Góra Skalite jak kobieta pracująca…

PA130171.JPG

Skalite we mgle. Widok  z poziomu od 500 n.p.m, od strony Kotliny Żywieckiej, Droga a właściwie ul Południowa w Godziszce.

 

 

Góra to przysadzista, niezbyt urodziwa, ale silna , niezłomna i pracowita. Ozdobiona piękną , jedną z największych polskich skoczni narciarskich, liże rany po jej niedawnym remoncie, bo wgryzać się musieli nieźle w jej zbocze by niedawno przeprowadzić gruntowny remont obiektu i dodatkowo zamontować wyciąg . Dźwiga więc góra tę swoją ozdobę w milczeniu….znosi hałasy kibiców a może nawet cieszy się z nimi, gdy Polacy zwyciężają. Tak jest od strony Szczyrku.

Od strony Kotliny Żywieckiej, tam skąd ją codziennie oglądam została poryta wielkimi drogami , których rola jak do tej pory nie jest w pełni jasna…serce boli gdy patrzę na jej obnażone boki, chociaż mam okazję spacerować tymi wygodnymi dla niemłodych już nóg drogami i delektować się widokami. Tak więc każdy medal ma dwie strony….

I przy takim obciążeniu niedawnymi buldożerami, które działały na zboczach i jeszcze świeżymi ranami,  góra ta codziennie daje nam pyszną wodę ujętą w liczący ponad 60 lat godziszczański wodociąg , dostarcza wody licznym strumieniom a także magicznym źródełkom ponoć przynoszącym ludziom zdrowie.

Takie jest moje Skalite, magiczna, cierpliwa góra ciężko pracująca jak kobieta…

 

 

PA010090.JPG

 

Skocznia narciarska Skalite w Szczyrku

 

 

SAM_6897.JPG

 

Nowa trasa biegowa? COS w Szczyrku, jak informują tabliczki, wyryta na zboczach Skalitego. Wejście od Godziszki. W dali najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego- Skrzyczne.

 

 

SAM_6952.JPG

 

Nowe drogi na zboczu Skalitego.

 

 

PA050451.JPG

 

Nadchodzi noc.  Wszyscy układają się do snu. Góry odpoczywają po wizytach turystów i drwali. Tylko Skalite ( po prawej) nieustannie  pracuje, uporczywie zasysając wody podziemne i tłocząc je z wielką siłą  na powierzchnię ….

Magiczne Skalite, ukochane moje…

 

PA020128.JPG

Skalite, widok od Godziszki. Ulica Południowa i przełęcz Siodło …

 

 

 

 

I nieustannie wracamy w Beskidy , do miejsc gdzie urodziła się i spędziła pierwsze lata życia moja mama- Stefka. Szukamy Jej śladów, które czas skutecznie wymazał, ale zostały w mojej pamięci. Opowieści Mamy, moje dziecięce wspomnienia z pobytów wakacyjnych u wujka Szczepana pachnących świeżym sianem, krowami, chrumkaniem świń , krowami i porannym mlekiem „ prosto od krowy” które ciocia wstrzykiwała prosto do metalowego kubeczka pokrytego białą emalią z dużym uchem, który był mój w te wakacje. Do tej pory czuję ciepło tego kubka gdy po napełnieniu  brałam go w dłonie. Owa niezwykła łaskawość ciała krowy, jej zapach i niepowtarzalny smak mleka i pianka to najpiękniejsze klimaty mojego przecież miejskiego dzieciństwa… Piana unosiła się wysoko ponad brzeg kubka i pozostawała na górnej wardze, gdy łapczywie chlipałam to świeże mleko… Uwielbiałam takie poranki….

Ale miało być o Skalitem.

Siedzimy sobie więc pod naszą szałasochałupką z Kotliną Żywiecką u stóp i poglądamy  na dookolne góry zamykające ową kotlinę.

Na wschodzie pasmo Beskidu Małego, na południe Beskid Żywiecki a my  opieramy się o Beskid Śląski. Nad nami Skrzyczne z dwoma piersiastymi górkami- Palenicą i Niesłychanym Groniem.

A obok nich przysadziste, kopiaste Skalite. Zaliczane jest do Pasma Baraniej Góry, stąd niewidocznej ,  sięga 864 m. n. m. i poprzez przełęcz Siodło łączy się z najwyższym szczytem tego Beskidu- Skrzycznem a także ze starym kurortem- Szczyrkiem, o którym pewnie kiedyś wspomnę. Szczyrk to już inny świat. Dla nas nieomal obcy i odbierany właściwie jako mało przyjazny.

