Z pamiętnika Jerzego T. Marcinkowskiego (16 ) . Anatomia, zasłabnięcie i co z tego wynikło …

zdjęcie własne

Niedawno Ewa  Brykalska z naszej Grupy messengerowej, która  jest wierną Czytelniczką Pamiętników, zapytała – kiedy napisze coś Pan Profesor Marcinkowski – bo dawno nie było kartki z Jego Pamiętnika. Znają się chyba od dawna z racji służbowych sanepidowych i innych spotkań, chyba bardzo lubią – bo zwracają się do siebie ciepło  w tej naszej Grupie, utworzonej przypadkowo przez Jurka .  To fajne, gdy ludzie się lubią i dają temu wyraz. Zosia – Klarka to uwielbia 🙂  I dziś się stało –  czary mary –  Jurek  napisał 🙂

Jerzy T. Marcinkowski .

Wczoraj dostałam na pocztę do moderacji komentarz Jurka dotyczący wspomnienia Mariolki z anatomii patologicznej. Jak to Jurek – zawsze dodaje swoje – choć nie kadzi gospodyni bloga – czego łaknę jak „kania dżdżu” 🙂 – ale zawsze znajdę coś ciekawego w tym co napisze. Tym razem był to list do nas – nie tylko do mnie – po upewnieniu się, że mogę zamieścić go w blogu – czynię to teraz, w całości, jak zwykle bez ingerowania redakcyjnego (bo któż by śmiał ingerować w teksty sporządzone ręką Redaktora Naczelnego wielu czasopism naukowych) 🙂 , tylko pogrubiam litery, by odróżnić od mojego pisania, którego z pewnością będzie dużo (chyba raczej za dużo). Ale tak mam i już. Temat uruchomił  we mnie lawinę myśli i obrazów Chłopaka, którego kiedyś miałam okazję troszkę poznać na tych naszych pierwszych dwóch latach studiów w Poznaniu.

I widzę, Cię, Jurku – z tamtego czasu –  masywny, z wyrzeźbionymi sportem mięśniami, wysoki już wtedy, choć 17-letni – a  chłopaki w tym wieku jeszcze  rosną – zresztą dziewczyny też – ja osiągnęłam wzrost 168 dopiero po urodzeniu 3 dziecka 🙂 –  małomówny, jakby tłumiący emocje, choć z pięknym tajemnym uśmiechem czającym się nie tylko w wydatnych, namiętnych (dopiero teraz, przypominając tak myślę 🙂  wargach, ale też w głębokim błękicie oczu…

Jerzy T. Marcinkowski.

To tyle tytułem wstępu, bo analizy przyczyny dlaczego tak było, jak opisałeś, może przyjdą później:

Oto komentarz- list Jurka Marcinkowskiego:

Drogie i Przeurocze Koleżanki!
Drodzy Koledzy!
Ponieważ coraz więcej pojawia się tutaj wspomnień o ćwiczeniach i seminariach z okresu jak studiowaliśmy medycynę to dodam moje, co mi się przytrafiło i czego być może już nikt nie pamięta. Otóż na samym początku studiowania anatomii prawidłowej, kiedy byliśmy jeszcze przy osteologii, nagle zrobiło mi się słabo – na pewno nie ze stresu, pewnie ogólnie źle się czułem tego dnia.

 Jak się sam pozbierałem, to dr Andrzej Kiersz, który razem z ówczesnym doktorem (późniejszym profesorem) Witoldem Wożniakiem nauczali nas anatomii prawidłowej, zaprowadził mnie na dół, tj. z pierwszego piętra, gdzie były sale anatomii prawidłowej, do przyziemia, gdzie był w Zakładzie Medycyny Sądowej mój śp. Ojciec wówczas docent.

To co wówczas dr Andrzej Kiersz powiedział Mojemu Ojcu dowiedziałem się dopiero po studiach – bo taki właśnie był Mój Ojciec: bardzo ważył słowa!

A co wówczas powiedział Mu dr Andrzej Kiersz? „Panie Docencie, Pana syn nie nadaje się do studiowania medycyny, niechaj mu Pan poszuka innych studiów!!!”

Raz jeszcze podkreślam: żadnego stresu psychicznego nie odczuwałem wówczas na anatomii prawidłowej.

 Później kojarzyłem fakty: dlaczego mój Ojciec zaczął mnie, zaledwie studenta I roku, prowadzać na sekcje sądowo-lekarskie? Po prostu chciał mnie uodpornić na takie stresujące widoki.

I uodpornił, ale medycyny sądowej jednak nie wybrałem, chociaż niemalże codziennie przeprowadzam w Zakładzie Medycyny Sądowej badania sądowo-lekarskie jako biegły z dziedziny neurologii. Potwierdza się stara prawda: „Nie daleko pada jabłko od jabłoni”!

Jerzy T. Marcinkowski.

Jurku !

