Na medycznej ścieżce. Rola nieomal spowiednika i lekarza w jednym.

Wracając do opisu  pracy w rejonie nie sposób pominąć tego, co było jakby solą pracy lekarza w tym miejscu, 

Były to zwierzenia pacjentów.

Czegóż to ja się nie nasłuchałam.

O życiu tych ludzi w przeszłości, trudach teraźniejszości, problemach z dziećmi , wnukami i sąsiadami.

Musiałam ich wysłuchiwać , gdyż lekarz rejonowy był nie tylko odpowiedzialny za zdrowie swoich pacjentów, ale też musiał być nieomal spowiednikiem.

Zresztą nie sposób było oddzielić tych dwóch spraw- zdrowia fizycznego i psychicznego. Jedno z drugim ściśle się wiązało i zrozumienie problemów  życiowych moich podopiecznych  pomagało w zrozumieniu ich schorzeń.

Gdy mieli kłopoty w małżeństwie, czy z dziećmi, pojawiały się schorzenia psychosomatyczne, nasilała choroba wrzodowa żołądka i dwunastnicy, choroba wieńcowa, nadciśnieniowa a nawet zwiększała częstość napadów astmy.

Nie mówię już o całej gamie różnych objawów jak bóle głowy, bicia serca wymioty, biegunki depresje w końcu, które ustępowały, gdy sytuacja domowa się poprawiała.

 Rozróżnienie tych stanów od jakiejś faktycznej patologii było trudne.

Ale czasami widziałam, jak się rozluźniali i lepiej czuli gdy poświęciłam im trochę czasu, wysłuchałam i  właściwie nie potrzebne były porady lekarskie.

No cóż, taka to była moja rola …..

 

Na medycznej ścieżce. Marzę o pracy…

Gdy otrzymałam dyplom ukończenia studiów, mieliśmy już dwie małe córeczki, którymi powinnam się zajmować, ale ja parłam do przodu.

Koniecznie chciałam już dostać pracę i rozpocząć prawdziwe dorosłe życie. Wychowana byłam w etosie pracy. Moja Mama zawsze pracowała zawodowo,  łącząc obowiązki domowe i nauczycielskie. I ja uważałam, że kobieta powinna się realizować zawodowo. I wtedy pojawiła się dysharmonia mojego myślenia. Dom jakoś sam się toczył- pewnie siłą rozpędu, a ja marzyłam o obowiązkach lekarskich. 

Ile było w tym myśleniu  chęci udowodnienia Mamie, że dałam radę, a ile moich własnych ambicji, dokładnie nie wiem . Widziałam , jak bardzo Mama się bała, że po wyjściu za mąż porzucę studia. Zresztą takich przykładów było dookoła wiele. Nie trzeba było daleko szukać. Mój ukochany brat studiował długo, kilka razy nie zgłaszał się na egzaminy, więc go wyrzucali ze studiów. Potem zdawał ponownie, dostawał się, mimo, że w tamtych czasach też nie było łatwo. Wielu młodych ludzi chciało studiować a i roczniki opóźnione w edukacji przez  wojnę  zapełniały miejsca w studenckich ławach.

 I dlatego , gdy podjęłam decyzję o założeniu rodziny, nie dyskutowałam z Mamą , ani z nikim innym, nie przekonywałam , nie obiecywałam, ale się zaparłam w sobie, zacisnęłam zęby i  milcząc postanowiłam, że się nie dam życiu ….