Żółta uniejowska fabryka.

Żółta uniejowska fabryka.

 

Po pierwszym spojrzeniu na to niewielkie miasteczko, wielokrotnym przemierzeniu rzeki przez bardzo fajną  kładkę dla pieszych, nagle przenosiliśmy się do innego świata.

 Gdzie stare zmieszane z nowym tworzy specyficzny koktajl, taki słodki kogel mogel, który znam z lat dziecięcych a teraz jest mi zabroniony z powodu problemów z cukrem. Ale to nic, najważniejsze to co było i najważniejsze, że w ogóle było….Otóż ten specyficzny koktajl polega na tym, że  tam, po lewej stronie Warty  rozłożył się  wielki XIX wieczny park, z alejkami dla zakochanych , zamek stareńki, ale ślicznie pofastrygowany i wychuchany na nowo jak pudełeczko, jakieś zabudowanie przyzamkowe nazywane teraz Domem Pracy Twórczej i niedbale wtrącony  jeden bardzo nowoczesny obiekt .

Tym obcym  wtrętem , który jednak dodaje tego kogelmogelowego smaczku całości  są Termy . Wrzucone na brzeg Warty, swoim kolorytem przypominają świeżutkie żółtko. I z powywijanymi rurami, oczkami licznych basenów, i niewielkim stosunkowo obiektem przeszkolonym , wyglądają jak za duża dziecięca zabawka lub żółta fabryka.

 Bo jest to istna fabryka. W wodzie wydobywanej z głębokości ponad 2 km gorącej, bo na tym poziomie, tzn pod poziomem 70 stopniowej, a na powierzchni 36 stopniowej będącej solanką z domieszką siarki krzemu miedzi i śladów radonu taplają się liczni przyjezdni- nibypracownicy tejże fabryki. Są to dzieciska i dorośli dowożeni autobusami w ramach jakiejś wycieczkowej trasy,  mieszkańcy łódzkiego , konińskiego i Bóg jeszcze raczy wiedzieć jakich okolic Polski. Przebrani w robocze dwuczęściowe lub jednoczęściowe uniformy , bez ochronnych czepków- bo nie są potrzebne, a wręcz nawet przeciwwskazane, bo woda ta ma własności leczenia nie tylko zreumatyzowanych kości i stawów, skóry pobrużdżonej zmarszczkami lub innymi spierzchnięciami ale również skóry owłosionej i wreszcie samych czupryn. Gdy wparowałam tam w czepku, od razu pewien starszy pan zwrócił mi uwagę, że źle czynię. Że należy moczyć głowę a włosy uzyskają piękny wygląda ze złocistym połyskiem. Oczywiście popatrzyłam na niego nieufnie, ale po chwili poddałam się tej fali ludzi wesołych, wyluzowanych i wszystko było fajne, przyjazne .

 Zawzięcie więc wszyscy moczą swoje ciała, podstawiają zbolałe części pod podwodne masaże a także zanurzają głowę. Uradowane niemowlaki i takie już nieco wyrośnięte , pływają na plecach lub ramionach ojców lub matek albo na nadmuchiwanych pływakach.

Bez lęku wychodziłam poza obręb krytej części basenowej, na zewnątrz, na wiatr i wielkie wiosenne słońce. Było rozkosznie i ciepło.

Pod wieczór fabryka powoli pustoszała, ale jeszcze do 22 słychać było jak w jej wnętrzu wre praca.

Cudna, wspaniała fabryka  produkująca lśniących wypoczętych ludzi o gładkich skórach i jasnych radosnych spojrzeniach… 

Jednak pomimo poddania się tej radosnej ludzkiej fali , do końca pobytu nie pozbyłam się myślenia, jak bardzo ten nowoczesny obiekt nie współgra z urodą miejsca, klimatem zamkowym i małomiasteczkowym.

Ale wreszcie  zrozumiałam, przyszła do mnie jasność, że to przecież znaki czasu. Te żółte rury fabryczne i basenowe wywijasy to właśnie przyszło nowe.

Tak musi być i jeśli są szanse by zaproponować ludziom coś innego, może nie harmonizującego ze sobą, ale  efekcie pożytecznego, należy tak zmieniać krajobraz.