Tak więc siedzimy sobie na zboczu górskim a mój wzrok stale wędruje na Skalite. Jej nieustanna wielowiekowa cierpliwa praca w dostarczaniu nam wody , dźwiganie skoczni narciarskiej od strony Szczyrku i niedawne rozrycie zbocza przez wielki sprzęt by powstały liczne szerokie dukty na których dwie ciężarówki mogłyby się minąć . Wprawdzie można po nich wygodnie wędrować, ale nadal nie wiemy w jakim celu powstały. Jak mówią miejscowi, być może utworzono je dla narciarzy… Na pewno zostały okupione cierpieniem tej góry i być może odległymi skutkami zniszczenia poszycia i niebywale licznych cieków wodnych.

Tak więc z lękiem patrzę na tę górę i gdybym wierzyła, że Bóg mnie wysłucha wznosiłabym do niego modły o zachowanie tej góry.

Na razie ona cierpliwie milczy i gra na niej zachodzące słońce a przerzedzone wielkie świerki wspinają się na szczyt jak wędrowcy strudzeni ale pełni siły i widzący swój cel.

Tak więc piszę o Skalitem i życzę tej górze wytrwania i ostatecznego zwycięstwa w walce z destrukcyjnym działaniem okrutnego człowieka….

 

....JPG

 

 

 

P5021582.JPG

 

 

P5021607.JPG

 

 

PA040359.JPG

 

 

P8080340.JPG

 

 

ap foto 127.jpg

 

Tak było wczoraj.

Tak było wczoraj

 

Wczoraj wstałam jak zwykle przed 5, bo uwielbiam takie szare ciche poranne godziny. To spokojne godziny zaglądania do komputera i oczekiwania na to co się wydarzy w przyrodzie.  Dzisiaj otrzymałam za to iście królewską nagrodę, bo ok. 6.30 rozpoczął się teatr na niebie. Długo stałam na tarasie i chłonęłam widoki z aparatem w dłoni.

Ileż można stracić śpiąc długo, ale może są inne pozytywy, które rekompensują te poranne straty J , myślałam sobie.

Tak więc dzisiaj na niebie odbywało się szaleństwo, prawdziwa orgia. Szalało słońce, które chciało spoza gór się wydobyć, zniewalało i czarowało chmury , drzewa, wszystko co na tej ziemi i moje znękane tymi błyskami i zmieniającymi się kolorami oczy.

I gdy wreszcie o 6.45 pojawiło się nad górą Żar i Jeziorem Żywieckim jeszcze raz zapłonęło i zda się zmęczone zasnęło. Zasłoniło się chmurami, jak białą matową  szybą i był to koniec spektaklu.

 

 

WschĂłd11.10.2013.JPG

 

Jeszcze światełka na dole…w tle niewidoczne jeszcze Jezioro Żywiecki, góra Żar i w ogóle Beskid Mały.

 

 

WschĂłdBabiaPrawa11.10.2013.JPG

 

Już zorze różowieją , po lewej nieco lśni Jezioro Żywieckie, a po prawej dostojna Babia Góra.

 

 

WschĂłd5,11,10,2013.JPG

 

I wszystko zaczyna płonąć.

 

 

WschĂłd6,11,10,2013.JPG

 

I zapłonęło, ognista kula pojawiła się na horyzoncie i wbiła się w obiektyw mojego aparatu, na długo oślepiając moje oczęta.

 

 

TeatrKoniec.JPG

 

 

TeatrKoniec1.JPG

 

Gdy wyszłam na spacer po dwóch godzinach, widok był zupełnie inny. Przecierałam oczy ze zdumienia. Wyciszona Babia Góra stała sobie  chmurką bialutką przepasana i Pilsko i Romanka w białych zapaskach.Tylko pozostał róż na niebie. A słońce zasnęło po porannej orgii.

 

 

KotekDaleko.JPG

 

 I tylko kot na mnie zerkał rudawy z zaciekawieniem, ale nie wytrzymał i uciekł gdy się zbliżyłam. Przeszkodziłam mu w porannych łowach na myszki, ale na szczęście nie wyglądał na zmartwionego….

