Pogaduszki z wnukami …. i Opowieść Wigilijna Katorżnika Jana

 

Opublikowane w Grudzień 20, 2016 przez Zofia Konopielko Pogaduszki z ….

Dziś przeczytałam ten wpis i powtarzam by moi mogli poczytać po raz wtóry . A może zajrzy tu  jeszcze Ktoś spoza Rodziny ? 

Poza pogaduszkami  z wnukami na końcu wpisu znajduje się  krótkie ,  ale przyprawiające o dreszcz –  wspomnienie Świąt katorżnika – Jana Konopielko , mojego Teścia  ….

Wczoraj dostałam tajemniczego maila. Otworzyłam – a to list od gromadki najmłodszych wnuków. Piszą, że oni też chcą być w tym blogu ….Dzisiaj wszyscy się zeszli, choinkę ubrali , coś tam podgryźli, jak to zwykle, starsza czwórka gdzieś wybyła a maluchy  stanęły kołem wokół babcinego stołu.

Pytam,  kto napisał tego maila.

Ja, przyznała się od razu Maja, to mój pomysł.

I ja dorzucił Wiktor, razem redagowaliśmy.

A czy Wy rozumiecie, co to znaczy redagowanie?

Oczywiście babciu, zachichotali.

My byliśmy redaktorami i redagowaliśmy.

To każde dziecko rozumie.

Nawet ja, dodał poważnie jak swoje 4 lata Patryk. Ja się podpisałem, nie widziałaś, babciu?

A Mikołaj  kliknął wyślij, dodała Majcia.

Mikołaj podjął temat: nie jestem o nic zazdrosny, że oni tu będą – wcale a wcale, bo tylko ja będę zawsze nosił  swoje nazwisko , chociaż Majcia też ma je teraz, ale ona pewnie wyjdzie wkrótce za mąż i będzie się nazywała inaczej.

O co to nie, zaprotestowała Majcia, nigdy się nie wyrzeknę swojego pięknego nazwiska, najwyżej  męża tylko dopiszę. Tak zresztą zrobiła moja mama. I co, łyso ci, Mikołajku.

Chciałam przerwać, ale zacietrzewieni nie słuchali.

Ale jak będziesz miała dzieci, to będą się nazywały jak twój mąż, triumfował Miki. Tak jak jest u nas. Fakt, przyznała skruszona Majcia.

A moje dzieci  będą miały nazwisko moje, taty, dziadka Mirka i pradziadka Janka zakończył Mikuś .

I prapradziadka Wincentego dorzucił Wiktor.

Wiem, bo czytałem w Pamiętniku Jana Konopielko.

Ja wyślę babci swoje wypracowanie klasowe, to dopiero babcia się zdziwi. Nawet pani w szkole i rodzice byli zaskoczeni, że tak potrafię pisać, zmieniła temat  Majusia. W takim razie, Majciu będę niecierpliwie czekała. O tym jak piszesz pięknie to już nawet wróble ćwierkają w Michałowicach.

Ha ha przecież wróble nie potrafią mówić. Zaśmiał się Patryk.

Reszta wymownie milczała , gdy Wiktor powiedział –  on jeszcze mały, i wszystko przyjmuje dosłownie, . Patrysiu, z tymi wróblami, to tak się tylko mówi. Jeśli jest tak, że wszyscy o czymś wiedzą, to można powiedzieć, że nawet wiedzą o tym wróble i o tym ćwierkają . Aha, zrozumiałem, Patryk przyjął postawę myśliciela.

Tak więc będę czekała na maila, od Ciebie Majusiu  i Twoje teksty, pewnie wrzucę je do blogu, niech wszyscy czytają.

