Cukier sól i pieprz w jednym ….

Cukier sól i pieprz w jednym

 

Kochani

Po poprzednim  smętnym wpisie, który jednak miał znaczenie „ oczyszczające”,  bo po prostu wyrzuciłam z siebie tamto złe wspomnienie, wracamy do chwil radosnych, bo szkoda życia na smutę….

Nagle przypomniał mi się ten tekst , napisany wtedy gdy byłam jeszcze młoda , rozżarzona dysputami w nieistniejącej już naszej MM- ce i być może nawet piękna. J . Oczywiście to gruba przesada, bo było to może z 7 lat temu, ale fajnie tak o sobie myśleć, prawda? Tamtego portalu już nie ma, komuś przeszkadzał, albo tylko beztrosko zmieniono formułę na zwykły informacyjny jakich wiele. Tam pisywaliśmy wszystko co nam przyszło do głowy, a więc też teksty które miały charakter „ literacki”. Literacki to może to zbyt duże słowo, więc nazwijmy to  tematami dowolnymi….

I właśnie tam zamieściłam ten zapomniany i zaginiony już tekst  pod nickiem Łuka , który był  skrótem od nazwiska panieńskiego które pewnie znacie….

        Wiem, że gonia, której zdjęcia przywiodły mi pomysł i stały się „inspiracją” do tego wpisu ,  już zagląda do komputera, więc może przeczyta i się uśmiechnie. Tak goniu , niezwykłe , oryginalne śmieszne  były te Twoje zdjęcia z mojego Gorzowa, świadczyły o Twojej fantazji i uśmiechu . Tak, Gorzów to miasto gdzie się urodziłam i dojrzewałam….Wrócił do mnie dzięki Tobie….dziękuję…

Tak więc zapraszam…uśmiechnijmy się….

To co powyżej napisałam wczoraj.

       A dzisiaj,   żeby było śmieszniej, dzisiaj świtem zajrzałam ot, tak sobie do netu, czy wyszukiwarka znajdzie zadany temat „ kamienice gorzowskie Gaudi” i ….znalazłam. Tekstu nie ma, ale za to „ wisi” Forum Gazety Lubuskiej z maja 2010 roku.  

Jak bardzo się różnimy w tej naszej ukochanej Ojczyźnie. Gdzież nam np. do bliskich sąsiadów Czechów chociażby….

Może ten pseudoartykuł w niewinnej MM-ce  był efektem mojej „ głupawki”, zamieszczonej przeze mnie w fajnej wtedy kategorii, którą utworzyła redakcja a zatytułowanej  „ Uśmiechnij się „.  ale i nawet „ głupawka” może być powodem do swoistej „ odskoczni” od śmiertelnie poważnego kamiennego dookolnego świata, do świata pogody ducha,  relaksu a czasem nawet uśmiechu choćby z politowania ….wszak uśmiech ma wagę złota….

 „Boki zrywać „ pozostaje…..

A oto wszystkie zachowane komentarze zamieszczone na Forum Gazety Lubuskiej  które wisi w necie , wypisane jak widać w  „ 05 maj 2010 – 12:49 „ , które skopiowałam w całości.

Maker

bardziej idiotycznej wiadomości dawno nie czytałem…

Kolejne pierdoły z MM?

G- man

Rozumiem że tzw „dziennikarze obywatelscy” są tańsi w utrzymaniu, ale są to rzeczy do omówienia w osiedlowym sklepiku a nie regionalnej gazecie

 Socjolog

zgadzam się z poprzednikiem, wy tym ludziom chyba nie płacicie, oni muszą wam dopłacać za te głupoty bo inaczej byście ich tu nie pokazywali, to jedyne wytłumaczenie

 – Gość-

TAK TAK A CHROBREGO TO LA RAMBLA! A GDYBY TAK ŁUKA NAWIĄZAŁA KONTAKT Z ROZUMEM! WARTO SPRÓBOWAĆ

 Gonia

Wszyscy tak śmiertelnie poważni, nie zauważyliście , że artykuł pisany był w kategorii – uśmiechnij się -? Widać uśmiech, to coś dla Was nieznanego…

 -he He –

Co za pierdołu !
dziennikarze z lubuskiej nie sa zdolni do mentalnej akceptacji fonntanny a piszą o Gaudim.
Panie i panowie z lubuskiej : Gaudi i jego futurystyczny i nowatorski styl architektoniczny gdyby był realizowany w gorzówku to wasze artykuły odsadzały by go od czci i rozumu. Wy nie możecie skumać Dominanty, fontanny a chcecie skumać domy/budowle bez kątów i rogów ?
Nie silcie się na inteligencje bo dostamniecie przepukliny !

