
Pod pałacem w Nagoja
Ale należało się oderwać od atmosfery zabawy święta podziwiania kwitnącej wiśni , czyli święta Hanami i powędrować w kierunku pałacu, by jak każe zwyczaj, zwiedzić.
Pałac jest przepiękny , nieomal z każdego miejsca fotogeniczny a szczególnie wtedy gdy kwitną wiśnie zdjęcia mają dodatkowy urok.
Oczywiście pstrykałyśmy bez umiaru ale czas gonił , więc podążyłyśmy do dość wąskiego pałacowego wejścia a następnie do windy. Jakoś nie utrwaliły się w mojej pamięci wnętrza. Jedynie zapamiętałam widoki z okien , bo z wysokości górnego piętra pałacu ludziska bawiący się pod kwitnącymi wiśniami byli podobni do krasnoludków , tak miniaturowi i barwni.
Pooglądałyśmy więc i stwierdziłyśmy , że pora wracać . Pojechałyśmy , a może zeszłyśmy schodami, już nie pomnę. Pewnie Kaśka pamięta, lecz ona jeszcze pracą ogromnie zajęta, może kiedyś skoryguje moją opowieść. Ale przecież to nieważne, czy wracałyśmy schodami, czy windą .
Bo na dole przeżyłyśmy prawdziwy szok.
Był to rok 2002 ale i teraz, gdy już wiele się zmieniło w tym temacie w naszym kraju, chyba byłby to jednak szok.
Taka akcja.
Otóż dostrzegłyśmy jak pod pałac podjeżdża karetka. Pomyślałyśmy, że ktoś zasłabł w czasie zwiedzania. Ale było inaczej. Z karetki wyskoczyło może trzech, może czterech sanitariuszy, wydobyli z jej wnętrza nosze na wysokich nogach zakończonych kółkami, takich jakie i u nas widujemy. Ze zdziwieniem zauważyłyśmy leżącego na nich człowieka, nakrytego białą pościelą . Cała ekipa zmierzała w kierunku wejścia do pałacu.
Przystanęłyśmy nieopodal , udając , że czegoś szukamy w plecakach i kątem oka, zerkałyśmy w tym kierunku. Widziałyśmy też Japończyków, którzy tłumnie przebywali nieopodal. Nikt , dosłownie nikt się nie zatrzymał, nie mówiąc o tworzeniu typowego u nas zbiegowiska, nie zaglądał, nie wpatrywał, nie komentował. To była dla nich najzwyklejsza sprawa na świecie. Czy wrodzona dyskrecja i delikatność, czy przyzwyczajenie do takich wydarzeń. Jednym słowem kultura pisana dużymi słowami….
W pewnej chwili ekipa minęła nas i wtedy zobaczyłam z bliska.
Tak, jednak spojrzałam na tego człowieka. Leżał płasko a spoza rury , którą pompowano powietrze do jego płuc, zobaczyłam jego wielkie m żywe, bystre, ciekawie rozglądające się wokół wielkie oczy.
Nie zapomnę tych oczu.
Trwało to ułamek sekundy może i wszyscy zniknęli za drzwiami windy, by wjechać na najwyższe piętro .
Takie zwiedzanie …..
