Maleńkie życzenia.

 

 

 

 

P1010283.JPG

 

 

P1010275.JPG

 

Dzisiaj, w kolejnym dniu 2015 roku po raz kolejny trzymam w dłoni otrzymaną przed świętami pocztówkę.

W całej masie złoconych, lśniących, bardzo kolorowych z kwiecistymi tekstami życzeń ta wyróżnia się wielką skromnością. Powoduje, że tkliwość przychodzi i czułość, jej dotyk jest delikatny jak ciało dziecka, nie razi nachalną komercją .

A jest to pocztówka nie z Polski. Otrzymałam ją od przyjaciół z Białorusi.

Przeczytałam wydrukowane życzenia , przetłumaczyłam.  Słowa tam lekkie jak puch „ maleńkie życzenia ogromnego szczęścia w nowym roku” . Nie byłam pewna, czy jest to język białoruski, ale na odwrocie napisano, że jest rosyjska.

Potem Lora mnie pochwaliła za dobre tłumaczenie a ja Ją za piękną polszczyznę napisanych własnoręcznie życzeń, wszak języka nauczyła się sama z sympatii dla naszego kraju. Może to odezwały się gdzieś głęboko ukryte w Jej genach  polskie korzenie, odziedziczone po Babci.

Ponoć białoruskich pocztówek nie nabyła a tę, i nic, że rosyjską. I dobrze. Bo wiem, że zwykli ludzie zamieszkujący te kraje są właśnie tacy. Czuję miękkość mowy mojego Taty, urodzonego na kresach, Jego wrażliwość na piękno , skromność i prostotę. I słowa mojej Babci- mileńka moja…

Tak więc dzisiaj , w tym Nowym Roku, który nie wiadomo jaki będzie , bo tak wiele od nas nie zależy powtarzam ze zwykłymi Rosjanami, Białorusinami i Polakami- „ maleńkie życzenia ogromnego szczęścia w nowym roku”.

Niech tak się stanie!

 

 

P1010281.JPG

Dlaczego o Białorusi będzie…

800px-Belarus_satellite_image_MODIS_Terra_true_color_2010-06-29.jpg

Zdjęcie satelitarne Białorusi z netu…

800px-Europe_location_BLR.png

Położenie Białorusi w Europie. Zdjęcie z Wikipedii.

Nasza wschodnia sąsiadka, bliska memu sercu poprzez to, że tam są miejsca gdzie się urodzili  i  mieszkali nasi przodkowie. Na tych ziemiach znajdują się  ich groby a pozostali wyjechali do nowej Polski po II wojnie światowej. 

Jakże znajomo brzmią nazwy wielu teraz białoruskich miejscowości, rzek. I obrazy mam pod powiekami nigdy nie widzianych piaszczystych pagórków  oraz przepastnych grzybnych lasów z których miejscowi przynosili w koszach jedynie same borowikowe kapelusze, bo nie dawało się zebrać wielkiej ilości rosnących tam grzybów.  Rodzice często opowiadali ale nigdy potem już tam nie byli i nawet nie mieli ochoty na odwiedziny. Zamknęli ten rozdział swojego życia pozostawiając bliskie sercu wspomnienia. Rosłam w takiej atmosferze więc nic dziwnego, że hasło Białoruś przynosi tamte opowieści tkliwość i zadumę nad splątanymi losami ludzkimi.

    Ostatnio się wzruszyłam, gdy L. napisała, że zaprasza do siebie , na Białoruś.

I wtedy pożeglowałam tam myślami i chciałam się dowiedzieć czegoś więcej o tym kraju i jego dziejach. Pewnie powinnam studiować odpowiednie dzieła naukowe, ale nie jestem pewna czy nie utknęłabym na pierwszych stronach. Gąszcz informacji w necie, czasem sprzecznych , bo tylko przypuszczeń historyków  też spowodował zamęt w mej głowie. Zresztą nawet spisane dzieje zwykle nie bywają obiektywne, bo postrzegane okiem kronikarza…

   Zupełnie inna była literatura medyczna, z którą się oswajałam przez minione dziesięciolecia. Wydawała mi się bardziej przystępna, zawierająca zwykle jednoznaczne treści, mniej zawikłana i mniej hipotetyczna.

   Jednak postanowiłam, że spróbuję i pełna pokory dla własnej niewiedzy ale też pełna pasji poznania  siadłam przed komputerem i wyciągnęłam  z netu niekończące się historie i streściłam  i chcę to teraz wrzucić tutaj, w tym miejscu , gdzie zaglądają moje dzieci i przyjaciele.  

     Najbardziej lubię grzebanie się w najbardziej odległej przeszłości, bo wtedy zawsze  się zamyślam nad tym, że nie jesteśmy samodzielnym jedynym bytem ale swoje geny zachowań, cechy charakteru otrzymaliśmy od naszych praprapra…przodków. I porównuję i szukam w  nas tamtych śladów…

Także lubię czytanie o czasach niezbyt odległych  , przed, w trakcie i tuż po zakończeniu II wojny światowej, które są mi bliskie poprzez dawne opowieści moich rodziców. I lektura traktująca o tych wydarzeniach jest oświetlona obecnością rodziców, jest jakby spotkaniem z nimi.

  Mam nadzieję, że czytelnicy wybaczą mi  niedoskonałość przedstawiania wiedzy historycznej , a może uzupełnią, poprawią….cdn.