Wybacz nieco medycznego „mędrkowania” – ale my medycy tak mamy, jak zresztą doskonale wiesz

1. Dlaczego nagle zrobiło Ci się słabo?

1.1. Być może, że było jak piszesz – od rana już czułeś się źle – niewyspanie, jakaś infekcja – najczęściej jelitowa, czy wreszcie skumulowanie wrażeń – wymarzone studia, pierwsze dni. To napięcie nerwowe chyba każdy z nas odczuwał, tylko inaczej sobie z tym radził. 

1.2. Nie wiem czy wtedy stałeś czy siedziałeś – w ogóle tego wydarzenia nie pamiętam – może coś mglistego – że nagle wyszedłeś – a przecież siedzieliśmy przy jednym anatomicznym stole! Wszyscy byliśmy pewnie zbyt skoncentrowani na kościotrupie, asystencie i wiedzy, którą mieliśmy wtłoczyć z dnia na dzień (ok. 200 stron z 7-tomowej „Anatomii prawidłowej” pod Red. Bochenka).

O tyle to jest ważne, bo w młodym wieku dłuższe stanie, lub nagłe zerwanie się z pozycji siedzącej, czy leżącej – może powodować to, z czym teraz możemy mieć też do czynienia – z nagłym spadkiem (ortostatycznym) ciśnienia. 

Dlatego opisałam we wstępie Twoją sylwetkę – chyba jednak byłeś w okresie intensywnego wzrostu, kiedy to pojawiają się lub nasilają opisane problemy.

Doświadczałam tego w klasie licealnej, mając uczucie omdlewania – oczywiście klasycznie w kościele.

No i raz – gdy Rodzice, przeciwni mojej medycynie – jeszcze w LO – poprosili sąsiada – ordynatora ortopedii z Gorzowie – dr Wiesława Kaczmarka, by zabrał mnie na salę operacyjną. Dzielnie znosiłam zapach eteru, widoki, ale gdy rozpoczął nawiercanie i piłowanie kości jazgoczącą przenikliwie maszyną i leciały dookoła wióry kostne – wyszłam na miękkich nogach. To doświadczenie zupełnie nie wpłynęło na moją decyzję wyboru studiów i – jak mniemam – może nawet uodporniło na widoki nie jak z bajki 🙂

Dlatego namawiałam Ciebie, byś umożliwił Wnuczce właśnie taką „przygodę z medycyną” … to dobrze robi…

2. Tego typu doświadczenia – przecież mógłbyś się załamać – przestać wierzyć w siebie – nie wiem – może tak nie czułeś. Jedno jest pewne, że „wszystko jest po coś”, jak mawia moja najmłodsza córka – psycholog. Jakieś „progi” w życiu tylko nas umacniają. „Co nas nie zabije to wzmocni” – powiedzenie pewnie stare jak świat

–  powiedział ktoś mądry – nie pomnę kto – „siłą człowieka nie jest jego brak słabości, ale pokonywanie słabości”…

 No tak, Jurek, teraz wiem dlaczego jesteś takim „twardzielem” 🙂  i z taką konsekwencją idziesz przez życie zawodowe, zdobywając wszystko co da się zdobyć 🙂

A może to iluzja – bo może tak wielce opanowujesz swoje emocje, ukrywasz się za maską – że tak bywasz czasem postrzegany – „twardziel” z wielomównym uśmiechem …..

Ale  pisząc ten komentarz – na chwilę  zdjąłeś tę maskę – choć próbowałeś łagodzić opowieść – dla mnie pokazałeś swoją Prawdziwą Twarz – piękną, uczuciową, wrażliwą – i to mnie wzruszyło – i za to Ci dziękuję …

Ale piszę głupoty – mityguję  siebie – Zosiu – Klarko, lepiej analizuj siebie – tylko tu tego nie pisz, bo nikogo to nie interesuje 🙂

3. No i temat Twojego Taty – ówczesnego docenta Tadeusza Marcinkowskiego – który mnie najbardziej poruszył – jak bardzo w Ciebie musiał wierzyć – jak znał życie – może kiedyś też Ktoś Go wspierał – i wiedział jak ważne jest posiadania kochającego, wspierającego Ojca – tego się nie dowiemy… i jako Człowiek czynu podjął skuteczne działania – wprawdzie miał możliwość, by zabierać Cię na sekcje – ale poznałam trochę bijącą z Niego siłę – gdy patrzył na mnie w tramwaju, którym, bywało, jeździliśmy razem na Junikowo… gdyby nie miał takich możliwości – na pewno znalazłby inny sposób by Cię wspierać i tak zawsze było, kiedyś wspominałeś… Tak czuję… Waleczny Ojciec, Waleczny Syn….

Jerzy T. Marcinkowski pełen powagi.

Jerzy T. Marcinkowski – relaks i zamyślenie – czy ta jedność możliwa ? .

zdjęcie własne

zdjęcie własne

Wszystkie zdjęcia z sylwetką Jerzego T. Marcinkowskiego są Jego własnością .