
Zdjęcie własne z Festiwalu Kultury Cygańskiej Romane Dyvesa z 2009 roku. Właśnie Święcicki z Piwnicy pod Baranami zaprasza wszystkich na ucztę…
Poprzednie wpisy o filmie Papusza, o Cyganach z mojego dzieciństwa, Gorzowie i wszystkich wątpliwościach ale też i zachwytach wydawały się zamknięte. Ale dzisiaj przypadkowo znalazłam w swoim komputerze wybrane kiedyś przeze mnie z różnych miejsc w necie informacje o historii Cyganów i temat wrócił… chcę opowiedzieć swój niedawny sen.
Pozwólcie, bym pisała o tych Ludziach nie Romowie, lecz Cyganie. Ten wymysł, by ich przemianować na Romów nie odpowiada mi, zresztą tak, jak i Papuszy, która protestowała przed tą zmianą . Mówiła, że jest Cyganką. Nie rozumiem dlaczego Cyganka ma być nazwą pejoratywną a Romka, nie. Dla mnie Cyganka to nazwa piękna , tradycyjna, niesie melodię z mojego dzieciństwa….
W komentarzu do któregoś z moich wpisów, koleżanka opisuje ich dzisiejsze zachowania. Obrazek to niestety częsty w wielu polskich miastach. Czytając historię Cyganów żal wielki przychodzi, że teraz ci, którzy nie zdołali się wpisać w miejscową kulturę, przebić a nawet uzyskać sławę , jakich przecież niemało wśród nas, zostali wyrzuceni na brzeg rzeczywistości. Są jak szlam, szumowiny których się lęka i brzydzi i nie może zrozumieć miejscowa społeczność.
A może przy wysiłku władz , obywateli tych miast mogliby jeszcze rozkwitnąć i stać się miejscową atrakcją. Nie zapomnę widoku Cyganek na Rynku magicznego miasteczka Kazimierzem Dolnym nad Wisłą zwanym. Dość liczna ich grupa, odziana w czyste barwne spódnice buszuje wśród turystów , oczywiście proponuje wróżenie. Nie wiem gdzie i w jakich warunkach mieszkają , ale ponoć władze miasta uznały ich koloryt i nie tylko akceptują, ale popierają ich obecność.
I jeszcze niedawny obrazek z Ciechocinka, w którym byłam niedawno. Otóż łażąc o poranku po jednym z parków, wśród bardzo starych drzew usłyszałam jakiś zbliżające się w moim kierunku gromadne radosne szczebiotanie . Rozejrzałam się. I zobaczyłam, jak jedną z alej wiodącą znad Wisły gna gromada Cyganek z mnogością dzieci. Wszyscy byli dobrze ubrani i daleka wyglądali barwnie czysto i świeżo. Gromada ta była wysoce rozbawiona i przemknęła nieopodal mnie, nawet na mnie nie zwracając uwagi. Kilka dni później, gdy wyjeżdżaliśmy, zobaczyłam tę samą grupę zmierzającą na przystanek autobusowy. Zapytałam taksówkarza, który nas właśnie podwoził dokąd oni się wybierają. Odpowiedział z uśmiechem, że do Torunia, do pracy. Wsiedli grzecznie do autobusu i pojechali w siną dal. Jak widać w tym mieście, gdzie zwykle pełno turystów znaleźli sobie zajęcie. A jaka to była praca, tylko można sobie wyobrazić. Ale była to praca, którą sobie sami wymyślili i ochoczo do niej dążyli. No cóż, podobno żadna praca nie hańbi. Nigdy nikogo nie widziałam, by tak ochoczo biegł o poranku do swoich zajęć…tak więc, jeśli kto powie, że Romowie to leniuchy, stanowczo zaprotestuję…
Jednak mój Gorzów , jak na razie nie jest jeszcze miejscowością chętnie odwiedzaną przez turystów, ale może niebawem tak się stanie.
Przecież , mimo, że na uboczu kraju, to miasto jest przepięknie położone nad wielką tu Wartą, malowniczo rozrzucone na siedmiu zielonych wzgórzach z XIV wieczną katedrą w samym sercu, fragmentem starych murów miejskich i zachowanymi uroczymi nadal kamienicami oraz licznymi parkami ożywiającymi miejski pejzaż ma warunki, by przyciągać ludzi. Nieopodal można podziwiać piękne jeziora które pozostawił lodowiec, oczka zanurzone w przepastnych lasach, ciekawie rozrzucone dawne dworki i pałace, nie wszystkie w ruinie i jeszcze zachowane linie kolejowe.
To wielkie atuty , by organizować pociągowe wycieczki z przystankami i oczywiście zwiedzaniem Gorzowa.
