List od Jacka.” Kobiety”

hp_scanDS_781513414917.jpeg

Australia, kamera, Jacek i kobieta .

 

A to kolejny list od Jacka, wrzucany tu na jego sugestię i moją przyjemność. W rozmowie telefonicznej ze swoich antypodów powiedział, że chce  coś w ten sposób opowiedzieć swoim kolegom odzyskanym po latach (za przyczyną tego blogu i moich w nim listów do bratanka, Jacka Łukaszewicza)…

 

Autor Jacek Łukaszewicz

“ Kobiety”

 

Nie wiem kim są kobiety i kto wymyślił termin kobieta. Ja na przykład dobrze się czuję, kiedy z jakiegoś tam powodu mówią na mnie małolat, pomimo sędziwego wieku. Dla mnie płeć żeńska będzie zawsze dziewczyną, bo z dziewczynami jest fajnie, a wszystkie tak zwane kobiety chcą być dziewczynami. I są nimi, bez względu na wiek, bo w dziewczynie jest i dojrzałość “kobiety” i doświadczenie “staruszki. One to mają genetycznie zakodowane od małego. Najważniejsze w życiu każdej dziewczyny jest jakiś tam chłopak, który zajmie się gniazdkiem, które ona sama sobie uwije, tudzież stworzy. I wtedy jest dylemat, czy żyć dla dziewczyny, czy żyć dla siebie, czy żyć dla nas.. Znam mnóstwo par, które są razem z wielu względów. Z reguły jest to podział życiowy, który trzyma się dzięki wspólnemu czemuś tam. Podziwiam takie małżeństwa jak Cioci, bo wiem jaka jest cena, ale niektórych na to nie stać, albo nie chcą, a chcieliby, tylko nie mogą, czyli im się nie udaje. 

 

Pierwszą moją dziewczyną była moja Mama, urodziła mnie i otwierając oczka we krwi już wiedziałem, że mam przejebane. Później poznałem mego ojca – fajny facet, gawędziarz, ale dla mnie miał czas dopiero czterdzieści lat później, ciągle jako chłopak. I dopiero po rozmowie z tym chłopakiem, wiedziałem  już na pewno że jestem w dupie. 

Miałem rację – ojciec wyszedł dystyngowanie pomimo opery mamy i mojego poparcia moralnego kiedy miałem siedem lat. No, dobra, myślę: nie ma ojca, nie mam rodzeństwa, to trzeba się zaprzyjaźnić. 

Dagmara była córką przyjaciółki mojej Mamy. Kiedyś zasialiśmy 50 amerykańskich centów w doniczce, i nic się nie urodziło. Później mój kolega Leszek został jej kolegą, a ona miała takie powiedzenie po zakupach, że “ spociła się jak ta kurwa “ w wieku ośmiu lat.

Później byłem kilka razy zakochany platonicznie, ale tak naprawdę urzekały mnie ciotki. U niektórych poczucie humoru, jakieś tam historie nowożytne, u niektórych wdzięk osobisty. W każdej ciotce widziałem dziewczynę, dziewczynę, która wie, że jest już kobietą, ale nie chce jeszcze być staruszką. Była w tym jakaś kokieteria rodzinna. Coś fajnego. A może to bzdura.

Cnotę straciłem, albo zyskałem przez przypadek. Moj kolega Jasiu miał kapitalną narzeczoną, Baśkę, którą znałem jeszcze z Polski, ze Szczecina. Jaś był na miarę Freda Astair’a. Nawet tak wyglądał. Zawsze kradł najdroższe kosmetyki dla Basi. Dla niego był tylko Hugo Boss. Mieszkaliśmy na tym samym piętrze w obozie. Kiedyś dał mi w prezencie Hugo Bossa, po czym pokłócił się z Baśką, i gdzieś poszedł w tango. Szukałem go, w końcu poszedłem do jego pokoju. Ciemno. Baśka się obudziła.

– chodź Jasiu….uwielbiam tego Bossa….twojego….

– już jestem…. 

I tak straciłem cnotę jako Jaś pod wpływem Hugo Bossa.

 

C.D.N….może”

List od Jacka. ” Garnitury”.

 

hp_scanDS_781513291339.jpeg

Jacek chyba w pierwszych latach pobytu w Sydney.

 

kolejny tekst Jacka:

 

„Garnitury

 Nie jestem zwolennikiem garniturów. Właściwie ich nie lubię. Szczerze mówiąc nie cierpię. A tak na prawdę nie znoszę też noszenia garniturów. Garnitur kojarzy mi się z mundurem, a mundur z przynależnością do jakichś tam instytucji, tudzież organizacji, czy też kolektywu..

Garnitur może być Wszystkim w Odpowiednim Otoczeniu, ale takie otoczenia nigdy mnie nie interesowały, bo rozmowy sprowadzały się do “garniturów”.

Natomiast nie mam nic przeciwko fragmentom garniturów, czy częściom składowym mundurów też. 

Pod koniec trzeciego roku Liceum, chyba za karę Radiowęzła, profesor Sikora wyznaczył mnie na sztandarowego do jakiejś tam akademii w auli. Fajna perspektywa, bo moja oprawą były dwie dziewczyny z naszej klasy – akurat sztandarowanie w tamtym roku wypadło na nasza klasę matematyczno-fizyczną, z czego bardzo był zadowolony Dziadek, bo chciał mieć wnuka inżyniera.  Mimo tego kładł duży nacisk na mój rozwój fotograficzny w międzyczasie.

Te dziewczyny: Ewa i Viola, były moimi pierwszymi miłościami wg Platona.

Pomyślałem, że może to być śmieszna groteska pożegnania się z Liceum, no i świetna zabawa przy okazji. 

Niestety nadeszły czarne chmury pod nazwą garnitury. Jako sztandarowy musiałem wystąpić w garniturze. Jeszcze wtedy nie do końca wiedziałem co ma na myśli poeta, ale mama znalazła krawca i poszliśmy na jakiś rekonensans, tudzież przymiarki. Moda była na sztruks i to w  dodatku brązowy z ogólnego braku materiałów.

Po tygodniu ubrali mnie w spodnie, koszule, jakąś muszkę, tudzież krawat, kamizelkę i na koniec dobili mnie marynarką.

Ruszyć się nie mogłem, ale sztandarowanie wymagało baczności, a buty miałem o numer za małe, bo akurat te numery były w sklepie “Goplany”.

Koniec akademii – niesiemy ten sztandar w rytm jakiejś piosenki typu “ zawsze niech będzie słońce”, Szpilmana.

Podchodzi do mnie nasz profesor Sikora.

– no widzisz, Łukaszewicz, jak ładnie stałeś na baczność – przyda ci się w wojsku. 

Dopiero po latach, trzy miesiące przed jego śmiercią odkryłem jego poczucie humoru. Ale to inna historia.”

 

Profesora Sikorę oraz przyczyny dla których uciekał z Polski Jacek opisał w poprzednich rozdziałach….