 

Koniec komentarzy. Non comment….mili moi….

 

Dzięki temu, że co u mnie dziwne, zapobiegliwie skopiowałam ten niby artykuł, gdyż lojalnie uprzedzono nas, że wszystko zostanie wycięte po zlikwidowaniu MM- Gorzów. Zdążyłam ….

 

Kolejne epokowe odkrycie–niektóre  kamienice Gorzowa  projektował sam Antoni Gaudi :)))

 gaudi 1.jpg

 

Gaudi 13.jpg

Wstęp

 

gonia, dziennikarka społeczna ze słynnego w całym świecie portalu MM-G. przysłała mi parę zdjęć  gorzowskich kamienic. Nigdy ich nie widziałam i nie wiem przy której ulicy

” wyrosły”…Ale jestem pewna, że projektował je sam Antoni Gaudi – najsłynniejszy kataloński architekt, franciszkanin, prawdopodobnie mason a być może przyszły święty.

 

(==Do kategorii „uśmiechnij się”.

==Współautor: zdjęcia Gonia; informacje o A. Gaudi zWikipedii

==Podpisy pod zdjęciami : Niezwykłe kamienice Gorzowa)

 

Tekst

 

gonia, nasza Koleżanka z MM-ki chciała mi poprawić nastrój .

Dlatego  przysłała mi  kilka zdjęć  mojego Gorzowa.

 

Nie tylko odzyskałam dobry humor ale najnormalniej przeżyłam szok.

 

Nagle wydało mi się , że jestem w Barcelonie. Ten niepowtarzalny styl kamienic , łagodne wygięcia okien, dachów….

Od razu wiedziałam, że to Gaudi….:)

Poczułam podniecenie, jakże znajome dziennikarzom śledczym…

Rozpoczęłam więc swoje prywatne dochodzenie 🙂

 

Zajrzałam do Wikipedii.

Przeczytałam , że  Antoni Gaudi ( 1852-1926) był katalońskim franciszkaninem, ale dla nas, zwykłych zjadaczy chleba ale też koneserów sztuki był przede wszystkim architektem i inżynierem secesyjnym .

Istnieją też autentyczne podejrzenia, że był  masonem, co może  tłumaczyć jego tajemny związek z Gorzowem. Wszak w Gorzowie ( a właściwie jeszcze wtedy niemieckim Landsbergu ) przy obecnej ul. Sikorskiego była najprawdziwsza loża masońska!

 

Dowiedziałam się , że w 1910 roku  zakończył realizację barcelońskich projektów Casa Mila i Casa Batalio. Ale dopiero od 1914 roku poświęcił resztę swojego życia barcelońskiej  katedrze Sagrada Familia.

Cóż więc robił  w okresie pomiędzy 1910 a 1914 r.?….

Myślę, że właśnie wtedy realizował projekty gorzowskich kamienic 🙂

 

Podobno od 1992 roku trwa proces beatyfikacji A. Gaudiego. Może  kiedyś jego święte relikwie zostaną umieszczone w największym ołtarzu Katedry gorzowskiej….rozmarzyłam się….

Jakież ja mam teraz piękne sny. To są sny  o Wielkiej Przyszłej Sławie  mojego Gorzowa …

 

Gdy będziecie   zmęczeni życiem i  znudzeni  codziennością, zapraszam na   ulice przedstawione na tych zdjęciach Gorzowa . Zatrzymajcie się  . Rozejrzyjcie dookoła. A zobaczycie te piękne kolorowe trochę zwariowane domy.

Może na pobliskiej ławeczce  będzie już czekał ten bardzo stary Katalończyk..

