Oczywiście można tłumaczyć, że to cechy genetyczne. I tak jest najwygodniej. Wszak ja też lubiłam się objadać, podobnie jak matka Mirka, która myszkowała w lodówce w nocy a w barku trzymała torebki pełne ciasteczek. Mirkowi i mnie też nigdy nie brakowało apetytu. Wspominam nasze wspólne nocne wyprawy do ogrodu Teściów , którzy mieszkali w Lidzbarku Warmińskim u podnóża przepięknych wzgórz nad meandrującą w parowach rzeczką Symsarną. I wówczas , w ogrodzie przy ich domu na ul. Mazurskiej ogałacaliśmy krzewy porzeczkowe.
Jednak nie mogę udawać, że nie czuję się winna. Tak, ja matka czuję się winna. Umrę z poczuciem winy, do której nie można się przyzwyczaić. Wszystkie elementy układają się jeden łańcuch związków przyczynowo- skutkowych. Przekarmianie dziecka we wczesnym dzieciństwie, o którym przed chwilą pisałam. Ponadto urodzenie po roku kolejnego dziecka, Ewy , które okazało się bardzo absorbujące- samo domagało się czułości, spowodowało odsunięcie pierworodnej. Może w wielkim, nieproporcjonalnie wielkim zaangażowaniem w pracę zawodową, nie znalazłam w sobie tyle miłości ile trzeba było dać temu pierworodnemu dziecku.
Kiedy rozmawiałam ze pozostałymi moimi dziećmi, nie odczuwały tego, że ich matka je zaniedbuje.
Może Justyna była bardziej od nich wrażliwa? Wszak jak kiedyś powiedziała Paulina, nasza najmłodsza- Justyna ma ze wszystkich dzieci największy potencjał intelektualny.
Teraz wybrała sobie swój sposób na życie .
Gdzie jesteś, w którym miejscu życia jesteś, moja pierwsza wymarzona Córeczko……
