Śladami mojego Taty . W tiepłuszkach…

 

Omdlewającą ciotkę z wyraźnie już zaznaczonym ciężarnym brzuchem wyprowadzono z domu popychając kolbami , obok biegła 12 letnia Jania. Zdążyła zabrać kilka sztuk odzieży, kawałek słoniny i bochenek chleba.

Po napełnieniu wszystkich wagonów pociąg powoli ruszył. Ludzie stłoczeni pod ścianami wypatrywali przez szczeliny w ścianie  szukając świeżego powietrza. Zaduch bowiem był przeogromny. Potrzeby fizjologiczne załatwiano przy obecności współwywożonych , w warunkach uwłaczających godności ludzkiej.

Nie wiem, czy wystarczyło łez by opłakiwać sytuację.

Śladami mojego Taty . Tiepłuszki.

Moja ciocia, jego żona nie wiedziała co się stało z mężem. Stale miała nadzieję, że któregoś dnia wróci. Wypatrywała na drogę przez okno i tęskniła. Jej córka Jania, opowiadała nam o tym okresie w ich życiu.

Długo jednak nie trwało to oczekiwanie, bo któregoś dnia pojawiły się na stacji tzw. tiepłuszki. Były to wagony towarowe- do przewożenia bydła, z żeliwnym małym piecykiem i rurą kominową na zewnątrz.

Początkowo ludność nie zdawała sobie sprawy z zagrożenia.

Ale wkrótce okazało się, że rozpoczęły się nocne napaści na domy , zabieranie rodzin  i upychanie do tych wagonów.

Zorientowano się, że sowieci mieli  już przygotowane listy ludzi przeznaczonych do wywozu. Oczywiście pierwszymi osobami były żony  i dzieci już wcześniej aresztowanych.