Zwykle tam przesiaduje i obserwuje przechodniów . Jest uśmiechnięty i zadowolony. To może być  sam Wielki  Gaudi ….:

 

Namawiałam gonię do „wysmażenia” odpowiedniego pionierskiego artykułu w MM-ce i tym samym uzyskaniu miana  Wielkiego Odkrywcy. Ale  nie miała ochoty. Chyba wolała  „nurkować” w starych gorzowskich szpargałach w celu potwierdzenia  wyników mojego dochodzenia :).

Więc napisałam sama. Na wysłanie do MM-ki  tego artykułu  autorka zdjęć długo nie chciała wyrazić zgody, bo jak wiadomo jest skromna i nieśmiała.

 

I tak jakoś minął pierwszy kwietnia…:)

 

Koniec .

 

Gaudi 10.jpg

 

Gaudi 12.jpg

 Zdjęcia mojego Gorzowa, które wykonała przysłała i wreszcie zgodziła się na ich zamieszczenie moja Przyjaciółka na dobre i na złe, poznana dzięki MM- Gorzów, które już umarło, ale my żyjemy. My z tego dawnego portalu , a jest nas całkiem pokaźna grupa. Są to ludzie w jakimś sensie podobni, ciekawi świata, postrzegający go nieomal identycznie, z poczuciem humoru i potrzebą uśmiechu….

 

No tak  mili moi, nie tylko kategoria w MM- ce Uśmiechnij się, ale też zauważyłam , o czym zapomniałam, że był to w dodatku Prima Aprilis. !

 

 

A na poważnie teraz garść informacji wydobytych z bardzo wielu zawartych w Wikipedii nt.

Antoniego Gaudi. Ot tak wrzucam, jeśli kto chce, niech czyta. Dla mnie ciekawe. I  warto było napisać tą „ głupawkę ” by uzupełnić wiedzę…..

 AntoniGaudaiFotografia.jpg

Antoni Gaudi, zdj z Wikipedii

 

 Antoni Gaudi ( 1852-1926) był katalońskim franciszkaninem, ale dla nas, zwykłych zjadaczy chleba ale też koneserów sztuki był przede wszystkim architektem i inżynierem secesyjnym.

Ponoć jako dziecko długo chorował na zapalenia stawów i właściwie nie opuszczał domu. Jak analizują rozwój jego twórczości biografowie, prawdopodobnie wówczas wytworzył w sobie niespotykaną wyobraźnię, co pozwalało mu potem stwarzać przełomowe projekty w architekturze. W związku z tą chorobą zrezygnował ze spożywania mięsa i został wegetarianinem ale też lekarze zalecali mu długie spacery, które odbywał sam. Tak więc już od dzieciństwa był samotnikiem. Jednakże miał bardzo żywiołowy charakter ale  stwarzał wrażenie człowieka zanurzonego we własnym świecie. …

Gdy miał 11 lat wysłano go do szkoły pijarów i edukacji w tym miejscu zawdzięczał zaangażowanie religijne , bo jak mówił , tam poznał prawdziwe wartości nauki chrześcijańskiej. Nie był zbyt dobrym uczniem, ale chętnie ilustrował gazetki szkolne czy wykonywał dekoracje. Jednak jeszcze w szkole wraz z kolegami dokonali znaczącej próby zaprojektowania restauracji klasztoru w Poblet. Ten projekt stał się impulsem do wyjazdu do Barcelony , gdzie się przeniósł w 1876 roku wraz z ojcem i siostrzenicą, gdyż reszta rodziny zmarła. Jednocześnie podjął  studia w Escuda Tecina Superior de Arquitectura, a z uwagi na problemy finansowe jednocześnie pracował. Był asystentem znanych katalońskich architektów  m.in. Martorellego , który wprowadził Gaudiego „ na salony „ architektury.   Projekty i świetny rysunek zdobyły uznanie na uczelni  i w 1878 r. Antoni Gaudi uzyskał dyplom i rozpoczął pracę w zawodzie.

Początkowo brał każde zlecenia projektowe, tak więc spod jego ręki wychodziły projekty kiosków, bramy wjazdowe, płoty i mury. 

