W czasie mojej pracy w przychodni zdarzały się oryginalne dowody wielkiej albo tylko czułej do mnie sympatii a czasem nawet miłości moich pacjentów wyrażanej różnymi wierszami.
Była to korespondencja przysyłana pocztą- np. listy z wierszami w których często dominowały rymy częstochowskie .
Czasami były to zapisane kartki papieru przynoszone osobiście do gabinetu.
Ale były to też prawdziwe perełki literackie , które otrzymywałam od dziewczyny z mózgowym porażeniem z mnóstwem ruchów mimowolnych i wielkim intelektem. Do tej pory zadziwiam się, jak mogła utrzymać długopis w swoich rozdygotanych dłoniach. Wiersze były na pewno jej autorstwa, zresztą gdzieś już ją drukowano.
Nie mogę odżałować faktu, że listów tych nie zachowałam .
To było bardzo bardzo miłe, chociaż nie przywiązywałam wtedy do tego odpowiedniej wagi.
I teraz, po tak wielu latach pracy uważam, że jedynie w takiej niewinnej formie pacjent może wyrażać lekarzowi- drugiemu człowiekowi – swoją sympatię i wdzięczność.
Inne wysiłki by obdarować swojego lekarza były dla mnie niemiłe, budziły sprzeczne uczucia i stawiały mnie w sytuacji niezręcznej, jakby podporządkowanej.