Zgoda. A teraz babciu, pozwól że  potańczę, bo uwielbiam tańczyć a długo stać w jednym miejscu nie lubię. Potańcz Maju, wiem, że jesteś w tym dobra. Miałaś zaledwie pół roczku, gdy usłyszałaś muzykę cygańską,  od razu w rytm tej melodii wymachiwałaś rączkami , płynnie, jakbyś tańczyła flamenco. Ok., babciu, potem pogadamy o flamenco, lecę po swoje nagrania.

Wiktorek spokojnie słuchał mojej rozmowy z Mają i wreszcie dorwał się do głosu. Jaki byłeś grzeczny Wiktorku, nie przeszkadzałeś, gdy Majusia gadała.

Bo kobietom trzeba ustępować, burknął.

I zaraz dodał, a ja wyślę Ci babciu mój kalendarz książkowy z całego 2015  roku. Codziennie w nim zapisywałem to, co się wydarzyło. Tak jak dziadek Mirek. Na pewno się ucieszycie, bo fajnie wyszło.

Z przyjemnością obejrzymy ten twój pamiętnik w kalendarzu powiedział Mikołaj. Ja też sobie obiecuję prowadzić taki w tym nowym roku.

Wszyscy będziemy kronikarzami, opiszemy naszą rodzinę.

Patryk zaraz się włączył, a ja już mam taki kalendarz i będę na razie w nim rysował scenki z całego dnia, to co najważniejsze, ale niedługo też będę zapisywał. Niech dziadek będzie ze mnie też dumny.

Dziadek Mirek już jest z was dumny, jak paw.

Oooooooo pawie widzieliśmy w Uniejowie, wszyscy wykrzyknęli.

Dziadek będzie pawiem, hahaha.

Chociaż dziadek do pawia nie jest podobny, oderwała się od swoich figur tanecznych Majusia i filuternie się zaśmiała.

Tak, pawie widzieliśmy wszyscy i już tęsknimy za Uniejowem, odparłam.

A teraz kochane najmłodsze wnuki chciałam was zaprosić . Zainteresowali się wielce, licząc widać na jakieś ciekawe wydarzenie zabawowe. Nie, to nie będzie zabawa.

 Teraz przeczytamy fragment pamiętnika waszego pradziadka Jana Konopielko.

Wiemy, mamy ten pamiętnik powiedzieli wszyscy zgodnym chórem.

Fajnie, że jest wydrukowany, ma ładną okładkę ze złotym napisem a w środku tyle naszych zdjęć.

Nawet ja tam jestem, powiedział Patryk, widziałem to zdjęcie, jestem taki mały, że umiem tylko pełzać po ziemi.

Tak wszystkie zdjęcia są super, babciu.

Lubimy ten pamiętnik, oglądamy sobie, jak już znudzą się nam zabawy, zwłaszcza wieczorem – to wtedy  rodzice nam czytają.

A teraz już będziemy czytali sami, chociaż to miło słuchać, jak czytają rodzice powiedział Mikołaj.

Otwieramy więc Pamiętnik Jana Konopielko i czytamy o tym, jak go niesłusznie oskarżono.

Rosjanie, to byli, prawda babciu, rzekł Wiktor.

Tak, Wiktorku to byli źli Rosjanie, bo są też dobrzy.

Ci źli nie lubili Polaków a szczególnie takich, którzy byli wykształceni i którzy dbali, żeby nasz kraj nie  umarł.

A pradziadek Janek był nauczycielem. I co, chciał walczyć o Polskę? Spytała Majusia.

Jeszcze więcej, on uczył dzieci naszego języka i opowiadał historię Polski. Taką prawdziwą historię powiedział Wiktor. Wiem coś na ten temat, słucham w telewizji mówią o tym, żeby uczyć innej historii niż ta prawdziwa.

Masz rację, Wiktorku, może tak być i wtedy babcia będzie wam opowiadała jak było naprawdę.

Tak jak kiedyś opowiadała mi moja mama, powiedziałam.  Babcia Stefa?- tak Mikołajku babcia Stefa.

Też była nauczycielem, poważnie potwierdził Patryk.