Jego projekt gabloty dla sklepu fabrykanta rękawiczek doczekał się premiery na Wystawie Światowej w Paryżu w 1878 r.  gdzie także prezentował projekt osiedla domków robotniczych, który niestety nie został zrealizowany w praktyce. Oba te projekty rozsławiły Gaudiego. Otrzymał zlecenie zaprojektowania gazowych świateł ulicznych dla Barcelony, jednak różnice zdań w czasie prac projektowych spowodowały, że miasto zrezygnowało w ogóle ze współpracy z tym architektem.

Przełomowym zdarzeniem w jego życiu okazało się spotkanie z barcelońskim przemysłowcem Eysebim Guellem, który docenił jego oryginalny talent i finansował wykonanie szeregu jego projektów, aż do 1918 r. kiedy to ów przemysłowiec zmarł.

Jednak już „ rozkręcona” popularność i sława była przyczynkiem do zapraszania Gaudiego przez wielu przemysłowców i kościół . Projektował więc m. in. pałac biskupi w Astordze i budynki dla zakonu św. Teresy.

W sumie wykonał ok. 20 poważniejszych projektów, realizowanych przeważnie w Barcelonie i nieopodal tego miasta.

W 1883 roku przyjął zlecenie budowy świątyni pokutnej Sagrada Familia, ale do 1914 roku , czyli aż przez 31 lat niespecjalnie zabierał się do pracy. Być może nie pasowało mu, że miał ukończyć gotowy projekt Villara. Jednak po 1914 roku poświęcił się wyłącznie tej świątyni a nawet w niej zamieszkał. I jak powiedział „ może nie ostatniej zbudowanej, lecz zapewne pierwszej z nowej generacji”. 

Zmarł w 1926 roku, trzy dni po potrąceniu przez tramwaj. Zgodnie z własnym życzeniem został pochowany w świątyni Sagrada Familia….

 

I jeszcze słów parę o jego twórczości. Początkowo, zgodnie z duchem epoki pomysły czerpał z neogotyku. Budowle nosiły  ślady gotycko- mauretańskie ( te style w Hiszpanii łączyły się często z uwagi na wieloletnie panowanie w niej Arabów ) , ale jego szczególnym obiektem jest Casa Vicens w Barcelonie, dom dla bogatego przedsiębiorcy. W tym projekcie widać bowiem zapowiedź nowego stylu, nad którym Gaudi pracował.

Jego styl określa się jako bardzo rzeźbiarski i secesyjny. Wykorzystywał łuki paraboliczne, fantastyczne formy , zawiłe desenie oraz kształty występujące w przyrodzie. Niekiedy nawiązywał do płynności podwodnego świata. Dziś jest uważany za prekursora architektury biomorficznej.

Z czasem Gaudi zaczął mocniej eksperymentować , tworząc model przestrzenny budynku wykorzystywał regułę tzw. równowagi krzywej łańcuchowej i badał na nim siłę grawitacji. Przy okazji testował wytrzymałość różnych materiałów m.in. bazaltu czy granitu. Eksperymentował też z różnymi rodzajami oświetlenia i „dla osiągnięcia ciekawszego efektu używał do projektowania luster czy fotografii „.  Proponował inne, nie euklidesowskie  układy geometrii . A zdobienia powierzchni wykorzystywał kataloński styl mozaiki zwany trencadis. Z tego okresu pochodzą jego najbardziej dojrzałe dzieła np. Colonia Guell, Casa Mila czy Sagrada Familia.

Nic więc dziwnego, że Gaudi był dla niektórych twórcą co najmniej  kontrowersyjnym, był powszechnie krytykowany w społeczeństwie i prasie a także budził zachwyty. Jednym słowem  nikt nie mógł pozostawać obojętny gdy widział jego zrealizowane dzieła.

Analizowali jego zjawiskowość nawet filozofowie. Jeden z nich, Francesco Pujols tak napisał:

W pracach Gaudíego zdumiewało to, że choć nikogo nie zachwycały, jednak nikt nie ośmielił się powiedzieć tego wprost, ponieważ jego styl sam się broni.

