Dziecięca radość mimo wszystko…

 

Dziecięca radość mimo wszystko

Dorosły w takiej sytuacji cierpi, narzeka, osiada w swojej energii a dziecko…pięciolatka złamała łapkę , założono jej ciężki gips, ponoć mniej dotkliwy niż te nowoczesne, lekkie, plastikowe. Nie wiem na czym ma polegać przewaga tradycyjnego, może mniej parzy w upały, ale jego ciężar jest straszliwy jak na siły takiego małego dziecka.

Mała jednak jest nadal radosna. Gdy jej  babcia nieomal  umierała z lęku, że dziecko wodą gips zaleje, że wymachuje łapką obciążoną i może bark uszkodzić. Jednak rodzice pozwalali na igraszki wodne swoich pociech co utrwaliłam na zdjęciach.

      Tak, nie bez powodu natura przydzieliła rolę posiadania i wychowywania dzieci ludziom młodym. Starość jest lękliwa, ostrożna i wycofana…

      Złamanie u niewielkiego dziecka jest z reguły tzw. „złamaniem zielonej gałązki”. W tym wieku relatywnie okostna jest grubsza niż kość i zwykle nie uszkodzona ochrania ją przed przemieszczeniem. Jednak także przy takim rodzaju złamania  zakłada się gips na minimum 4 tygodni….

    Żywotność i radość dzieci daje nam, dorosłym siłę. To fakt, że my się nimi opiekujemy, ale one  ponownie uczą nas jak widzieć świat. Ich świat jest ciekawy, prosty , bez obłudy, bez udawania. Jeśli są chore, to cierpią prawdziwie, ale wystarczy tylko iskierka zdrowia a już się cieszą….zawsze tak myślałam, patrząc na moich małych pacjentów….

 

SAM_6212.JPG

 

 

SAM_6209.JPG

 

 

SAM_6247.JPG

Na medycznej ścieżce. Wielkie serce Marzenki Kieniewicz .

Musiałam raz jeszcze wrócić do pewnej opowieści o śp. Marzence Kieniewicz.

Ta niezwykła dziewczyna jeszcze raz pokazała prawdziwą klasę.

Otóż pewnego dnia, gdy właśnie  rozpoczynałam przyjmowanie pacjentów w mojej przychodni ,  otrzymałam telefon od Taty. 

Tragicznym tonem powiedział mi, że Mama upadła w przedpokoju i nie może się podnieść. Ponadto skarży się  na ogromny ból w lewej pachwinie. Nie miałam wątpliwości, że jest to złamanie szyjki kości udowej- bardzo częste u kobiet w tym wieku. Nogi się pode mną ugięły. Odpowiedziałam Ojcu, by nie usiłował  podnosić Mamy a ja zamówię karetkę i postaram się natychmiast przyjechać. Zadzwoniłam do Pogotowia Ratunkowego, gdzie przyjęli moją prośbę.

Ale łatwo było powiedzieć, że zaraz wrócę do domu. Pod drzwiami mojego gabinetu kłębił się tłum chorych.

Pobiegłam do sąsiedniego gabinetu, w którym przyjmowała pacjentów moja koleżanka z grupy studenckiej Alicja O. Błagałam ją, by zajęła się chociaż kilkoma moimi pacjentami. Odmówiła kategorycznie, mówiąc, że już skończyła pracę i zamierza pójść sobie do domu. 

Wobec tego zajrzałam do gabinetu, gdzie urzędowała Marzenka Kieniewicz. Pod jej drzwiami też był tłumek. Gdy tylko wspomniałam  , że Mama najprawdopodobniej złamała szyjkę kości udowej i  nawet nie zdążyłam poprosić o pomoc, natychmiast odpowiedziała, żebym jej oddała wszystkie swoje karty. Potem wyszła na korytarz i poinformowała pacjentów, że będzie przyjmowała naprzemiennie  swoich i moich pacjentów.

Głosem nie znoszącym sprzeciwu zaleciła, bym już znikała z przychodni.

Marzenka, moja Marzenka, śliczna dziewczyna o urodzie wschodniej lalki i sercu na dłoni. Prawdziwy człowiek Kościoła, po prostu Prawdziwy Człowiek.

Odeszła w zaświaty, ale zostawiła innym swoją myśl i energię i siłę .

Tylko dlaczego odeszła, dlaczego musiała odejść.

Dobry Boże, pewnie i tak nie odpowiesz…..