Tak więc dziadek Janek jako polski nauczyciel był uważany za wroga Rosjan i dlatego go aresztowano. Mama nam czytała jak był w więzieniu i jak potem jechał daleko do jeszcze gorszego więzienia.

Tak, do łagru  w dalekiej tajdze, Mikołajku.

I tam tęsknił za rodziną i za Polską.

I tam były święta bez najbliższych.

I nie został w dalekiej zimnej krainie , wdeptany w błoto jak mój wujek.

Oooo babciu, o tym twoim wujku nie wiemy. Kiedyś wam opowiem.

Pradziadek Janek ocalił życie i po 12 latach wrócił do Polski,  do swojej żony i do synów..

Jak myślicie?  Dlaczego tam nie umarł.

Bo był silny, odparł Mikołaj.

Zdrowy a nawet zahartowany dodała Majusia.

Bo kochał  rodzinę i chciał żyć dla swoich synów szepnął Wiktor.

Tak, tak synów, takich jak my, tata nas też bardzo kocha , uzupełnił Patryk.

To teraz cisza, kochani, czytamy:

 „….  Swoje święta, jak : Wielkanoc i Boże Narodzenie spędzałem przeważnie wieczorem po pracy.

Siadałem gdzieś w kąciku nary, wyjmowałem dwie pajki chleba po 350 gram i dwie porcje cukru po 27 gram.

Wszystko to układałem na białym ręczniku i stawiałem blaszaną miseczkę kawy. Osładzałem ją jedną porcją cukru, a drugą porcją posypywałem już pokrojony chleb.

Żegnałem się i zacząłem spożywać swoje zaoszczędzone dary w ciągu ostatniego dnia. Myślami byłem wśród żony i synów, rodziców, braci i sióstr.

Jak oni spędzą ten wieczór – czy są zdrowi i żywi.

Jak upływa życie kochanej żonie i kochanym synom?

Z pewnością lepiej niż mnie. Pragnąłem, żeby wytrzymali to nieszczęście.

Ja nie dopuszczam myśli, że się z nimi nie zobaczę.

Jestem tego zdania, że niewinna kara nie będzie taka bezlitosna.

Jeszcze się – Kochani- zobaczymy i wspólnie będziemy się cieszyli przy jednym stole.

Oby się te marzenia ziściły.

Oblewałem rzewnymi łzami te myśli i błogo mi się robiło, że jeszcze żyję, że najgorsze mam już za sobą.

   Wigilijną wieczerzę Bożego Narodzenia 1948 roku kończę.

Wszystek chleb ocukrzony zjedzony i wypita słodka kawa. Zasypiam z myślami , że jestem z Wami…..”

5 Replies to “Pogaduszki z wnukami …. i Opowieść Wigilijna Katorżnika Jana”

  1. Wzruszające i pełne ciepła są z Twoje słowa. Moja mama w czasie okupacji prowadziła tajne nauczanie. Pozdrawiam serdecznie .