Taki pociąg turystyczny to nie mój wymysł. Gdy miałam ok. 14 lat, tj. ponad 50 lat temu! Pojechałam na taką wycieczkę . Byliśmy m. in. w Kołobrzegu. Spanie było w pociągu, wygodne i romantyczne. Pociąg gnał sobie bezdrożami, nie zatrzymywał się na stacjach a gdy byliśmy u celu, stawał na jakiejś bocznicy kolejowej , wysypywaliśmy się gromadnie , odbywaliśmy zwiedzanie, z którego poza Kołobrzegiem niewiele zapamiętałam. Ale powrót do własnego domku na torach śni mi się po nocach. Jakie ładne to sny, nie chce się z nich budzić. Oj, dzieciństwo moje kolejarskie się stale odzywa. Wystarczy jedno słowo pociąg a już całe fury skojarzeń, zapachów obrazów i wrażeń wolnością zwanych….
Tak więc już widzę grupy turystów ze świata, jak wysiadają na lotnisku w Goleniowie albo Babimoście a potem zmierzają do pociągu, który już nieco zasapany czeka nieopodal. I w drogę w drogę miły bracie śpiewać się chce….Tradycyjny parowóz ciągnąłby te ładne wycieczkowe wagony. Może miałby i nawet napęd elektryczny, ale co pewien czas, ku uciesze turystów wypuszczałby kłęby parnego dymu z komina i snopem iskier iskrzył niebo. Już widzę te głowy przybyszów tłoczące się przy oknach, by zobaczyć to widowisko a za oknem witałyby zielone podgorzowskie wzgórza morenowe przytulone do szerokiej doliny Noteci i Wisły a potem gdy ukaże im się Gorzów, miasto ze snów, moich dziecięcych snów, zauroczy wszystkich swoją urodą . I łazęga się zacznie po miejscach z mojego dzieciństwa zapamiętanych , pięknych we wspomnieniach. Wdrapywanie się na każde z siedmiu wzgórz, widoki zapierające dech w piersiach , uliczki kręte moje działkowe a przy nich cudne domki otulone pnączami i wreszcie kręte schody na wieżę katedry, i stamtąd, z okien pomieszczeń które niegdyś dzwonnik zamieszkiwał jeszcze jeden ogląd miasta. W tej projekcji jest ono jeszcze inne, zawsze ciekawe…. Nie wątpię, że wszyscy ulegną magii mojego Gorzowa…
Może potem wszyscy zawitają na jedną z ciekawych wystaw fotografii albo malarstwa , bo miejscowa kultura rozwija się pięknie, mimo odpływu i braku przypływu młodych sił. Oczywiście gdy dotykam tego tematu, od razu wciska się na moją klawiaturę dygresja. Dlaczego stąd uciekają? Czy tylko za pracą, czy nie przed skostniałymi władzami czy zamkniętymi nie tylko na kłódkę ale mocne zawiasy i zapory środowiskami. Znam z opowieści historię pewnej młodej , pełnej zapału i chęci pozostania plastyczki, której podcięto skrzydła i zmuszona sytuacją wyfrunęła w końcu do Szczecina, gdzie cieszy się wolnością.
Tak więc chcę pozostać przy może nierealnej ale kolorowej wizji miasta. Gdzie ludzie chętnie przybędą, spędzą tu czas a miejscowi popatrzą na to co dookoła ich oczami i sami potwierdzą, że jest pięknie…Zresztą tak będzie, wróci miasto takie jak za Niemca, a może nawet ładniejsze. Czyste, zadbane i kolorowe.
Oczywiście w tej wizji są i Cyganie. Mieszkaliby w malowniczych osiedlach na obrzeżu miasta z widokiem na pobliski las i zamgloną rzekę, w domach jak niegdyś woziastych, szerokookiennych malowanych w kolorowe kwiaty. I mieliby swoje ogniska i śpiewy i muzykę i dzieci zadbane z tornistrami i skrzypcami pod pachą.
Moja grupa turystów wylądowałaby ostatecznie gdy już będzie się ściemniało w cygańskim taborze. A oglądania by wtedy było i ich domków i zaglądanie sobie w oczy, by odczytać co jest w tych cygańskich i wzajemne poznawanie . Atmosfera początkowo sztywna i na dystans pękałaby wolno stopniowo ale nieodwracalnie.
A może jeszcze przed nadejściem zmroku, kto młodszy czy jakiś rześki staruszek z tej grupy turystów skorzystałby z oferty jazdy konnej. Bo przecież kiedyś Cyganie słynęli z hodowli i handlu końmi. Tak, jestem pewna, że obok swoich taborów mieliby padok i piękne, jakże teraz popularne stadniny
I tak wieczorową porą, gdy wszyscy przybysze skonsumowaliby swoje kanapki albo jakieś cygańskie kociołkowe danie ( jeszcze nie wiem jakie, bo nie doczytałam) wśród przyrody, dymów ognisk wszyscy siedzieliby zauroczeni i zjednoczeni, siedzieliby kołem na trawie pachnącej zmrokiem, pod gwiezdnym migotliwym i tak szerokim jak nigdzie niebem i słuchaliby jak skrzypce cygańskie rzewnie grają, jak łka wielka harfa, którą widziałam na filmie Papusza- bo wszak Cyganie znanymi harfiarzami byli!
I niebawem tańce przy ognisku cygańskie porwałyby przybyłych. Opadłyby więzy konwenansów, zasad że czegoś nie wolno albo nie wypada i nawet staruszki w perukach ruszyłyby w tany za Cygankami ognistym. A może przedtem turystki założyłyby a może nawet kupiły szerokie kolorowe spódnice uszyte przez Cyganki, wielowarstwowe, by ukryć liczne kieszenie pod tą, która na wierzchu. I w tych spódnicach ociężałe przekarmione turystki odzyskałyby zwiewną młodość a na późniejszych zagranicznych wycieczkach miałby gdzie ukryć przed ewentualnymi złodziejaszkami swoje paszporty , pieniądze oraz zakupione szmirowate suweniry…
Nie piszę już w poprzedzającej ten wieczór wizycie na Gorzowskim Rynku. Nie, jednak ta specjalna wizyta na Rynku musiałaby być zaplanowana na następny dzień, po tych tańcach i szaleństwach. Na Rynek przybyli by wszyscy by ostatecznie pożegnać katedrę i dziewczynę fontannową , dopiero przed wyjazdem. Bo po tym wspólnym integracyjnym wieczorze, inaczej postrzegali by Cyganów , przyjaźniej i chętniej zgadzaliby się na ofertę- powróżyć, panie, powróżyć…. I znowu kolejne odbicie mojego myślenia. Od dawna mnie zastanawia , skąd Cyganki wiedzą kto i czego od ich wróżb oczekuje. Bo bardzo często przecież się zdarza, że wróżby , zresztą nie tylko Cyganek się spełniają . A może ludzie, którzy w nie wierzą wg tych wróżb układają swoje życie…Wróżenie, dziwny to zawód. Ile w nim umiejętności i znajomości psychologii , wyczucia drugiego człowieka albo po prostu zwykłej zręczności w mamieniu. Swoją drogą nie wiem, może ktoś wie, jak do tego są przyuczane pannice cygańskiego rodu? A może tylko wystarczą silne geny …ciekawe…
Z tego wszystkiego zapomniałabym o cygańskich suwenirach. Przecież Cyganie byli wspaniałymi kotlarzami, sama pamiętam śliczne słonecznie lśniące miedziane patelnie, które sprzedawali na wsi beskidzkiej.
I zapanowałaby wkrótce moda na ręcznie produkowane garnki i patelnie.
I każdy gorzowski i nie tylko gorzowski ale polski, europejski snob musiałby mieć w swoim domu zestaw takich malowniczych garnków. Bo te stalowe współczesne, jakieś niezdrowe teflony i takie inne są smutne, z niczym miłym się nie kojarzą. Kuchnia z miedzianymi ręcznej roboty garnkami byłaby marzeniem także mieszkańców Gorzowa. Przecież na część cygańskich zarobków na pewno władze położyłyby łapę i dziwnie przeobrażone tym sielankowym życiem obdarowywałoby i mieszkańców. Tak więc zarówno miasto jak i gorzowianie żyliby jak przysłowiowe pączki w maśle….
Tak więc snując te przyszłościowe plany jestem coraz bardziej pewna, że może nasze młodsze pokolenia odkupią zbrodnię, którą popełnili kiedyś ich dziadowie, zmuszając Cyganów do zamieszkania w miastach, zamknięcia w okropnych kamienicach i powolnej degeneracji przy biernej akceptacji współmieszkańców….ale czy kiedyś pięknie wolne zwierzę , zamknięte w brudzie nędzy i odgrodzone murem obojętności, niechęci, wrogości może jeszcze odżyć jak przysłowiowy feniks z popiołów i powstać z kolan. Nie wiem….ale pomarzyć można….
To wszystko utopią jest, oczywiście to wiem, w sąsiednich krajach mury budują, by się odciąć od tej społeczności. Zniewolonej kiedyś, opuszczonej, niechętnej i wrogiej obcym. Jak zwierzęta, które dziczeją w niewoli…..
Ale może jednak kiedyś stanie się przysłowiowy cud i cały ten mój sen okaże się nie bajką a proroczą wizją. Kto wie?
