

Dzisiaj, w kolejnym dniu 2015 roku po raz kolejny trzymam w dłoni otrzymaną przed świętami pocztówkę.
W całej masie złoconych, lśniących, bardzo kolorowych z kwiecistymi tekstami życzeń ta wyróżnia się wielką skromnością. Powoduje, że tkliwość przychodzi i czułość, jej dotyk jest delikatny jak ciało dziecka, nie razi nachalną komercją .
A jest to pocztówka nie z Polski. Otrzymałam ją od przyjaciół z Białorusi.
Przeczytałam wydrukowane życzenia , przetłumaczyłam. Słowa tam lekkie jak puch „ maleńkie życzenia ogromnego szczęścia w nowym roku” . Nie byłam pewna, czy jest to język białoruski, ale na odwrocie napisano, że jest rosyjska.
Potem Lora mnie pochwaliła za dobre tłumaczenie a ja Ją za piękną polszczyznę napisanych własnoręcznie życzeń, wszak języka nauczyła się sama z sympatii dla naszego kraju. Może to odezwały się gdzieś głęboko ukryte w Jej genach polskie korzenie, odziedziczone po Babci.
Ponoć białoruskich pocztówek nie nabyła a tę, i nic, że rosyjską. I dobrze. Bo wiem, że zwykli ludzie zamieszkujący te kraje są właśnie tacy. Czuję miękkość mowy mojego Taty, urodzonego na kresach, Jego wrażliwość na piękno , skromność i prostotę. I słowa mojej Babci- mileńka moja…
Tak więc dzisiaj , w tym Nowym Roku, który nie wiadomo jaki będzie , bo tak wiele od nas nie zależy powtarzam ze zwykłymi Rosjanami, Białorusinami i Polakami- „ maleńkie życzenia ogromnego szczęścia w nowym roku”.
Niech tak się stanie!