  2. Od lat przyjaźnię się z Panią Profesor z Krasnojarska – Ludmila Klimatskaya – która dwukrotnie zorganizowała wyjazdy higienistów i epidemiologów na kongresy naukowe do Listwianki oraz do Ułan-Ude. Tutaj wstawiam z Wikipedii: „Listwianka (ros. Листвянка) – osiedle typu miejskiego w obwodzie irkuckim Rosji, nad brzegiem jeziora Bajkał, w pobliżu miejsca, gdzie rzeka Angara bierze swój początek z Bajkału. Nazwa pochodzi od rosyjskiej nazwy modrzewi (ros. Лиственница), które są istotnym składnikiem przyległej tajgi. W miejscowości znajduje się Instytut Limnologiczny, prowadzący badania naukowe biologii, hydrologii i geologii Bajkału. Przy Instytucie ulokowano Muzeum limnologiczne z bogatą ekspozycją poświęconą Bajkałowi.” Byłem w tym Muzeum i dokładnie poznałem Jezioro Bajkał, objechałem je m.in. wokół koleją, którą budowali na przełomie XIX i XX wieku zesłańcy z Polski. Pływałem też wielokrotnie statkiem po Jeziorze Bajkał. Znam też dobrze Irkuck. Tutaj wstawka z Wikipedii: „Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny – kościół w Irkucku (ros. Иркутский римско-като­лический костёл во имя Успения Пресвятой Девы Марии) wzniesiony w latach 1881-1884 na miejscu drewnianego kościoła katolickiego zbudowanego w 1826 roku, który spłonął w wielkim pożarze Irkucka w lipcu 1879 roku[1][2]. Kościół nazywany jest także „kościołem polskim” (ros. Польский костёл), gdyż powstał dzięki zamieszkałym w Irkucku zesłańcom powstania styczniowego (1863-1864)[3], oraz ze względu na zewnętrzne wykończenie z klinkieru „kościołem czerwonym” (ros. Красный костёл).” Kolejna wstawka z Wikipedii: „Muzeum Krajoznawcze Obwodu Irkuckiego (ros. Иркутский областной краеведческий музей) – muzeum w Irkucku, najstarsze na Syberii, jedno z najstarszych w Rosji[1], będące publiczną placówką kultury obwodu irkuckiego. Muzeum składa się z sześciu wydziałów badawczych: wydziału historii, wydziału przyrody, wydziału wystaw, wydziału funduszy, wydziału metodyczno-informacyjnego i biblioteki.” Wszystko to dokładnie zwiedziłem. W Listwiance, znanej miejscowości nad Bajkałem, z wieloma lokalami restauracyjnymi, zapadło mi trwale w pamięć następujące wydarzenie. Szliśmy do restauracji i zdziwiliśmy się wielce, że witają nas nad wyraz serdecznie kelnerzy, w głębokich ukłonach, zapraszając do wejścia. W środku przygotowane starannie stoły uginają się od wykwintnych potraw. Po chwili zorientowaliśmy się w czym rzecz. Podjechało kilka niezmiernie „wypasionych” limuzyn, z których wysiedli grubi panowie z bardzo grubymi złotymi łańcuchami wokół szyi. Ten, który wyglądał na herszta dał od razu w mordę innemu, podobnie wyglądającemu, co tamten przyjął z wielką pokorą. Chodziło o to, aby wszyscy w restauracji dobrze wiedzieli kto jest najważniejszy i do którego należy podchodzić z najwyższą czcią. I bardzo ważna uwaga: na zewnątrz w tych wypasionych limuzynach siedzieli stale kierowcy, a silniki w tychże limuzynach były cały czas zapuszczone! Już wiadomo kto to był i komu się tak nieustannie kłaniano. Zjedliśmy dobrze, i to za darmo, i opuściliśmy tą restaurację, najwyraźniej cały czas byliśmy traktowani przez kelnerów jaki ci, których „pierwszy” łaskawie zaprosił na obiad. Ale cały czas, podczas tych niezwykle ciekawych podróży wokół Bajkału, pamiętałem o polskich katorżnikach, którzy cierpieli tam długie lata, szczególnie dotkliwie w okresie zimy.

  3. Dzień dobry,
    przeczytałam wpis i interesuje mnie kwestia pamiętnika Jana Konopielki. Polskie Towarzystwo Ludoznawcze posiada zbiór wspomnień Sybiraków zbierany na początku lat 90. XX w., nad którym obecnie pracuję wraz z profesorami historii UWr, w archiwum są też wspomnienia Jana Konopielki (ur. 1906 r.). Jeśli jest szansa, że należą do Pani teścia, czy mogłabym prosić o kontakt mailowy na adres: marcelina.jakimowicz@gmail.com
    Z wyrazami szacunku,

Pozostaw odpowiedź WnuczkaJulia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *