Pan Profesor Witold Ramotowski- nasz Przyjaciel. ( 3 )

 

Powtarzam wyjaśnienie. Zanim się zdecydowałam na opowiadanie o Panu Profesorze Witoldzie Ramotowskim, przeżywałam chwile wahania. Czy się zgodzi, bo jest Człowiekiem bardzo Skromnym? i jakby w telepatycznej łączności ze mną łażącą samotnie po drogach leśnych , nie samotnie, bo z wątpliwościami, niespodziewanie zadzwonił Pan Prof. Dziękował za to, że Go odwiedzamy. Podjęłam dręczący mnie temat. Nieśmiało zapytałam, czy się zgadza na moje wpisy- opowieści  w tym blogu z użyciem Jego nazwiska oraz zdjęć.  Zgodził się bez wahania, nawet podziękował, co mnie wzruszyło. Wie jak piszę, czytywał mój blog i opatrywał cennymi komentarzami. Więc ma do mnie zaufanie.   I tak to za namową wieloletniej asystentki Profesora, dr Joasi Suchockiej i Mirka- dziergam swoją opowieść o naszych wspólnych czasach i o tym co usłyszeliśmy  z ust Pana Profesora- Legendy Polskiej Ortopedii, Człowieka Niezwykłego o wielu pasjach i kochającego ludzi…..

 

profcio,2009.JPG

Pan Profesor Witold Ramotowski, zawsze bacznie słuchający człowieka…zdj własne sprzed może 3 laty….

 

Warszawska ulica, jedna z wielu, a jakże inna,  dotychczas mi nie znana, zamknięta magiczną Chełmską , gdzie jak wspomniałam, Wytwórnia filmów i kawał życia Profesora. Ale filmach, które robił będzie kiedy indziej. Nie da się wszystkiego zmieścić w krótkiej opowieści ani tym bardziej zachować porządku chronologicznego. Tak więc będę opowiadała chaotycznie, to co mi akurat przyjdzie do głowy. Bo tłoczą się w niej takie ilości wspólnych chwil spędzonych z Profesorem i Jego opowieści, że  mogę wybierać jak rodzynki z pysznego ciasta pachnącego drożdżami.

A więc ostatni pokój po lewej . Cisza. Wchodzę. Jest poobiednia sjesta, Profesor na krześle przy  niewielkim stoliku. Na stoliku magnetofon, butelka z wodą i może jakiś drobiazg- nie pomnę. Widzę tylko Jego, naszego Przyjaciela. Ogolona głowa, bo tak higieniczniej przy wielkich upałach ,  zmienia Jego wygląd na starczy ale jednocześnie modern- wszak młodzi dziś też golą głowy. A może to wrażenie smuty, które mnie ogarnęło jest spowodowane tylko tym, że Profesor nie ma na nosie okularów i dlatego wydaje mi się taki nagi i bezbronny. Siedzi nieruchomo, wyprostowany, elegancko ubrany, wytworny, ma  słuchawki na uszach, i jest bardzo zasłuchany, skoncentrowany na tym co się dzieje pomiędzy słuchawkami a Jego rozumem czy wyobraźnią.  Ta refleksja o Jego wyglądzie trwa ułamek sekundy zaledwie, ale jest tak silna, że przedstawiony obraz mam zapisany w oczach. Zbliżam się, obejmuję  szerokie ramiona, lekko przytulam głowę do jego twarzy.  A On mówi, Zochna. Tak jak zawsze, zawsze tak na mnie mówi . Poznaje mnie  , nie wiem czy po głosie, czy dotyku, czy może zapachu. Tak, na pewno poznaje mnie po zapachu naszego Gulczewa, mojego wielbionego  lasu i Jego ukochanej rzeki nad którą ma domek. Taką działkę wybrał, bo jest urodzonym wodniakiem, tak więc Profesor poznaje mnie po tych zapachach,  które noszę w sobie .

Potem przywitanie z Mirkiem. Równie czułe i wylewne. Nie wstydzimy się tych gestów. Przytuleń, dotknięć  czy nawet dłuższego trzymania dłoni w dłoni. Już jesteśmy poza podejrzeniami , że te czułości mają jakiś podtekst. Po prostu wszyscy pragniemy tego samego, jeszcze bardziej niż w młodości. Pragniemy czyjejś obecności, czułości i dotyku.

