Kolejna opowieść bratanka o swojej pracy na antypodach….

Jacek w pasiastej koszuli
Autor Jacek Łukaszewicz
„Śmierć na końcu lufy
Kilka lat temu miał być przeprowadzony zamach wojskowy na Fiji. Australijczycy byli niemile widziani, ponieważ rząd nie popierał nowych władz.
W międzyczasie kręciłem taki dokument o byłym zespole Marleya – The Whailers – podczas turnee w AU ( Australii- przyp.zk). Zespół został zaproszony na koncert do Suvy( stolica Fiji- przyp.zk ) w weekend ogłoszenia tam stanu wojennego.
Oprócz kontynuowania doko, dostałem też propozycje nakręcenia pierwszych wydarzeń “wojennych”, a ponieważ byliśmy z zespołem, byliśmy vipami. Umieścili nas w hotelu naprzeciwko lotniska z jednym wyjściem – brakowało tylko bramy typu Arbaht…
W spodniach miałem zaszyte kilka tysięcy na łapówki i po upiciu naszych aniołów stróżów wymknąłem się z kamerami na zewnątrz podczas godziny policyjnej.
Jakieś dziesięć minut jazdy była pierwsza blokada wojskowa.
Pomyślałem, że fajnie byłoby zrobić wywiad z dowódcą. Piechotą było zbyt niebezpiecznie. Nagle podjechała Nyska bez świateł. Na Fiji każdy samochód to taxi. Chciał 50 – zaoferowałem mu 200 pod warunkiem, że zorganizuje rozmowę z kapitanem.
Podjechaliśmy do blokady – zatrzymali nas po drugiej stronie. Mój kierowca wyszedł z samochodu i podszedł do żołnierzy. Jedną kamerę miałem na kolanach, drugą trzymałem normalnie. Nagle jeden z żołnierzy uderzył kolbą karabinu kierowcę w twarz. Podszedł do samochodu.
Przyłożył mi karabin do głowy i zaszczekał o dokumenty.
Łamaną angielszczyzną i ręką z trzęsącą się kamerą podałem mu paszport. Polski.
Gościu nie wiedział jak reagować – łamaną angielszczyzną wytłumaczył mi, że jest godzina policyjna itd. Po czym zarekwirował mi kasetę z nagraniem Koziołka Matołka, tudzież Krecika, które wożę ze sobą jako tzw. przykrywkę.
I wtedy zobaczyłem Śmierć – śmierć na końcu lufy, której Bogiem jest teraz ktoś, kogo nie znam i w kogo istnienie nie wierzę.
To była iluzja wpatrzona w kulę, która czeka na swoją następną ofiarę w samobójczym wzlocie i wylocie.
Przypadkowo miałem przy sobie polski paszport , a może to nie miało znaczenia.”
