Przeraźliwy zapach
Miesiąc stażu specjalizacyjnego minął szybko, a właściwie za szybko.
Trzeba było wracać do mojego ukochanego, ale uciążliwego szpitala.
Do domu przynosiłam intensywny zapach środków odkażających, których na Siennej nie żałowano.
Mirek mnie obwąchiwał, a właściwie nie musiał, bo cały dom był wypełniony tym charakterystycznym zapachem, a właściwie fetorem. Wyobrażam sobie z jakim trudem to tolerował, przecież był bardzo wrażliwy na zapachy. Do tej pory gdy wspomina te czasy wraca do jednego. Do tego przeraźliwego fetoru, który przynosiłam do domu.
Ja oczywiście niczego nie czułam, za to miałam głowę napełnioną myślami o moich chorych, o tym co zrobiłam nie tak, pomysłami już spóźnionymi , jak mogło być.
Współcierpiałam z pacjentami, ich rodzinami, nie zauważając problemów domowych.
Gdy wracałam zupełnie skotłowana po dyżurach, patrzyłam i słuchałam ze zdumieniem, że rodzinka się o coś banalnego kłóci.
Myślałam jedynie o tym, czasami im to nawet mówiłam, że grzeszą kłócąc się o drobiazgi, kiedy inni tak bardzo, prawdziwie cierpią.
Nawet słuchali mnie z zadziwieniem i widać było, że nie rozumieją….
