Losy moich Rodziców. Marsze śmierci.

Marsze śmierci – informacje z internetu

W latach 1944- 45 zbliżał się koniec  II wojny światowej  i  wojska alianckie a przede wszystkim Armia Czerwona zaciskały pętlę na nazistowskiej szyi, Niemcy zorganizowali marsze ewakuacyjne więźniów obozów koncentracyjnych. Pomysł był straszliwy i zupełnie nieracjonalny..

Więźniowie nazwali je marszami śmierci, nazwę tę później przejęli historycy.

Kilkanaście dni przed nadejściem frontu, z różnych obozów wypędzano skrajnie wyniszczone cienie ludzkie i gnano w głąb Rzeszy. Planowano zatrudnienie ich jako darmowej siły roboczej na potrzeby niemieckiego przemysłu zbrojeniowego.

Tak napisano w Wikipedii, ale opowieści Taty wskazują na możliwy też inny powód. Chyba w panice chcieli zatrzeć ślady swojej zbrodniczej działalności i pozbyć się więźniów- świadków i uczestników tych tragedii.

Była to dramatyczna chwila w historii więźniów hitlerowskich obozów. Większość marszów odbywała się na mrozie, zimą 1944/1945.

Dziennie przemierzano 20- 30 km, noclegi były improwizowane najczęściej pod gołym niebem.

Więźniowie ubrani w cienkie pasiaki często zamarzali na śmierć, a racje żywnościowe były nikłe.

Każda próba wyłamania się z maszerującej  kolumny traktowane były jako ucieczka bądź niezdolność do dalszej drogi i karane natychmiastową śmiercią.

Śmiertelność była ogromna.

Jednak dość licznym udawało się uciec, korzystając z zamieszania i niezwykłej sytuacji.

Pierwsze marsze na ziemiach polskich miały miejsce w 1944 roku z Majdanka.

W styczniu 1945 roku przesiedlono 66 tys. więźniów Auschwitz – rozdzielono ich po obozach Gross Rosen, Buchenwald, Dachau i Mauthausen. W trakcie marszu zmarło z wycieńczenia lub zostało rozstrzelanych 15 tys. osób.

Więźniarki z Prus Wschodnich pędzono do Palmicken( obecnie Jantarnyj) , gdzie rozstrzelano ok. 3000 osób.

Również:

 – w styczniu 1945 r. ewakuowano część obozu Stutthof i obóz Blechhammer,

–  w lutym  1945 r.Gross Rosen, w kwietniu Dora-Mittelbau, Flossenburg, Sachsenhausen, Neuengamme, Magdeburg, Mauthausen, Ravensbruck,

– w maju 1945 r.– Reichenau.

Ewakuacje w kwietniu i maju  często kończyły się masowymi egzekucjami. Oblicza się, że z blisko 700 tysięcy osób, które zostały wysłane do Niemiec, 1/3 zginęła.

 Na terenie Rzeszy więźniów przewożono również pociągami.

W opustoszałych obozach naziści pozostawili najbardziej wyczerpanych więźniów oraz ciężko chorych, którzy nie byli w stanie wymaszerować. Planowano zgładzenie ich, ale nie zdążyli, gdyż front zbliżał się bardzo szybko i uciekali szeregowi SS- mani. Po wyzwoleniu obozów, większość więźniów zmarła z wyczerpania. .”

 

Śladami mojego Taty. Tato z trzyletnią córeczką- pupilką a ona znudzona i nadąsana.

 

Rok 1950. Spotkanie z obozowym kolegą Taty, panem Moszczyńskim.

 

Od wczesnych dziecięcych lat powtarzałam, że mamusia ma mojego brata- Zenona, a ja jestem tatusia.

Coś w tym było. Czy, jak uważają niektórzy,  przyciąganie płci odmiennej  mimo bliskiego pokrewieństwa czy najzwyklejsze  ciepło mojego ojca, które otrzymał w swoim rodzinnym domu i wyczuwałam je na odległość. Nie wiem.

Na pewno na kolanach taty czułam się bezpiecznie… albo gdy chodziłam z nim za rękę na jakieś spacery… a gdy byłam już nastolatką ujmowałam go pod pachę i szliśmy do gorzowskiego czerwonego kościółka.  Aż nawet któregoś dnia doniesiono mojej Mamie, że jej mąż ma jakąś  młodocianą znajomą.;-(

Działo się to we wczenych latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, wówczas już Mama miała poważne problemy ze stawami i na dalekie wyprawy z nami się nie wybierała.

A moja młodzieńczość wybuchła tak nagle, że ludziska nie identyfikowali szarego „kaczorka” z pannicą w rozkwicie.

I stąd te śmieszne podejrzenia o których napisałam powyżej.

Takie to były czasy….gesty, przytulenia Rodziców odeszły w przeszłość.

„To se nie wrati”- jak mówią Czesi.