
Zdjęcie satelitarne Białorusi z netu…

Położenie Białorusi w Europie. Zdjęcie z Wikipedii.
Nasza wschodnia sąsiadka, bliska memu sercu poprzez to, że tam są miejsca gdzie się urodzili i mieszkali nasi przodkowie. Na tych ziemiach znajdują się ich groby a pozostali wyjechali do nowej Polski po II wojnie światowej.
Jakże znajomo brzmią nazwy wielu teraz białoruskich miejscowości, rzek. I obrazy mam pod powiekami nigdy nie widzianych piaszczystych pagórków oraz przepastnych grzybnych lasów z których miejscowi przynosili w koszach jedynie same borowikowe kapelusze, bo nie dawało się zebrać wielkiej ilości rosnących tam grzybów. Rodzice często opowiadali ale nigdy potem już tam nie byli i nawet nie mieli ochoty na odwiedziny. Zamknęli ten rozdział swojego życia pozostawiając bliskie sercu wspomnienia. Rosłam w takiej atmosferze więc nic dziwnego, że hasło Białoruś przynosi tamte opowieści tkliwość i zadumę nad splątanymi losami ludzkimi.
Ostatnio się wzruszyłam, gdy L. napisała, że zaprasza do siebie , na Białoruś.
I wtedy pożeglowałam tam myślami i chciałam się dowiedzieć czegoś więcej o tym kraju i jego dziejach. Pewnie powinnam studiować odpowiednie dzieła naukowe, ale nie jestem pewna czy nie utknęłabym na pierwszych stronach. Gąszcz informacji w necie, czasem sprzecznych , bo tylko przypuszczeń historyków też spowodował zamęt w mej głowie. Zresztą nawet spisane dzieje zwykle nie bywają obiektywne, bo postrzegane okiem kronikarza…
Zupełnie inna była literatura medyczna, z którą się oswajałam przez minione dziesięciolecia. Wydawała mi się bardziej przystępna, zawierająca zwykle jednoznaczne treści, mniej zawikłana i mniej hipotetyczna.
Jednak postanowiłam, że spróbuję i pełna pokory dla własnej niewiedzy ale też pełna pasji poznania siadłam przed komputerem i wyciągnęłam z netu niekończące się historie i streściłam i chcę to teraz wrzucić tutaj, w tym miejscu , gdzie zaglądają moje dzieci i przyjaciele.
Najbardziej lubię grzebanie się w najbardziej odległej przeszłości, bo wtedy zawsze się zamyślam nad tym, że nie jesteśmy samodzielnym jedynym bytem ale swoje geny zachowań, cechy charakteru otrzymaliśmy od naszych praprapra…przodków. I porównuję i szukam w nas tamtych śladów…
Także lubię czytanie o czasach niezbyt odległych , przed, w trakcie i tuż po zakończeniu II wojny światowej, które są mi bliskie poprzez dawne opowieści moich rodziców. I lektura traktująca o tych wydarzeniach jest oświetlona obecnością rodziców, jest jakby spotkaniem z nimi.
Mam nadzieję, że czytelnicy wybaczą mi niedoskonałość przedstawiania wiedzy historycznej , a może uzupełnią, poprawią….cdn.

Mój śp. Ojciec prof. Tadeusz Marcinkowski (1917-2011) mieszkał jako dziecko razem ze swoją Mamą Rozalią (Rózią) we wsi Chodziuki na terenie Parafii we wsi Białohruda. To wieś w Powiecie Lidzkim na terenie Grodzieńskiego obwodu Białorusi. Tam jest kościół Świętego Michaiła Archanioła, a przy nim cmentarz na którym leży wielu moich przodków. Więcej na:
https://vedaj.by/index.php/pl/miasta/grodno/lida/bialohruda
Tamże przepływa rzeka Dzitwa (lit. Ditva, biał. Дзітва) – prawy dopływ Niemna. Jak mój Ojciec był chory w dzieciństwie (dolegliwości płucne), to miejscowy znachor zalecił Jego Matce (mojej Babci) aby koszulę jego utopiła w Dzitwie, to choroba ustąpi. Ojciec wspomina, jak widział tonącą w wodach Dzitwy koszulę, a dolegliwości płucne mu ustąpiły. Tam była przed II Wojną Światową Polska. Odwiedziłem po wielu latach te tereny – i mam zamiar jeszcze raz się tam udać.