 

 

OwieczkaZakudlona.JPG

 

 

Potem jeszcze przywitałam się z owieczką już troszkę zakudloną, widać dość dawno już była strzyżona….popatrzyła na mnie przez chwilę jakby coś chciała powiedzieć…a może się pożegnać, bo pora już na pożegnanie tych stron.

 

 

Piesek.JPG

 

I jeszcze młodziutki wilczek sąsiadów….prawda, że uroczy, nawet uszek nie potrafi utrzymać…już niedługo go nie poznamy, bo tylko raz się zdarza dzieciństwo słodkie,

 

 

ZachĂłd11.10.2013.JPG

 

I nadeszła pora zachodu słońca. Daremnie wypatrywałam nad Skalitem. Słońce wyraźnie zaspało po porannym szaleństwie i wysłało dla osłody , cobym się nie zapłakała z żalu, śliczniuchne chmurki pierzaste …Fotogeniczne bardzo….

 

 

KsiężycPrzedwieczorny11.10.2013.JPG

 

i wreszcie ten księżyc o 17 na niebie….

 

i gdy  ciemność miękka jak aksamit zapanowała i rozmyślałam sobie o tym pięknym dniu…

Wszystkie beskidzkie dni są  zwykle różne, „dzień niepodobny do dnia” jak ktoś tam śpiewa rzewnie.

Tutaj Przyroda a może jednak Stwórca hojnie funduje moc rozrywek ….te widoki, te teatry na niebie, sceny zmieniające się jak w kalejdoskopie…krystaliczne piękno….

To co zobaczyłam przedwczoraj.

Przedwczoraj się wybrałam na łagodne od strony Godziszki zbocze Skalitego. Jak zwykle zachwyciła panorama na Kotlinę Żywiecką, ale wkrótce co innego odciągnęło wzrok. Otóż nad Skrzycznem usłyszałam i wypatrzyłam helikopter, który wisiał długo w jednym miejscu, ale potem frunął w dół do Szczyrku. Akcja  się powtarzała i była dość hałaśliwa. Początkowo pomyślałam, że to jakieś ćwiczenia, może np. treningi paralotniarzy, którzy tutaj mają swoją ulubioną bazę= jakby skocznię do bezszelestnego unoszenia się w przestrzeń. Ale potem zobaczyłam, że do brzucha śmigłowca przymocowano jakąś belkę. I już byłam w domu. Skojarzyłam, że to budowa górnego odcinka wyciągu krzesełkowego na Skrzyczne. Wczoraj w dzienniku TV pokazano tę akcję. Jestem dumna, że dorównałam profesjonalnym reporterom i mam te swoje zdjęcia….

 

HelikopterSkrzyczne.JPG

 

 

 

HelikopterRemontKolejki.JPG

 

 

 

Owieczka.JPG

Niedawno ostrzyżona owieczka też była zdziwiona akcją helikopterową, ale raczyła zwrócić i na mnie uwagę, łaskawie…I jeśli kto mówi, że zwierzęta nie myślą…poczułam się zaszczycona.

 

 

PazurPanKot.JPG

A potem jak zwykle spotkałam pana, którego już znam od dawna. Mieszka w starej klimatycznej chałupce przy drodze na przełęcz zwaną Siodłem, która wiedzie na Skrzyczne a i też do Szczyrku…pan zwykle zapracowany, a to sianko zbiera dla krówek dwóch, czerwonych i zawsze czyściutkich. Podkreślam to, że czyściutkich, bo na wschodnich rubieżach Polski zwykle oblepione mają brzuchy, zresztą nie są czerwone, są innej rasy….a to pan gromadzi skorupki z jaj i suszy na wietrze i słońcu- nie zapytałam w jakim celu, ale może jeszcze kiedyś zapytam. A to ciągnie jakieś gałęzie. Gdy nadchodzę, zawsze się do mnie ładnie uśmiecha i pozdrawiamy się nawzajem. Tym razem  siedział sobie z kotem na kolanach, wystawiając twarz do zachodzącego za Skalitem słońca. Widok był tak malowniczy, że serce mi się ścisnęło, że malować nie umiem. Ale od czego aparat foto stale ulokowany w kieszeni( oj dobry do wynalazek te małe aparaciki). Zapytałam grzecznie, czy zdjęcie mogę zrobić. Zgodził się z uśmiechem. Piękna to scenka, prawda?