Jako ciekawostkę można podać to, że był nacjonalistą katalońskim. W swoich budowlach nawiązywał do tradycji katalońskiej ( szczególnie gotyku ) i często umieszczał na nich symbole katalońskie. Któregoś dnia został aresztowany za odpowiadanie policjantowi po katalońsku , gdyż mówił tylko w tym języku, nawet w rozmowie z królem Alfonsem III. A były to czasy, gdy władze ustaliły, że język ten jest nielegalny…

Wśród wielu niezrealizowanych prac Gaudiego jest projekt drapacza chmur- Hotelu Attraction w Nowym Jorku.

Był inspiratorem wielu różnych architektów, których nazwiska można znaleźć w Wikipedii, więc nie będę przytaczała….

Rok 2002 ( czyli 150 lat po urodzeniu Antoniego Gaudiego) władze Barcelony ogłosiły Międzynarodowym  Rokiem Gaudiego.

W 1887 roku zespół Alan Parsons Project zadedykował swoją płytę temu słynnemu architektowi nazywając ją „Gaudi”.

I jeszcze jedno, co zupełnie nie przystaje do jego szaleńczych wizji architektonicznych , przez całe swoje życie był  bardzo pobożny, zostawił wiele  świadectw swojej zaangażowanej ponoć wiary że od 1992 roku trwa jego proces beatyfikacyjny….no cóż, boskie młyny mielą powoli…..może się doczekamy, może nie….to już nie nasz problem.

 

CasaMila.jpg

 

DziedziniecCasaMila.jpg

 Casa Mila w całej okazałości i jej dziedziniec…zdj z netu

 

Tak więc reasumując namieszałam tu dużo cukru, soli i pieprzu . Czy potrawa smakuje ?

Pewnie nie, ale przynajmniej było inaczej…..

A tymczasem mój nadbużański las pachnie cudnie po pierwszych letnich deszczach, bo wszak już mamy lato, ziemia oddycha pełną piersią, zadowolona jest moja fasolka zielona jeszcze liściasta tylko na grządkach, pan kukuł kuka jak szalony , bo jak wiadomo tylko on a nie ona wydaje te typowe dźwięki by zauroczyć jakąś narzeczoną czy potencjalną matkę jego dzieci…dzień wyraźniej krótszy…..telewizor z jakiegoś powodu nie odbiera, więc pełen relaks, oddech od wieści ze złego świata….tylko łagodność, dobro, urok i uśmiech….miłego dnia Wszystkim ..

 

 

 

 

Lepiej zrozumieć Andersena.

SAM_9158.JPG

 

 

Bajki Andersena to moje dzieciństwo. Ale nie tylko moje, nawet teraz, gdy rynek księgarski zalewa morze przeróżnych kolorowych książek dla  dzieci , Andersen jest stale obecny.

Nie zapomnę łez, które wylałam nad dziewczynką z zapałkami.

A tymczasem okazuje się, że sam Andersen uważał, że jest to bajka optymistyczna, bo dziewczynka umiera z ufnością. Zresztą był oburzony, gdy uważano że adresatem jego bajek są tylko  dzieci. Mówił, że te bajki przypominają pudełko. Dzieci oglądają je z zewnątrz a dorośli zaglądają do środka.

Tego się właśnie dowiedziałam , gdy w  weekendowej Wyborczej znalazłam artykuł Jarosława Mikołajewskiego ( sekretarza Wisławy Szymborskiej)  o  niedawno wydanych

„ Dziennikach” Hansa Christiana Andersena w znakomitym wyborze i tłumaczeniu Bogusławy Sochańskiej. Mikołajewski pisze, że to  „dla mnie jedna z najważniejszych książek wydana po polsku w ostatniej dekadzie”.

…postanowiłam sobie zapisać to, co znalazłam w ww artykule a także w necie. Bo pewnie po 700 stronicowe wydanie „ Dzienników” nie sięgnę. Ale kto wie? Na pewno teraz  inaczej będę myślała o Andersenie, bo przecież nic nie dzieje się w próżni. Niewielu  potrafi piękne bajki pisać. A jego bajki to” światło odbite z mrocznej , pełnej zahamowań natury i trudnego życia”.

