Powtarzam wyjaśnienie. Zanim się zdecydowałam na opowiadanie o Panu Profesorze Witoldzie Ramotowskim, przeżywałam chwile wahania. Czy się zgodzi, bo jest Człowiekiem bardzo Skromnym? i jakby w telepatycznej łączności ze mną łażącą samotnie po drogach leśnych , nie samotnie, bo z wątpliwościami, niespodziewanie zadzwonił Pan Prof. Dziękował za to, że Go odwiedzamy. Podjęłam dręczący mnie temat. Nieśmiało zapytałam, czy się zgadza na moje wpisy- opowieści w tym blogu z użyciem Jego nazwiska oraz zdjęć. Zgodził się bez wahania, nawet podziękował, co mnie wzruszyło. Wie jak piszę, czytywał mój blog i opatrywał cennymi komentarzami. Więc ma do mnie zaufanie. I tak to za namową wieloletniej asystentki Profesora, dr Joasi Suchockiej i Mirka- dziergam swoją opowieść o naszych wspólnych czasach i o tym co usłyszeliśmy z ust Pana Profesora- Legendy Polskiej Ortopedii, Człowieka Niezwykłego o wielu pasjach i kochającego ludzi…..

Pan Profesor Witold Ramotowski, zawsze bacznie słuchający człowieka…zdj własne sprzed może 3 laty….
Warszawska ulica, jedna z wielu, a jakże inna, dotychczas mi nie znana, zamknięta magiczną Chełmską , gdzie jak wspomniałam, Wytwórnia filmów i kawał życia Profesora. Ale filmach, które robił będzie kiedy indziej. Nie da się wszystkiego zmieścić w krótkiej opowieści ani tym bardziej zachować porządku chronologicznego. Tak więc będę opowiadała chaotycznie, to co mi akurat przyjdzie do głowy. Bo tłoczą się w niej takie ilości wspólnych chwil spędzonych z Profesorem i Jego opowieści, że mogę wybierać jak rodzynki z pysznego ciasta pachnącego drożdżami.
A więc ostatni pokój po lewej . Cisza. Wchodzę. Jest poobiednia sjesta, Profesor na krześle przy niewielkim stoliku. Na stoliku magnetofon, butelka z wodą i może jakiś drobiazg- nie pomnę. Widzę tylko Jego, naszego Przyjaciela. Ogolona głowa, bo tak higieniczniej przy wielkich upałach , zmienia Jego wygląd na starczy ale jednocześnie modern- wszak młodzi dziś też golą głowy. A może to wrażenie smuty, które mnie ogarnęło jest spowodowane tylko tym, że Profesor nie ma na nosie okularów i dlatego wydaje mi się taki nagi i bezbronny. Siedzi nieruchomo, wyprostowany, elegancko ubrany, wytworny, ma słuchawki na uszach, i jest bardzo zasłuchany, skoncentrowany na tym co się dzieje pomiędzy słuchawkami a Jego rozumem czy wyobraźnią. Ta refleksja o Jego wyglądzie trwa ułamek sekundy zaledwie, ale jest tak silna, że przedstawiony obraz mam zapisany w oczach. Zbliżam się, obejmuję szerokie ramiona, lekko przytulam głowę do jego twarzy. A On mówi, Zochna. Tak jak zawsze, zawsze tak na mnie mówi . Poznaje mnie , nie wiem czy po głosie, czy dotyku, czy może zapachu. Tak, na pewno poznaje mnie po zapachu naszego Gulczewa, mojego wielbionego lasu i Jego ukochanej rzeki nad którą ma domek. Taką działkę wybrał, bo jest urodzonym wodniakiem, tak więc Profesor poznaje mnie po tych zapachach, które noszę w sobie .
Potem przywitanie z Mirkiem. Równie czułe i wylewne. Nie wstydzimy się tych gestów. Przytuleń, dotknięć czy nawet dłuższego trzymania dłoni w dłoni. Już jesteśmy poza podejrzeniami , że te czułości mają jakiś podtekst. Po prostu wszyscy pragniemy tego samego, jeszcze bardziej niż w młodości. Pragniemy czyjejś obecności, czułości i dotyku.
I jest radość. I już płoną Mu oczy, piękne i mądre. Zdejmuje słuchawki, wyłącza odtwarzacz. Jak zawsze, wszystkie czynności wykonuje po kolei, bez chaosu, który np. jest we mnie- kilka tematów otwartych na raz. Profesor ma wszystko poukładane w głowie. Inaczej nie mógłby skutecznie operować pacjentów. Choć czasami ucieka od głównego tematu rozmowy w jakąś dowcipną dygresję ale zaraz wraca do opowieści, by ją zakończyć. Ogólnie jest bardzo szybki w działaniu . I tu przypominam partie szachów które rozgrywał z Mirkiem. Siadywali przy niskim stole tzw. ławie w Gulczewku, jak nazywał naszą nadbużańską oazę, czy Azyl ( altanka) i Mirek zwyczajowo długo, bardzo długo myślał nad każdym ruchem. A Profesor oczekując na decyzję Mirka, zrywał się niecierpliwie i krążył po swoim dużym pokoju patrzącym na rzekę. Pomimo tych trudności, nieharmonijności obu panów w decyzjach jaki wykonać ruch szachowy, zasiadali do tej gry często….cdn.

Widok z okna Pana Profesora oglądamy w zoomie ap foto. Tzw „cofka” na Bugu i sejmik bociani na półwyspie….zdj wlasne