A zapomniałam dodać, że potem widziałam dwa młode baraszkujące koty, ale uciekały z kadru. Miały ryże i czarne łaty na białym tle. Pewnikiem dzieci tego co na kolanach siedzi.

 

 

 

Księżycgodz19dn8.10.2013.JPG

 

 

A przed wieczorem, gdzieś ok 19,30 jak zwykle wyszłam przed chałupkę i zobaczyłam, to co dało się utrwalić….Po chwili już księżyc powędrował za Skrzyczne. Bozia widać mi ofiarowała takie widoki….A jeszcze na koniec opowiedzieć muszę, że o 5,30 następnego dnia zobaczyłam mgły nad Kotliną Żywiecką a nad głową wielkie przepastne czarne niebo usiane gwiazdami

Beskidzkie spotkanie z salamandrą plamistą.

 

Moja rozmówczyni na beskidzkiej drodze ku przełęczy Siodło wiodącej z Godziszki do Szczyrku

 

 

Nie lubię, jak mnie nazywają płazem ogoniastym. Wolę być salamandrą ale najbardziej jaszczurem ognistym lub jak mówili Persowie” żyjącą w ogniu” – powiedziała.

  Zwykła urządzać nocne imprezy ale tym razem wyszła na spacer w dzień. Może wiedziała, że się spotkamy…

Przypominała gumową zabawkę z mojego mglistego już dzieciństwa. Lśniła asfaltową czernią ozdobioną jaskrawożółtymi plamami na grzbiecie.

Gdy mnie zobaczyła, zachowała się jak zwykle. Nie uciekała. Znieruchomiała. Usiłowała  wtopić się w tło. Oczywiście na szarej drodze wiejskiej było to zupełnie niemożliwe. Zrobiłam zdjęcie.

Czułam się dziwnie, bo stale czułam jej wzrok.  Może usiłowała  mnie zahipnotyzować? Chyba jej się to udało, bo zaczęłam z nią rozmawiać…

– Jestem samotnym drapieżnikiem – powiedziała. – Wiem, że jestem piękna i niepowtarzalna. Na całym świecie żadna z nas nie ma takiego samego układu żółtych lub pomarańczowych plam. Mam rodzinę w różnych krajach Europy. Uwielbiamy Hiszpanię , Francję, Szwajcarię. W Polsce mieszkamy jedynie w niskich partiach nieomal wszystkich gór. Bardzo lubimy wilgotne lasy bukowe.

Nie lubimy podróżować, więc nie zapuszczamy się w północne okolice kraju. Zapytałam dlaczego, ale odpowiedzi nie otrzymałam.

Ale za to kontynuowała opowieść.

– Opowiadali mi dziadkowie, że Persowie nazywali mnie „ Żyjąca w ogniu”. Takie nazwy mi się podobają , podobnie jak nazwa jaszczur ognisty… Kiedyś polubiłam pewne miejsce pod Tatrami, w sąsiedztwie ciepłych źródeł. Miejscowi nazwali to miejsce Jaszczurówką. Jestem z tego dumna.

 W pewnej chwili ziewnęła szeroko i zobaczyłam  dwa rzędy drobnych zębów oraz zęby na środku podniebienia.

Przeciągnęła się. – Niedawno zbudziłam się z zimowego, dość długiego snu – oznajmiła.

– Jestem dość leniwa, nie poluję na ruchliwe owady, zadawalam się nagimi ślimakami.

Teraz dla ochłody zanurzę w wodzie strumyka  moje czteropalczaste przednie i pięciopalczaste tylne nogi. Nie umiem pływać, więc wybiorę jakieś płytkie miejsce na płaskich kamieniach…

 Chciałam się pożegnać. Wyciągnęłam dłoń. – Uważaj – powiedziała. – Moje gruczoły produkują jad. Dla ludzi nie jest groźny, ale może podrażnić skórę lub oko.

Mój jad podobno przyjemnie pachnie – rozmarzyła się. – Pachnie waniliowym ciastkiem. Moje toksyny mogą też pomagać w medytacji, ułatwiają wchodzenie w trans oraz powodują halucynacje.

 

Nie dotknęłam tej pięknej gumowej nibyzabawki, zjawiskowo kuszącej  asfaltową czernią i   żółtymi jaskrawymi plamami .

A może dotknęłam. Kto to wie? 

 

 

 

Pozdrowienia z Kotliny Żywieckiej.

