Na medycznej ścieżce. Przeraźliwy zapach…

Przeraźliwy zapach

 

Miesiąc stażu specjalizacyjnego minął szybko, a właściwie za szybko.

Trzeba było wracać do mojego ukochanego, ale uciążliwego szpitala.

Do domu przynosiłam intensywny zapach środków odkażających, których na Siennej nie żałowano.

Mirek mnie obwąchiwał, a właściwie nie musiał, bo cały dom był wypełniony tym charakterystycznym zapachem, a właściwie fetorem. Wyobrażam sobie z jakim trudem to tolerował, przecież był bardzo wrażliwy na zapachy. Do tej pory gdy wspomina te czasy wraca do jednego. Do tego przeraźliwego fetoru, który przynosiłam do domu. 

    Ja oczywiście niczego nie czułam, za to miałam głowę napełnioną myślami o moich chorych, o tym co zrobiłam nie tak, pomysłami już spóźnionymi , jak mogło być.

Współcierpiałam z pacjentami, ich rodzinami, nie zauważając problemów domowych.

   Gdy wracałam zupełnie skotłowana po dyżurach, patrzyłam i słuchałam ze zdumieniem, że rodzinka się o coś banalnego kłóci.

Myślałam jedynie o tym, czasami im to nawet mówiłam, że grzeszą kłócąc się o drobiazgi, kiedy inni tak bardzo, prawdziwie cierpią.

Nawet słuchali mnie z zadziwieniem i  widać było, że nie rozumieją….

Na medycznej ścieżce. Teatr, moja namiętność.

Od czasów gorzowskich bardzo lubiłam teatr. Do poznańskiego teatru chodziłam sama. Lubiłam się zagłębiać w miękkie siedzenia krzesła w loży po lewej  stronie. W tej loży prawie nigdy nikogo nie było, bo widok na scenę był  zniekształcony przez ostry kąt widzenia. Tak więc miałam sytuację komfortową. Za niewielką cenę  znalazłam miejsce ustronne i pozbawione zadęcia niektórych widzów. Mogłam spokojnie przychodzić w swojej ulubionej zielonej ogromnej koszuli z tkaniny frotte, której chyba nigdy nie zdejmowałam, poza cotygodniowym praniem w rodzinnym domu w Gorzowie.

Zwykle , oczekując na początek spektaklu i w przerwach otwierałam podręcznik anatomii i uzupełniałam swoją wiedzę.

W tych czasach dyrektorem teatru Nowego w Poznaniu była Izabella Cywińska, która długo potem przeniosła się do Warszawy  a nawet w pewnym okresie była Ministrem Kultury .  Miała niezwykłą osobowość, wspaniały zespół i w tym okresie ten teatr należał do ścisłej czołówki w kraju. Wychowała tam Wiśniewskiego, który stał się bardzo uznanym reżyserem .

Repertuar był zróżnicowany, od Moralności pani Dulskiej i komedii Fredry do Hamleta w wersji nowoczesnej i wieczorów Różewicza , Herberta ale także Słowackiego.

Nieważny był repertuar, ważne doznania samotności w świątyni sztuki, oderwania od realiów  brutalnego medycznego życia .

Jednym słowem  uzyskiwałam pełen relaks i przestrajanie myślenia na łagodność…..