Śladami mojego Taty Rodzina brata mojego Taty- Witolda na Kazachstanie…

Nie zważając na błogosławiony stan Cioci, pozostawiono ją samą z tym brzuchem i nieletnią córką na pastwę miejscowych. To była inna forma zsyłki. Jedna polegała na wspólnym życiu zesłanych w barakach łagrowych a druga- to samodzielne egzystowanie wśród Kazachów. Sowieci zapędzili kilku miejscowych do wykopania dołu  pod ziemiankę dla przybyłych i sklecenie konstrukcji, która miała być ich domem. Oczywiście nie oszczędzano cioci- musiała pracować z innymi. Ale w końcu ich nowy dom powstał.

 

Śladami mojego Taty . Miejsce zesłania – Kazachstan…

Po kilkunastu dniach pociąg się zatrzymał. Wypędzono wszystkich, brudnych, podduszonych smrodem i wynędzniałych .

Rozdzielano na rampie .

Pewne grupy zabierano dalej ciężarówkami, by osadzić w barakach dawnych łagrów pamiętających jeszcze czasy carskie.

Ciocia z Janią i brzuchem, w którym poruszało się przerażone jak matka dziecko zapakowano na fury i wywieziono do osiedla miejscowych Kazachów. Bo tak, byli w Kazachstanie. Oglądam mapę świata- widzę tę krainę, obecnie odrębne państwo. Mapa milczy obojętnie ale wołają tam duchy przeszłości. Tysiące Polaków , którzy tam umarli i zostali w tej ziemi. I tysiące , które cudem przetrwały i potem musiały żyć normalnie. Jak to było możliwe po tym, co przeszli?

Śladami mojego Taty. Syberia.

„W drodze na Syberię”,Artur Grottger, 1867. Kopia obrazu znajdującego się w Muzeum Narodowym w Poznaniu.

Któregoś dnia Bolek jak zwykle siedział przy stoliku , na którym lampa naftowa rozrzucała niewielkie migotliwe światełko. Zaczytany, nawet nie usłyszał jak cicho otworzyły się drzwi plebanii. Nagle poczuł ciepłą dłoń na ramieniu . Obok stał ksiądz, jego jedyny opiekun. Bolek podniósł głowę i zobaczył w oczach księdza starannie ukrywaną rozpacz .

Wstał gwałtownie i po męsku , odważnie mimo swoich 11 lat zadał pytanie. Co się stało?

Chłopcze, bądź dzielny, dzisiaj Twoja rodzina, rodzina wuja Rodziewicza z pobliskiego majątku zostaje wywieziona na Syberię. Podobno przechowywali broń przeznaczoną dla  powstańców.

 Zapytał, a co z Ciocią?, bo zapamiętał, że spodziewała się kolejnego dziecka. Rosjanie wykazali wielką łaskawość, zabrali ojca dziecka, zostawili matkę, by tutaj urodziła. Za  kilka miesięcy , po porodzie , będzie musiała zostawić dziecko u rodziny i zostanie specjalnie dowieziona na miejsce syberyjskiej zsyłki.

Bolek słuchał, ale nie płakał, bo może  zabrakło już łez  …

W mroźnym styczniu 1864 roku urodziła się Maria Rodziewicz, późniejsza pisarka. Po dziecko przyjechali krewni i wychowywali z resztą rodzeństwa Marii . Ich majątek został zabrany i tak jak wiele innych, okolicznych oddany w ręce właścicieli Rosjan. Ci nowi sąsiedzi  byli  niechętni Polakom , prymitywni , butni, pewni siebie i co najważniejsze obcy kulturowo …

Losy rodziny mojego pradziadka, Rodziewiczów podzieliło około 38 000 uczestników Powstania Styczniowego , których zesłano na katorgę lub na Syberię.

Wydarzenia z dzieciństwa zahartowały mojego pradziadka. Bolesław Rodziewicz dojrzał w przyspieszonym tempie  .

Mimo wszystko był chłopcem pogodnym.

Może muzyka , którą ofiarowała mu przed śmiercią matka, może jej czułość  sprawiła, że żył normalnie.

W dalszym ciągu grał w kościele na organach. A wiernym się zdawało , że  organista jest aniołem, który ich prowadzi do Boga….

 

 

Autentyczna kibitka. Cytadela Warszawska.