
„… dmuchawce, latawce, wiatr.
Daleko z betonu świat…..”
Chciałoby się śpiewać za Urszulą. Z wiatrem jesienno nieomal zimowym ale wiosennym bo majowym przychodzi ta melodia.
Patrzę na nasz przeddomowy trawnik , gdzie pozostawiono nieskoszone niby klomby z żółtymi mniszkami . Tak, wszyscy wiedzą, że je uwielbiam i dzisiaj sprawili mi taki piękny prezent, nie kosząc tam trawy….
A ja widzę mojego Tatę, Boże jak dawno to było- ponad 30 lat, który wsiewa do zakładanego właśnie nadbużańskiego trawnika małe spadochroniaste nasionka.
A może dowiedziałam się o tym dopiero wtedy, gdy zakwitły….a sąsiadka prosiła, żebyśmy ten chwast wykopali, bo zanieczyści jej ogród.
Teraz sobie przypomniałam, że już kiedyś o tym wspominałam…ale to takie miłe, że pozwalam sobie na powtórkę.
…a wówczas Tata obrażony, zniesmaczony choć jak zwykle elegancko dyskretnie wyważony cicho spokojnie ale zdecydowanie odparł, że specjalnie zebrał nasiona na Sadach Żoliborskich i tutaj je zasiał….
Moje piękne, wspomnienioworzewne wiosenne uśmiechy- mniszki pospolite …..



