jest rybą morską belonokształtną. Jak widać musi być on tak niezwykły, że nawet nazwa pochodzi od tej ryby. Jest bardzo szczupła , smukła , potrafi osiągać długość nawet do 100 cm. Trochę przypomina węgorza, ale posiada bardzo długaśne szczęki przypominające dziób , uzbrojone w liczne drobne zęby. W młodości jej szczęka górna jest znacznie dłuższa od dolnej. Ma wielkie oczy i podobno jest bardzo brzydka, poza dwoma cechami. Po pierwsze odziana jest w piękną srebrną skórę z drobnymi łuskami i jej kręgosłup oraz ości mają zielonawoniebieskawą barwę. Barwnikiem tym jest biliwerdyna powstała w wyniku przemiany hemoglobiny. Człek też ją produkuje w sobie , ale nie wpadł na pomysł, by barwić sobie kosteczki czy chociażby paznokcie…
Belona mieszka we wschodnim oceanie Atlantyckim oraz Morzu Śródziemnym, Północnym Czarnym i Bałtyckim.
Belony są towarzyskie, pływają w stadach blisko powierzchni wody i potrafią wyskakiwać ponad wodę. Żywią się małymi rybami i skorupiakami.
U naszych wybrzeży pojawia się tylko jeden raz w roku, w maju, gdy woda w morzu po zimie nagrzewa się gdy temperatura osiąga 8-9 stopni , i wtedy wyczekujący jej wędkarze są w siódmym niebie…Później odpływa na głębokie wody morza ….
I teraz siedzę nad klawiaturą a trapi mnie jedna myśl. Ta biedna ryba przypływa do nas, na Zatokę Pucką ufnie napędzana biologią. Tu, w tych dość ciepłych teraz wodach musi odbyć tarło. A ludzie urządzają na nią polowania. Pytałam o to w tym i w innych barach oraz mieszkańca i nie otrzymałam odpowiedzi. Nad obecnością tej ryby o tej porze roku na talerzach barów rybnych panuje zmowa milczenia. Ktoś tylko powiedział, że rybacy wybierają takie sztuki, które nie mają oznak dojrzałości płciowej, nie noszą w sobie ikry ani mlecza…ale jak to rozpoznawać? Nie wiem…
Chyba zostanę wreszcie wegetarianką…
Ale czy rośliny nie cierpią?
I na tym zamykam poranne rozmyślania, bo i tak odpowiedzi nie widzę.
Tymczasem na poranną kawkę zapraszam….
Zostawmy tę piękną belonę , niech wolnością się cieszy. Zdjęcie z Wikipedii.

