Powrót do Japonii. Takie ZWIEDZANIE.

SAM_9279.JPG

Pod pałacem w Nagoja

 

 

 

Ale należało się oderwać od atmosfery zabawy święta podziwiania kwitnącej wiśni , czyli święta Hanami  i powędrować w kierunku pałacu, by jak każe zwyczaj, zwiedzić.

Pałac  jest przepiękny , nieomal z każdego miejsca fotogeniczny a szczególnie wtedy gdy kwitną wiśnie zdjęcia mają dodatkowy urok.

 Oczywiście pstrykałyśmy bez umiaru ale czas gonił , więc podążyłyśmy  do dość wąskiego pałacowego wejścia a następnie do windy. Jakoś nie utrwaliły się w mojej pamięci wnętrza. Jedynie  zapamiętałam widoki z okien , bo z wysokości górnego piętra pałacu ludziska bawiący się pod kwitnącymi wiśniami byli podobni do krasnoludków , tak miniaturowi i barwni.

Pooglądałyśmy więc i  stwierdziłyśmy , że pora wracać . Pojechałyśmy , a może zeszłyśmy schodami, już nie pomnę. Pewnie Kaśka pamięta, lecz ona jeszcze pracą ogromnie zajęta, może kiedyś skoryguje moją opowieść. Ale przecież  to nieważne, czy wracałyśmy schodami, czy windą .

Bo na dole przeżyłyśmy prawdziwy szok.

Był to rok 2002 ale i teraz, gdy już wiele się zmieniło w tym temacie w naszym kraju, chyba byłby to jednak szok.

Taka akcja.

Otóż dostrzegłyśmy jak pod pałac podjeżdża karetka. Pomyślałyśmy, że ktoś zasłabł w czasie zwiedzania. Ale było inaczej. Z karetki wyskoczyło może trzech, może czterech sanitariuszy, wydobyli z jej wnętrza nosze na wysokich nogach zakończonych kółkami, takich jakie i u nas widujemy. Ze zdziwieniem zauważyłyśmy leżącego na nich człowieka, nakrytego białą pościelą . Cała ekipa zmierzała w kierunku wejścia do pałacu.

Przystanęłyśmy nieopodal , udając , że czegoś szukamy w plecakach i kątem oka, zerkałyśmy w tym kierunku. Widziałyśmy też Japończyków, którzy tłumnie przebywali nieopodal. Nikt , dosłownie nikt się nie zatrzymał, nie mówiąc o tworzeniu  typowego u nas zbiegowiska, nie zaglądał, nie wpatrywał, nie komentował. To była dla nich najzwyklejsza sprawa na świecie. Czy wrodzona dyskrecja i delikatność, czy przyzwyczajenie do takich wydarzeń. Jednym słowem kultura pisana dużymi słowami….

W pewnej chwili ekipa minęła nas  i wtedy zobaczyłam z bliska.

 Tak, jednak spojrzałam na tego człowieka. Leżał płasko a spoza rury , którą pompowano powietrze do jego płuc, zobaczyłam jego wielkie m żywe, bystre, ciekawie rozglądające się wokół wielkie oczy.

Nie zapomnę tych oczu.

Trwało to ułamek sekundy może i wszyscy zniknęli za drzwiami windy, by wjechać na najwyższe piętro .

Takie zwiedzanie …..