Pamiętnik mojego teścia – Jana Konopielko ( 5 ). Spełnione marzenie.

 Pamiętnik Jana Konopielko ur.12 lutego 1906 r w Kołpiei, zmarłego 22 grudnia1985 w Olsztynie .

Spoczywa na Cmentarzu w Lidzbarku Warmińskim obok swojej żony-

Heleny z d. Wojciul….

                                                                              Jan Konopielko

                                                                               Nauczyciel w  Sukniewiczach,

                                                                                pow. Oszmiański

Mój życiorys. Część pisana przed II wojną światową.

Po ukończeniu trzech kursów seminarium nauczycielskiego w Borunach przeniosłem się do państwowego seminarium nauczycielskiego w Wilnie. Przyczyną przeniesienia był brak w seminarium boruńskim czwartego i piątego kursu.

    W czasie wakacyj po ukończeniu trzech kursów byłem u księdza dziekana w Żupranach – prosiłem go, by się przyczynił do przedłużenia mi stypendium na okres dwóch lat pobytu w Wilnie. Moje dotychczasowe stypendium było przeznaczone tylko dla uczniów seminarium nauczycielskiego  w Borunach. Więc dlatego , że się przeniosłem do Wilna musiałem usilnie prosić swego opiekuna, by wpłynął na posiedzeniu księży o przelanie tego stypendium na seminarium w Wilnie. Prośbie mojej zadość się stało.

    W powrotnej drodze wstąpiłem jeszcze do Borun, skąd wracając, zaszedłem na no do dalekich krewnych. Ci krewni mieli 14- letnią córkę. Po spędzeniu tam całej niedzieli w towarzystwie tej absolwentki szkoły powszechnej, zakochałem się w niej- jak się to mówi- na śmierć i życie. Ona się odwzajemniała. ( została jego żoną, urodziła mu dwóch synów i była faktycznie jedyną Wielką Miłością jego życia – to moja teściowa – Piękna – Helena  z d. Wojciul – przyp. Z.K.)   

     Zakochany aż po uszy rozpoczynam naukę na czwartym kursie seminarium nauczycielskiego w Wilnie. Tu w Wilnie zrzucam z bioder pas przed przepukliną, co mnie przynosi radość życia. Muszę w tym miejscu wspomnieć jeszcze, że ta przepuklina była przeze mnie ukrywana przez cały czas pobytu w szkole. Biorąc udział w zawodach sportowych duże miałem szanse wygrany, ale ten pas, uciskający mi biodra, aż do krwi nieraz, był przyczyną moich przegranych i największym nieszczęściem w ogóle w życiu.

   Pozbycie się krępujących ciało sprężyn dawało mi swobodę ruchu i rokowało lepszą przyszłość w życiu.

    Nauka w seminarium nauczycielskim na czwartym kursie została mi przerwana na tydzień ( bo po upływie tego czasu przyszło mi odroczenie służby wojskowej do ukończenia studiów), na skutek powołania mnie do wojska celem odbycia służby wojskowej.

Tydzień w wojsku wydał mi się rokiem, bo zmartwienie moje nie miało granic, że służba wojskowa przerwała mi naukę, na ukończenie której po wojsku nie będę miał żadnych środków, gdyż stypendium już mi nie wrócą.

     Po tygodniowym pobycie w wojsku, już nawet w szkole podoficerskiej, ukończyłem kurs czwarty, piąty i zdałem maturę w 1930 roku. Pomimo nawału pracy w szkole , nie zapomniałem o swej najdroższej, do której często pisywałem listy, przepełnione słowami miłości. Miłość do swej bogdanki była dla mnie bodźcem do większego wysiłku, który miał doprowadzić do osiągnięcia celu, do ukończenia szkoły i otrzymania posady, która by zapewniła mi niezależność materialną od rodziców.

    Po maturze w miesiącu wrześniu 1930 powołano mnie do wojska do szkoły podchorążych rezerwy w Biedrusku. Początkowo myślałem zostać w wojsku na stałe, ale po pierwszym ćwiczeniu okazało się, że nie jestem zdolny do dłuższych marszów. Płaska stopa była tego powodem i z tego względu zwolniono mnie po tygodniu do domu.

    W powrotnej drodze z wojska wstąpiłem do kuratorium Okręgu Szkolnego w Wilnie i złożyłem podanie o posadę na nauczyciela z wymienianiem powiatu oszmiańskiego. Po dwu tygodniach dostałem nominację na nauczyciela w filii szkoły powszechnej w Konwaliszkach pow. Oszmiańskiego.

     W krótkim czasie przygotowałem się do wyjazdu. Zakupiłem sobie koc, dwa prześcieradła, parę- dwie zmiany bielizny w gorszym gatunku, parę skarpetek, matka zrobiła maleńką poduszeczkę i zapakowawszy to wszystko do starej taniej walizki w miesiącu listopadzie ruszyłem autobusem ze Smorgoń do inspektoratu szkolnego w Oszmianie.

    Muszę dodać, że wszystko cokolwiek w jakim sklepie brałem przed wyjazdem, brałem na kredyt – na weksle.

    Nie mogę nie pominąć w tym miejscu o wielkiej radości, jakiej doznałem po otrzymaniu posady. Jak kiedyś żegnając rodziców przed wyjazdem  do szkoły rzewnie płakałem z powodu zabierania od nich ostatnich groszy na swoje różne potrzeby, tak teraz łkałem z wielkiej radości , że nareszcie będę mógł odwdzięczyć się im za wszystko. Moją radością cieszyło się całe rodzeństwo, a więc 3 braci , jeden starszy a dwóch młodszych , 6 sióstr młodszych ode mnie.

     Mieszkańcy mojej wsi nie mogli jeszcze uwierzyć, że będę miał już posadę. Przekonali się dopiero z chwilą, gdy rodzice otrzymali ode mnie 500 zł na pokrycie długów- weksli.       Wracam do podróży  z domu do miejsca pracy. Po załatwieniu formalności w inspektoracie , i zorientowaniu się w kierunkach dalszej drogi, autobusem udałem się do m. Dziewieniszek, skąd koniem gminnym dostałem się do szkoły w Konawliszkach. Tu po rozmowie ze swoim kierownikiem szkoły na jakiejś lichej szkapinie odbyłem drogę do filii 3 klasowej szkoły w Konawliszkach- Bile.

4 Replies to “Pamiętnik mojego teścia – Jana Konopielko ( 5 ). Spełnione marzenie.”

  1. Zdjęcie z rodzinnego albumu Heleny i Jana Konopielko. Nie podano daty ani danych sfotografowanych osób . Jan po stronie prawej ( w poprzednim wpisie wykadrowałam z tego zdjęcia jego sylwetkę ) . Pozostałe to może siostry i bracia ? Sądząc po poważnym garniturze – Jan już chyba był nauczycielem . Zdjęcie to przedstawiam także dlatego by zwrócić uwagę na strój tych młodych 🙂 Myślę, że były to lata około 1926- 1930 ….

Pozostaw odpowiedź Zofia Konopielko Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *