Na medycznej ścieżce. Przeraźliwy zapach…

Przeraźliwy zapach

 

Miesiąc stażu specjalizacyjnego minął szybko, a właściwie za szybko.

Trzeba było wracać do mojego ukochanego, ale uciążliwego szpitala.

Do domu przynosiłam intensywny zapach środków odkażających, których na Siennej nie żałowano.

Mirek mnie obwąchiwał, a właściwie nie musiał, bo cały dom był wypełniony tym charakterystycznym zapachem, a właściwie fetorem. Wyobrażam sobie z jakim trudem to tolerował, przecież był bardzo wrażliwy na zapachy. Do tej pory gdy wspomina te czasy wraca do jednego. Do tego przeraźliwego fetoru, który przynosiłam do domu. 

    Ja oczywiście niczego nie czułam, za to miałam głowę napełnioną myślami o moich chorych, o tym co zrobiłam nie tak, pomysłami już spóźnionymi , jak mogło być.

Współcierpiałam z pacjentami, ich rodzinami, nie zauważając problemów domowych.

   Gdy wracałam zupełnie skotłowana po dyżurach, patrzyłam i słuchałam ze zdumieniem, że rodzinka się o coś banalnego kłóci.

Myślałam jedynie o tym, czasami im to nawet mówiłam, że grzeszą kłócąc się o drobiazgi, kiedy inni tak bardzo, prawdziwie cierpią.

Nawet słuchali mnie z zadziwieniem i  widać było, że nie rozumieją….

Na medycznej ścieżce. Klimaty moich lat 1968- 1971

 I w październiku 1968 roku rozpoczęłam zajęcia w warszawskiej Akademii Medycznej. Tutaj wszystko było nowe i inne w porównaniu z Poznaniem. Byłam już kobietą zamężną, więc i zmieniło się moje postrzeganie świata.

Czułam na sobie ciężar odpowiedzialności za kuchnię i takie inne zajęcia. Jednym słowem postrzegałam świat z pozycji matrony. Oczywiście było to śmieszne i dziecinne, zwłaszcza gdy o tym myślę z perspektywy czasu.

Na szczęście Mirek zachował zwykłą swobodę, luz . On wyciągał mnie z  domu do teatru, kina, spotkania koleżeńskie , podczas gdy ja byłam skłonna przesiadywać w domu, tzn naszej żoliborskiej kawalerce i pilnować domowego ogniska.

Lubiłam wieczorne łazęgi po mieście, które wyglądało wtedy zupełnie inaczej, odświętnie i piękniej i miało niepowtarzalny zapach. Tak, Warszawa dla mnie wtedy miała zapach – inny niż gdzie indziej, szczególny, przyjemny i tak ją zapamiętałam z tamtych czasów.  

Czasami odnajduję zapach tego miasta z tamtych lat i wtedy na sercu jakoś cieplej….