        Hans Christian Andersen urodził się w 1905 roku w najbiedniejszej dzielnicy miasteczka Odense, na Duńskiej wyspie Fionia, w biednej ale kochającej się rodzinie. Ojciec był szewcem a matka, niepiśmienna, zajmowała się domem. Ojciec czytał mu bajki a matka musiała być osobą odważną jak na tamte czasy, bo gdy syn się poskarżył na złe traktowanie w szkole przeniosła go do szkoły żydowskiej pomimo nasilających się już nastrojów antyżydowskich w Europie.

Klimat miasteczka był niezwykły, bo pomimo tego, że było drugie co do wielkości w Danii, w odróżnieniu od Kopenhagi zachowało i pielęgnowało  mnóstwo  ludowych zwyczajów jak barwne okolicznościowe pochody, prowadzenie wołu ubranego w girlandy kwiatów itp. Było rozległe, miało niską trochę bajkową zabudowę z górującą strzelistą gotycką katedrą św. Kanuta z powtarzającymi się  architektonicznymi motywami stopni do nieba…

     Andersen był samotnikiem, unikał zabaw z rówieśnikami, uwielbiał czytanie. Bawił się zabawkami, które mu robił ojciec, szył im ubranka, stworzył sam dla siebie teatrzyk kukiełkowy. W krainę baśni, poza ojcem wprowadziła go matka ojca, z którą  odwiedzał przytułek dla chorych, bo tam zajmowała się ogrodem a potem przebywał tam jego chory psychicznie dziadek.

Gdy Andersen miał 11 lat, wskutek powikłań zdrowotnych po udziale w wojnie napoleońskiej 1816 r, zmarł ojciec. Matka zmarła z powodu alkoholizmu, ale przedtem bardzo się starała, by  zapewnić byt synowi, więc  zarabiała jako służąca i praczka a dziecko wysłała  do pracy w fabryce sukna.

Chłopiec lubił śpiewać, więc w ten sposób umilał sobie pracę. Gdy jeden z robotników uznał, że to dziewczyna, inni zdarli z niego ubranie, by sprawdzić. To wydarzenie miało wpływ na jego późniejsze zahamowania. Ponadto gdy miał 13 lat, matka wyszła ponownie za mąż i syn był świadkiem burzliwego życia seksualnego odbywającego się w maleńkim mieszkaniu. Potem doszedł lęk przed chorobami wenerycznymi i w efekcie nigdy nie ułożył sobie życia osobistego.

Gdy miał 14 lat zapragnął zostać aktorem, więc sam powędrował do Kopenhagi. Chciał wstąpić do trupy Teatru Królewskiego , próbował grać, ale ostatecznie go nie przyjęto. Uczęszczał do szkoły baletowej, kontynuował śpiew ale po mutacji głosu stracił swój wysoki sopran. Jednak stale fascynował go teatr. Postanowił zostać autorem sztuk teatralnych. Pierwsza, „ Miłość na Wieży Mikołaja” napisana w  1829 r. została nawet wystawiona , potem napisał   ich sporo , ale z powodu braku wykształcenia, popełniał wiele błędów ortograficznych , stylistycznych co m.in. było powodem odrzucania ich przez krytyków.

Debiutował wcześniej, bo w  1822 r. zbiorem utworów pisanych pod pseudonimem William Christian Walter, pt ” Młodzieńcze próby”.

W tym samym roku otrzymał stypendium królewskie, dzięki czemu mógł kontynuować naukę a potem studia. Oczywiście uważał, że to niezwykłe społeczeństwo duńskie opiekuje się młodymi zdolnymi, ale tak naprawdę pomagał mu Jonas Collins, który od początku wierzył w talent młodego człowieka. Andersena  wydał kilka tomów wierszy, wiele opowiadań, szkiców, powieści , a także dziennik swojego życia.

W 1851 r. uznano jego wiedzę i zasługi i przyznano mu tytuł profesora.

