W bibliotece michałowickiej na regale z literaturą chińską, znalazłam dość obszerną książkę ( 766 stron) wydaną w Polsce w 1994 roku, z zapowiedzią na obwolucie „ Klasyczne dzieło literatury chińskiej XVI wieku”. Ponieważ czekały mnie dni spędzane nad Bugiem, skąd do biblioteki lub jakiejkolwiek księgarni daleko, a książka „dobrze się mieściła w dłoni”, zafundowałam sobie fajne wakacyjne czytanie. Pod pojęciem” dobrze się mieściła w dłoni” rozumiem niewytłumaczalne uczucie, którego doznaję, gdy biorę książkę, która potem okazuje się dla mnie ważna. Fluidy, czy co?
Tak więc po wyjeździe 4 letniego wnuka- Wiktorka, który okazał się całkowitym pochłaniaczem mojego czasu, nie licząc oczywiście moich porannych samotnych wypadów do lasu, zabrałam się do lektury.
Gdy w domku zapanowała cisza, rozłożyłam się na kanapie i otworzyłam wypożyczoną książkę pt ” Kwiaty śliwy w złotym wazonie”. Czyta się świetnie. To niewątpliwe. Ten doskonały styl to pewnie także zasługa bardzo zręcznych tłumaczy. Wielki ukłon w ich stronę!!!
Ponadto poradzili sobie z mnóstwem określeń dotyczących nazewnictwa narządów i aktów płciowych , umiejętnie stopniując ich odcienie wulgarności oraz najdelikatniej jak tylko można odmalowywali zachowania kochanków.
Mimo oporów, które rodziły się we mnie od początku czytania, przyzwyczaiłam się do niezliczonych i detalicznych opisów scen erotycznych . Jest ich bardzo dużo, a jak wiadomo wszystko w nadmiarze powszednieje i staje się jakby chlebem powszednim. Tak więc zobojętniałam na te wrażenia.
To tyle na wstępie. Jeśli ktoś jest odważny, niech czyta, niech smakuje a na pewno będzie szczęśliwy jak ja, gdy odkryje, jak mnie się udało, urodę tej książki.
Jak piszą tłumacze- Irena Sławińska-Hu Peifang i Jerzy Chociłowski „ Kwiaty śliwy…” to powieść rzeka. Liczy ona w oryginale sto rozdziałów co stanowiłoby w tłumaczeniu ok. półtora tysiąca stron i dwieście rycin. Do polskiego tłumaczenia wybrano jedynie część dzieła, jednak tłumacze marzą o pełnym wydaniu całości. Podobno tak było z „ Księgą tysiąca i jednej nocy”. Oba dzieła wymagały przygotowania gruntu polskiego odbiorcy. To dzieło chińskie, o którym piszę, wymaga przygotowania polskiego czytelnika nie tylko z powodu kontrowersyjnych treści, ale licznych dygresji, modłów buddyjskich i taoistycznych , poezji , wstawek filozoficznych , prawnych, historycznych religijnych etc.
Powieść „ Kwiaty śliwy…” należy obok „ Dziejów trzech królestw”, „ Opowieści znad brzegów rzek” oraz „ Wędrówki na Zachód” do klasycznych utworów chińskiego średniowiecza. Wymienione trzy dzieła są znane każdemu Chińczykowi, nawet w wersji dla analfabetów. Ale z „ Kwiatami śliwy…”było inaczej. Od początku była traktowana w Chinach jako owoc zakazany. Prze ponad 400 lat wzbudzała namiętne spory, sprzeczne opinie, a nawet obrosła legendami.
Do dzisiaj nie wiadomo, kto jest autorem dzieła.
Na ten temat powstało ze dwadzieścia teorii mniej lub bardziej prawdopodobnych.
Jedna z nich jest najciekawsza i najbardziej znana. Wg niej książka wyszła spod pędzla Wang Szy- czena , który należał do najbardziej znamienitych pisarzy z czasów Mingów. Ciekawy jest jego życiorys, który rzuca światło na zrozumienie tej powieści. Otóż ojciec pisarza został zgładzony niewinnie w wyniku intrygi pewnego cesarskiego ministra. Wang bardzo cierpiał z tego powodu i poprzysiągł zemstę. Wkrótce nadarzyła się okazja, bo ów minister zapytał pisarza , czy nie ma dla niego jakiejś ciekawej książki. Ten przytaknął , chociaż właściwie żadnej nowej swojej książki nie miał . Szybko więc wrócił do domu i zaczął pisać. Gdy skończył, zaniósł ją ministrowi. Ale ponieważ wiedział, że ten czytając odwraca kartki śliniąc uprzednio palec , posmarował narożniki stronic trucizną. Powieść okazała się tak pasjonująca, że minister czytał ją do rana i wtedy poczuł, że drętwieje mu język i zmarł po przeczytaniu ostatniego rozdziału.
Za autorstwem Wanga świadczyć może też fakt, że mimo usytuowania akcji powieści w XII wieku, treść wyraźnie odnosi się do połowy XVI wieku i współczesnej pisarzowi dynastii Mingów. Nazwisko głównego bohatera , Si-men oznacza „ Zachodnią bramę”. Właśnie przy ulicy o takiej nazwie w Pekinie mieszkał ów znienawidzony przez pisarza minister. Powszechnie było wiadomo, że pławił się on w rozpuście i uwielbiał wyuzdane zachowania erotyczne. Tak więc zemsta pisarza polegała nie tylko na uśmierceniu tego ministra ale również ujawnienie jego prawdziwego oblicza.
Przyjmuje się, że książka powstała w okresie pomiędzy rokiem 1522-1566.
„ Kwiaty śliwy…” otworzyły w literaturze chińskiej epokę realistycznej powieści współczesnej.
Powieść ta wzburzyła opinie publiczną w Chinach. Wśród głównych zarzutów stawiano sprośności językowe i opisy scen erotycznych posuniętych do ostatnich granic. Mimo tego, utwór był chętnie czytany, krążył w odpisach wśród uczonych, pisarzy i artystów- którzy uważali, że jest arcydziełem. Sława jej sięgnęła Japonii i Europy, gdzie wkrótce była bardziej znana niż w Chinach. Jest porównywana z „Dekameronem” Boccaccia.
W wielkim skrócie jest to historia życia młodego bardzo zamożnego Chińczyka, zajmującego się handlem ale i polityką. Przewodniczy on bandzie próżniaków i hulaków, posiada prawowitą żonę, pięć konkubin i stale nowe kochanki łącznie z pracownicami domu uciech.
Kolejne rozdziały, to szczegółowe do przesady opisy jego wyczynów erotomana sadysty.
Jeśli w ogólnym znużeniu tym tematem przymknie się oko na owe opisy, pozostaje znakomity obraz ówczesnego społeczeństwa, gdzie powszechne jest przekupstwo, oszustwa i cyniczne wykorzystywanie władzy.
Tak też uczyniłam czytając tę książkę.
I dlatego pozostała we mnie jako pięknie i bardzo obrazowo opowiedziana karta z historii Chin, mam pod powiekami obrazy niezwykłych kobiecych kreacji oraz na języku smak spożywanych przez bohaterów wyśmienitych , oryginalnych dań.
Jest to książka naprawdę warta przeczytania…
