
W nadmorskim ogródku córki jasnozielone drzewko o trójlistkowych, koniczynopodobnych liściach najpierw wypuściło długie nitki. Wiatr od zatoki pieścił je a one się poddawały uległe, niestrudzone . A ja patrzyłam, codziennie odwiedzałam. Aż któregoś majowego dnia zauważyłam niewielkie fasolki ułożone grzecznie wzdłuż żyjącego sznureczka. I teraz już tylko było czekanie. Opłaciło się czekanie. Bo z fasolek wylęgły się kwiatuszki żółte jak złoto. Najpierw nieśmiało, potem już odważnie patrzyły na świat. A ja stałam w zachwycie. Tak, złotokap, zwany też złotodeszczem, to istne cudo przyrody. Czaruje wtedy, gdy już dawno krokusy, tulipany przekwitły , może tylko jeszcze bzy kokietowały, ale już opatrzone bo wcześniejsze. Zresztą nawet z bzami nie konkuruje, bo drzewko to całkiem inne, tak jak piękne kobiety zwykle są do siebie niepodobne, ale każda płonie urodą. Widok kwitnącego złotokapu to uczta dla oczu, balsam dla serca i miły zamęt dla głowy…
Jak piszą w necie, złotokap należy do najbardziej efektownych roślin ozdobnych w Europie. „Długie zwisające gęste grona złocistożółtych kwiatów pojawiające się wiosną ( kwiecień- czerwiec) nadają roślinie wygląd jak gdyby kapała złotem”. W odróżnieniu od romantycznej nazwy tego krzewu lub drzewka jego czarne owoce ułożone w długich, sięgających 5-6 cm strąkach powodują, że zaliczana jest do rodziny bobowatych. Cóż za pospolita i wręcz wulgarna nazwa, zwłaszcza w zestawieniu ze złotym deszczem. Ale cóż, należy się z tym pogodzić, bo wszak „po owocach można poznać.” I jak u ludzi, nie zawsze z cudnego dziecka wyrasta równie cudny dorosły. Tak więc siebie przekonałam i brnę dalej w to, co czytam w necie nt. złotokapu.
Otóż okazuje się, że jest to najbardziej trująca roślina uprawiana w Polsce. Wszystkie jej części zawierają trujące alkaloidy. Jeden z nich, cytyzyna zawarty jest w kwiatach, liściach , korzeniach nawet, ale najwięcej jest go w strąkach . Cytozyna paraliżuje nerwy! Tak więc wszelkie eksperymenty z ich spożywaniem są surowo zabronione! Szczególnie należy pilnować dzieci, które jak wiadomo chcą poznawać świat na swój sposób. Spożycie przez nie 2-10 nasion złotokapu powoduje śmierć dziecka. Podobnie jak ludzie, zagrożone są konie. Gdy biedaczysko spożyje przypadkowo tylko 0,5 g na 1 kg swojego ciała , umiera w mękach. Ciekawostką jest to, że owce, kozy i zające są całkowicie odporne na tę truciznę. Ponoć można się zatruć miodem zbieranym przez pszczoły z kwiatów złotokapu.
Objawami zatrucia jest wzrost ciśnienia tętniczego krwi, ślinotok, drgawki, zaburzenia oddychania, ale także ślinotok, pieczenia w jamie ustnej. Zwykle występują wymioty, które często ratują życie zatrutych.
Ale jak to w przyrodzie bywa, to co jest trucizną, spożywane w mikro ilościach może być też lekiem. Tak więc z nasion złotokapu przygotowywano kiedyś leki wymiotne i przeczyszczające oraz stosowano zewnętrznie by uśmierzać cierpienia w nerwobólach. Obecnie jeden z alkaloidów złotokapu zawarty w nasionach i zielu używany jest do oznaczania grup krwi. Wymieniona już cytozyna jest składnikiem leków o nazwie Tabex lub Desmoxan, które jeśli wierzyć reklamom telewizyjnym, cudownie leczą nikotynizm. Wykorzystuje się działanie cytozyny podobne do nikotyny co pomaga łagodzić objawy głodu do papierosów.
Poczytałam, nawet z ciekawością ale i niejakim lękiem. Bo konia wprawdzie nie mam ale dzieciaki wokół są .
Ale na razie zapomnijmy o horrorach, pójdźmy do ogródka, gdzie powita nas najpiękniej jak potrafi jasnozielone drzewko świeżo pokropione złotym deszczem….


.