       Do pisania dla dzieci początkowo nie przywiązywał wagi, traktując je jako pisanie dla dorosłych. Jak wspomniałam na wstępie, zastrzegał, że jego baśnie są jak pudełka: dzieci oglądają opakowanie, a dorośli mają zajrzeć do wnętrza. Zżyłamał się gdy określano te bajki jak twórczość wyłącznie dla dzieci, nie widząc ich głębszego sensu. Jednak to one przyniosły mu wielki rozgłos. Pierwszy ich zbiór wydano w Kopenhadze w 1835 r,.  a potem , aż do r.1872, ukazywały się ich kolejne tomy. „To on był brzydkim kaczątkiem, dziewczynką z zapałkami, umarłym dzieckiem, choinką. Był tymi, o których pisał. Miał nadzwyczajną umiejętność mówienia od środka każdej postaci, którą powołał na bohatera baśni: z wnętrza ludzi, zwierząt, przedmiotów. Jego moc była tu czarnoksięska…

….O czym tak naprawdę jest bajka „ Dziewczyna z zapałkami”, czy o nieszczęściu biedy czy o szczęściu umierania w ufności? ” mówił.

        Na licznych zdjęciach zwracają uwagę bardzo długie stopy, i jak pisze jego przyjaciel William Bloch: „ramiona i nogi miał nieproporcjonalnie długie i chude, dłonie płaskie i szerokie, a stopy tak gigantyczne, że z pewnością nikt nigdy nie próbowałby mu ukraść butów. Miał tak zwany rzymski nos, ale był on tak nieproporcjonalnie wielki, że zdawał się dominować nad całą twarzą…podczas gdy oczy , jasne i bardzo małe, głęboko schowane w oczodołach, do połowy przykryte powiekami, nie zostawiały żadnego wrażenia…” i dalej napisał Bloch: ” z jego wysokiego otwartego czoła i wyjątkowego wykroju ust emanowały dusza i piękno..”

     Powoli poprawiała się  sytuacja materialna Andersena, co pozwoliło mu na liczne podróże po Europie. Był ciekawy świata i ludzi, stale niespokojny duchem , samotny, z licznymi kompleksami, ze skomplikowanym charakterem, nadmierną wrażliwością i skupieniem na sobie. To nie pozwalało mu na stabilizację życiową.  Martwił się, że oszaleje jak dziadek, miewał stany depresyjne. Wg biografów miał naturę biseksualną, o czym świadczą listy do przyjaciół, np. „ Moje uczucia do ciebie są takie, jak uczucia kobiety. To moje kobieca natura musi pozostać tajemnicą…”

Miał wielu sławnych znajomych jak Bertel Thorvaldsen, Karol Dickens czy bracia Grimm .

„ Dzienniki” zaczął pisać w roku 1825, gdy porzucił marzenia by zostać aktorem.

     „ W Muzeum Andersena w Odensie są fotografie, pierwsze wydania książek, rękopisy, listy i buty. Są  kwestionariusze zadawane sobie na zasadzie hasło- skojarzenie. Hasło ulubiony kolor – błękit. Pejzaż- morze. Zmysł orientacji-przeciętny. Pobożność i miłość do dzieci-ogromne. Gdyby nie był tym, kim był, chciałby być Andersenem. Czyli sobą. Chciałby mieszkać w Rzymie. Najpiękniejsza rzeźba- „ Jazon” Thorvaldsena. Słuch- doskonały. W ludziach lubił dobroć, nienawidził kłamstwa….są także nożyczki- wycinał nimi sylwetki….dla zabawy własnej i dla dzieci zaprzyjaźnionych rodzin.” Tu Jarosław Mikołajewski, wieloletni sekretarz Wisławy Szymborskiej widzi” jakieś pokrewieństwo pomiędzy ich  bajecznością a poetyckim purnonsensem wycinanek Wisławy Szymborskiej …wycinanka jako prywatny list poza słowami….”.

 

   I w ten sposób mam nowy temat do rozmyślań. Rozmyślań  nad losami człowieka. Nad jego dolą i niedolą, nad siłą, mądrością, konsekwencją. Postanawiam wrócić do dziecięcej lektury Bajek Andersena , ponownie przeczytać, tym razem ze zrozumieniem właściwym dla bardzo dorosłego człowieka i w świetle tego, co teraz wiem o autorze… To było ważne spotkanie z Andersenem…dziękuję panu Jarosławowi Mikołajewskiemu za ten artykuł

 

 

SAM_9158.JPG