
Kostka granitowa z ulicy Orląt Lwowskich z nieco wyblakłym napisem przywieziona przez gonię do mojego gorzowskiego minimuzeum w Michałowicach. Jeszcze pulsuje w nim tamten czas….
Pośród politycznej zawieruchy buchającej z telewizorów od kilku dni szukam zacisza.
I znajduję ukojenie w powrotach do czasów dzieciństwa i wczesnej młodości. Oglądam stare zdjęcia a „stąpając” po kamieniach od goni, które znajdują się w moimi minimuzeum gorzowskim trafiam na ulicę Orląt Lwowskich.
To tam mieszkałam od 10 roku życia aż do pełnoletniości. Najbardziej soczyste i świadome to były lata. Ale do nich dochodziłam stopniowo, bo poza kotkami w kotłowni oczywiście miałam i inne ciekawe zajęcia. Może ciekawe nie zawsze były, ale pozostały w pamięci jako jasne chwile. Cisza naszego mieszkania i wieczorne odrabianie lekcji w kręgu światła stojącej lampy z Mamą zajętą robótkami ręcznymi, gra na pianinie kojąca pierwsze burze dojrzewającego ciała i umysłu, późniejsze cotygodniowe przyjazdy do Gorzowa z szaleńczej nauki na AM w Poznaniu i spacery z Mamą. I widzę Tatę na naszym balkonie z widokiem na rzeźnię miejską….to wszystko było , odeszło ale zatrzymało się gdzieś w starym rodzinnym albumie i teraz spina tamten czas z obecnym gdy głaszczę kamienie przywiezione przez gonię….