I jest radość. I już płoną Mu oczy, piękne i mądre. Zdejmuje słuchawki,  wyłącza odtwarzacz. Jak zawsze, wszystkie czynności wykonuje po kolei, bez chaosu, który np. jest we mnie- kilka tematów otwartych na raz. Profesor ma wszystko poukładane w głowie. Inaczej nie mógłby skutecznie operować pacjentów.  Choć czasami ucieka od głównego tematu rozmowy w jakąś dowcipną dygresję ale zaraz wraca do opowieści, by ją zakończyć. Ogólnie jest bardzo szybki w działaniu . I tu przypominam partie szachów które rozgrywał z Mirkiem. Siadywali przy niskim stole tzw.  ławie w Gulczewku, jak nazywał naszą nadbużańską oazę, czy Azyl ( altanka) i Mirek zwyczajowo długo, bardzo długo myślał nad każdym ruchem. A Profesor oczekując na decyzję Mirka, zrywał się niecierpliwie i krążył po swoim dużym pokoju patrzącym na rzekę. Pomimo tych trudności,  nieharmonijności obu panów w decyzjach jaki wykonać ruch szachowy, zasiadali do tej gry często….cdn.

 

P7120091.JPG

Widok z okna Pana Profesora oglądamy w zoomie ap foto. Tzw „cofka” na Bugu i sejmik bociani na półwyspie….zdj wlasne

 

Pan Profesor Witold Ramotowski- nasz Przyjaciel. ( 2 )

Dom pobytu dziennego i całodobowego Bobrowiecka.jpg

Tak ma wyglądać starość…- plakat witający w holu 

 

Najpierw wyjaśnienie. Zanim się zdecydowałam na opowiadanie o Panu Profesorze Witoldzie Ramotowskim, przeżywałam chwile wahania. Czy się zgodzi, bo jest Człowiekiem bardzo Skromnym? i jakby w telepatycznej łączności ze mną łażącą samotnie po drogach leśnych , nie samotnie, bo z wątpliwościami, niespodziewanie zadzwonił Pan Prof. Dziękował za to, że Go odwiedzamy. Podjęłam dręczący mnie temat. Nieśmiało zapytałam, czy się zgadza na moje wpisy- opowieści  w tym blogu z użyciem Jego nazwiska. Zgodził się bez wahania, nawet podziękował, co mnie wzruszyło. Wie jak piszę, czytywał mój blog i opatrywał cennymi komentarzami. Więc ma do mnie zaufanie.   I tak to za namową wieloletniej asystentki Profesora, dr Joasi Suchockiej i Mirka- dziergam swoją opowieść o naszych wspólnych czasach i o tym co usłyszeliśmy  z ust Pana Profesora- Legendy Polskiej Ortopedii, Człowieka Niezwykłego o wielu pasjach i kochającego ludzi…..

 

 

Jedziemy  więc w ten sierpniowy dzień , z Mirkiem, samochodem przez ledwie dyszące upałem miasto do Pana profesora Witolda Ramotowskiego. Aktualnie przebywa a rehabilitacji, wzmacniając siły i kondycję . Enklawa schludnych gmachów  w ładnym choć niewielkim parku zamknięta Chełmską, gdzie wytwórnia filmów w której Pan Profesor spędzał wiele godzin kręcąc filmy naukowe, żywiąc się chałwą i mlekiem z butelki- jak opowiadał. Filmy to była Jego pasja, o której opowiem później. Witają nas wysokie drzewa i równe alejki ławkami objęte. Na placyku pomiędzy gmachami widzimy tłumy  żywiołowej młodzieży, bo jest tu jakaś prywatna szkoła wyższa. Miasto i młodość tętni aż nam krew szybciej krąży w wiekowych żyłach.

Za drzwiami otwiera się przed nami chłodne eleganckie wnętrze. Portiernia, recepcja, na dole jakieś laboratoria, winda. I już trzecie piętro, gdzie toczy się życie w swoim tempie, własnym  zwolnionym filmie aż do zatrzymania w kadrze. Ale na razie żyjemy, jeszcze kadry naszej codzienności się przesuwają .  Pachnie dobrymi środkami czystościowymi., uśmiechają się panie pielęgniarki, idę korytarzem, do końca. Po drodze w otwartych drzwiach jednego z pokojów, tkwi wózek inwalidzki i siwowłosa pani na nim rozpaczliwie mnie wzywa. Podchodzę. Ona woła dalej tragicznym głosem,  że jest sama, że nikt jej nie odwiedza i że już pora zmienić pampersa.  Wracam więc do dyżurki pielęgniarskiej. Mówię. Słyszę odpowiedź- ta pani tak ma, zaraz przyjdzie do niej córka a niedawno została przebrana. Idę z powrotem. Drzwi już zamknięte. Cisza za nimi. Zamknięta starość za drzwiami. Tak wygodnie. Zamknąć drzwi, nie słuchać co się za nimi dzieje. Można wtedy iść dalej i nie pamiętać, nie myśleć o pomocy tym starym czy bardzo chorym, a także o swojej przecież tak nieodległej perspektywie….pozostaje wzruszenie ramion, obojętność a może tylko bezsilność wobec upływu czasu …. cdn 

 

FilmowaPrzestrzeńEdukacyjnaNaTerenieWytwórniFilmowDokumentalnych i Fabularnych.jpg

Filmowa przestrzeń Edukacyjna Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych przy ul. Chełmskiej w Warszawie.

 

 

Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych –jedna z najstarszych w Polsce wytwórni filmowych, znajdujących się w Warszawie przy ul. Chełmskiej 21. Powstała w 1949 roku. Początkowo realizowała filmy dokumentalne oraz Polską Kronikę Filmową. Obecnie uczestniczy w produkcji wielu polskich filmów fabularnych.

Zdj i tekst z netu ( Wikipedia)

Pan Profesor Witold Ramotowski – nasz Przyjaciel

prof.JPG

Pan Profesor Witold Ramotowski na swojej ukochanej działce nad Bugiem, w Gulczewie. Kroczy zamyślony – na pewno roją Mu się nowe pomysły zespoleń kości- stale nam o nich opowiada- jest przez nas kochany i Wspaniały….

zdj własne sprzed roku

 

Ostatnio dużo myślimy rozmawiamy m.in. z Mirkiem, Joasią Suchocką , Jolką Zdanowicz, Grażyną Konopielko,  o naszym Sąsiedzie działkowym, Przyjacielu i Opiekunie – Panu Profesorze Witoldzie Ramotowskim. I chciałabym o Nim opowiedzieć, tak zwyczajnie po ludzku, bo jest Niezwykły…..

w necie znalazłam ten artykuł  i pozwoliłam sobie skopiować :

 

http://www.polskieradio.pl/7/15/Artykul/809462,Chirurdzy-%E2%80%93-oto-jak-naprawde-wyglada-ich-praca

2013 r.

 

Chirurdzy – oto, jak naprawdę wygląda ich praca

Ostatnia aktualizacja: 25.03.2013 10:30

Polska ortopedia obchodzi w tym roku swoje stulecie. Bohaterowie reportażu „Chirurdzy”, czyli lekarze z Kliniki Ortopedii i Traumatologii Centralnego Szpitala MSW codziennie udowadniają, że ratowanie ludzkiego życia może stać się prawdziwą pasją.

      Ireneusz Kotela, kierownik kliniki ortopedii Centralnego Szpitala MSW opowiada, że oddział ma 42 łóżka. – Czasami są niestety dostawki, szczególnie w okresie urazowym. W każdym gabinecie lekarskim mamy portrety naszych znakomitych poprzedników – dodaje.  

Jedną z legend szpitala, ale i całej polskiej ortopedii jest Witold Ramotowski, emerytowany ordynator oddziału ortopedii Centralnego Szpitala MSW, twórca metody leczenia złamań przy pomocy stabilizatorów (wszytych pod skórę lub przymocowanych na zewnątrz) nazywana zespol. – Pamiętam, jak zastosowaliśmy ją po raz pierwszy u pacjenta po wypadku samochodowy zastosowali nowatorką metodę. I spotkałem go jakiś rok temu na stacji benzynowej. To on mnie poznał i podszedł się przywitać – opowiada Witold Ramotowski.

Legendarny już ortopeda na medycynę trafił przypadkiem. – Po przyjeździe do Warszawy chciałem zdawać na Politechnikę, ale trafiłem na wykład o mechanice serca, który tak mnie zafascynował, że zmieniłem plany – wspomina.

Przez lata medycyna, w tym ortopedia poczyniły niezwykły postęp. Jak tłumaczą bohaterowie reportażu – coraz więcej  zadań wykonują skomplikowane maszyny, dzięki czemu operacje są coraz mniej inwazyjne, a zaczynają raczej przypominać „myjnię bezdotykową”.

Czym grozi zaszycie skarpety w stopie, jak wygląda pies z przeszczepionymi nogami, z czego słyną ortopedzi? Zapraszamy do wysłuchania reportażu Ewy Michałowskiej „Chirurdzy”. (ei)

 

 prof (2).JPG

 

Moja nieudolna  fotografia dyplomu, która wisi w jadalni domku Pana Profesora nad Bugiem

 

 

Jest upalny sierpień 2017. Warszawa dyszy z gorąca. Jadę na ul. B. odwiedzić naszego Wielkiego Przyjaciela,   91 letniego profesora ortopedii Witolda Ramotowskiego. Właśnie odbywa rehabilitację w eleganckim ośrodku.  Na szczęście , mówimy, to chwilowy pobyt w celu wzmocnienia kondycji, ale w tym wieku dłuższy pobyt poza domem jest wyzwaniem, Trzeba się borykać z myślami, że życie się kończy. Jest pozornie  pogodzony, tylko czasami w telefonie Jego głos brzmi rozpaczą- Och, Zochna jaka starość jest trudna….. Takie życie moi mili….

 

Ddobre.JPG

Oto Dłonie Wielkiego Chirurga… moje foto….Pan Profesor Witold Ramotowski .