Ten tekst znalazłam wśród  moich starych artykułów zamieszczonych w portalu MM Gorzów pod nickiem Łuka. Dzisiaj jest dla mnie dzień leniwy, refleksyjny , rozmarzony, dzień powrotów……

 

 

Babia Góra płonie o świcie. Zdjęcie własne.

 

Od urodzenia mieszkam w Gorzowie.

Są wczesne lata 50 ubiegłego stulecia. Nadchodzą wakacje.

I znowu czekam na wielkie spotkanie, coroczną cudną przygodę.

Oto wyjeżdżamy  w miejsce magiczne.

Tam urodziła się moja Mama…

Żegna nas gorzowski dworzec kolejowy. Nie boimy się przepełnionych pociągów, przesiadek na trasie,  wielkich bagaży. Miejsca nie zawsze wolne w przedziałach czekają. Często jest do dyspozycji miejsce stojące na korytarzu, w wielkim tłoku, zwykle w pobliżu WC. Śpię na jakimś tobole.  I budzę się o świcie, jak zwykle. Tato mówi, jesteśmy  przed Pszczyną. Zrywam się całkowicie wypoczęta i podniecona. Przecież z tego miejsca już widać góry. Moje góry. Tajemnicze, niezmienne od wieków, moje piękne…

Jeszcze jedna przesiadka w Bielsku. Pociąg do Żywca przekracza Bramę Wilkowską i zanurza się w Kotlinie Żywieckiej. Sunie sapiąc wyznaczając żelazne granice   pasma Magurki, które jest  długim łagodnym grzbietem Beskidu Małego.

Potem czeka wujek z parą pięknych koni i wsiadamy do najprawdziwszej  bryczki. Jedziemy  przez łagodne tereny, przez strumyki kamieniste. Wujek rozmawia z końmi. Wykonują jego słowne polecenia. Konie są jego wielką miłością.

 A panorama na całą Kotlinę leży otwarta jak wielka księga.

Jesteśmy u celu.

Jesteśmy we wsi pod Skrzycznem, gdzie rezyduje już inne pasmo górskie-  Beskid Śląski .

 Wracam w to miejsce często. Zawsze z tą samą radością ze spotkania.

Staję na progu chałupy położonej ok. 500 m n.p.m.

Nieomal u stóp rozciąga się wielka przestrzeń otoczona górami z lśniącą linią Jeziora Żywieckiego na linii horyzontu. Góry widziane z tej perspektywy wydają się niewielkie.

 Podziwiam jeszcze jedno, trzecie  ramię górskie obejmujące tę Kotlinę. Jest to Beskid Żywiecki z dostojną, niby prawdziwa baba w zapasce i tak samo chimeryczną Babią Górą. Właśnie we wschodzącym  słońcu  Babia bierze poranną kąpiel… I cała różowa w różowym peniuarze pozuje do zdjęcia…

 Rozmyślam o historii tego miejsca. Ileż ludów  wędrowało tędy z południa na północ.

Ok. 5000 lat temu z ziem nad Dunajem leżących przybyły grupy ludności neolitycznej. Zostały w tej ziemi liczne ich ślady. W III w. p. n. e dotarli tam Celtowie wnosząc umiejętności  obróbki żelaza. Potem kupcy rzymscy wędrowali nad Bałtyk tzw. szlakiem bursztynowym. I wreszcie w VII wieku pojawili się Słowianie. Powstały szlaki solne… Tereny te pamiętają Polskę Piastów, panowanie  niemieckie, własne Państwo Żywieckie, najazdy Szwedzkie, zabory. Pamiętają  licznych  królów polskich i cesarzy pamiętają… Dzieje były zawiłe, długie historie by opowiadać… pozostały liczne ślady dawnych czasów i wielkie tradycje walki o polskość.

 Patrzę na sąsiadujące dwie niewielkie  góry usadowione przed Skrzycznem. Jedna to Niesłychany Groń ( ależ nazwa !) a druga to Palenica. Palenica ma charakterystyczny stożkowaty kształt. Takich Palenic jest w górach sporo. Ponoć na większości z nich zapalano ognie w czasie przemarszu wojsk i w ten sposób przekazywano sobie informacje…

 Zawsze mnie wita i żegna niesamowity  ciekawski kot sąsiadów. Wygląda tak, jakby zakładał maskę wenecką. Czy widział ktoś podobnego kota?

Tutaj wszystko jest inne…