Michalina szybko wróciła do dawnej formy i niebawem krzątała się po pokojach podśpiewując pod nosem. Mała ssała jej pierś łapczywie i zapałem. Rosła jak na drożdżach, czyniąc postępy w rozwoju. A że była drobna i ruchliwa, niebawem rozpoczęła samodzielne zwiedzanie domu, zawzięcie raczkując .
Wiosną w Rakowskim kościele ksiądz Eustachy udzielił małej chrztu świętego i nadał jej imię już wcześniej wybrane przez rodziców. Odtąd nosiła imię Stanisława.
I wtedy wcale się nie spodziewała, że w przyszłości zostanie matką mojego Taty, Wacława.
Bolek był najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem, gdy patrzył na swoją piękną żonę i śliczną córeczkę.
Kiedyś , gdy wracali w rozmowach do tematu porodu, Michalina powiedziała, że nigdy za zapomni jak ważna dla niej była wtedy obecność męża .
To jeszcze bardziej ich związało ze sobą.
Byli jak jedno ciało i jedna dusza…..
