Na medycznej ścieżce. Ropne zapalenie opon mózgowo- rdzeniowych- wyścig z czasem.

Ropne zapalenie opon mózgowo- rdzeniowych jest wynikiem uogólnionego zakażenia czyli posocznicy inaczej nazywaną  sepsą.  

Bakterie , które dostały się do krwioobiegu, krążą w naczyniach , tam się w szybkim tempie namnażają a następnie lokalizują  w obrębie przestrzeni płynowych mózgu i rdzenia kręgowego .

W ten sposób mogą też powstawać ropnie w narządach , np. nerce czy śledzionie .

Jeśli tymi bakteriami są meningokoki, ( neisseria meningitis) namnażają  się  we krwi pacjenta tak błyskawicznie  , że ich zagęszczenie we krwi powoduje tworzenie się zatorów w obrębie skóry i śluzówek. W obrębie pośladków dziecka, w okolicy kolan, łokci, na tułowiu albo w każdym innym miejscu pokazują się drobne krwistoczerwone regularne, uniesione ponad powierzchnię plamki. Czasami można obserwować jak się pojawiają i rośnie ich liczba. Bywa, że  zlewają się w większe skupiska, przybierając wygląd wielkich wylewów krwawych.

Po wdrożonym dobrze dobranym leczeniu zmiany te ustępują w takim samym szybkim tempie.

 Najgorszym , powikłaniem mogą być krwawe wylewy do nadnerczy, co zwykle bywa przyczyną zejścia śmiertelnego. . W przypadkach tzw. posocznicy piorunującej czyli zespołu Waterhause- Friderichsena prowadzącej do zejścia śmiertelnego , nadnercza uwidaczniane w czasie badania sekcyjnego przypominały woreczki wypełnione krwią z zupełnie zniszczoną tkanką gruczołową.

    W przypadku ropnego zapalenia opono mózgowo- rdzeniowych bardzo ważną rolę odgrywa czas wdrożenia odpowiedniego leczenia.

Dlatego w Izbie Przyjęć po błyskawicznym zebraniu informacji o wynikach badań laboratoryjnych należało zaordynować odpowiednią terapię.

Tak więc do obowiązków lekarza który tam pracował  należało wpisanie zaleceń do oddziału takich jak skład   płynów kroplówkowych , rozplanowanie dawek leków w tym odpowiednich antybiotyków i bezzwłocznie przekazać dziecko do oddziału.

Nie zapomnę przywiezionego nad ranem 6 letniego chłopca Marcina N. , z objawami narastającego zespołu wykrzepiania. Przebywał on u swojej babci, w Pułtusku, wysoko gorączkował i wymiotował. Czujna babcia odglądała jego skórę i zobaczyła pojawiające się krwiste  plamki.  Od razu załadowała dziecko do samochodu i trafiła do naszego szpitala. Nie wiem na pewno, ale mogę przypuszczać, że już kiedyś widziała takie schorzenie, a może miała jedynie wyostrzoną intuicję. Udało się go uratować, mimo że objawy gwałtownie narastały. Jakiś czas potem obserwowałam, gdy wielkie wylewy na kolanie i języku ulegały martwicy i w rezultacie wypadły nieżywe tkanki. Nie wiem, jak te zmiany wyglądały potem, może nawet wymagał przeszczepów . Ale uszedł z życiem ….

Losy moich Rodziców. Zaproszenie na wycieczkę do Wilna.

Wilno. Zatrzymane w kadrze lata 1935- 1937. Oglądam te zdjęcia z albumu rodzinnego, Rodzice są młodzi, pełni energii. Zwracam też uwagę na styl ubierania się ludzi w tamtych latach i starannie dobrane dodatki…..

 

 

 

 

Mama jeszcze pracuje w Rakowie. Wycieczka do Wilna. Od lewej strony Tato, Mama i jej kolega nauczyciele.

 

 

 

Odwiedziny w Wilnie. Od lewej Mama , Zenon.Na zdjęciu po prawej Rodzice z Zenonem. Zenon ma kożuszek specjalnie uszyty dla niego w Żywcu- biały, wyszywany.

 

 

 

 

 

 

W Wilnie z koleżankami. Na zdjęciu po stronie lewej Mama w środku. Na prawym, Mama po prawej.

 

 

Losy moich Rodziców. Mimo upływu czasu i odległości uczucie nie zamiera.

 

Zdjęcie ze starego rodzinnego albumu, opisane ręką Ojca. Tato jest po lewej, w drugim rzędzie zwrócony profilem.

 

 

Od pamiętnego wieczoru wigilijnego Stefa zaczęła częściej bywać w rakowskim domu rodziców Wacława.

Czas płynął. Gdy nadeszła piękna wonna wiosna, ogródek przydomowy Łukaszewiczów zapłonął wielobarwnymi kwiatami. To było królestwo matki Wacława. Stefa wielokrotnie opowiadała, nawet w późnej starości, o tym cudzie ogródkowym. 

Ojciec Wacława, Tomasz, rzadko bywał w domu. Ale jeśli był, to witał Stefę  łagodnym i dobrotliwym  uśmiechem. Lubił jak na jej smagłej góralskiej twarzy wykwitał delikatny rumieniec. Była taka świeża i dziewczęca. Zachowała tę urodę do końca swojego życia. To było niezwykłe nawet dla mnie, Jej córki.

Mijały lata.

Mama przybyła do Rakowa w 1925 roku.

Tato ukończył Szkole Techniczną w Wilnie w 1930 roku.

Potem jeszcze przez dwa lata służył w wojsku, w Suwałkach.

Nie miał problemów z pracą.

Otrzymał w Wilnie taką, o jakiej marzył.

Pracował w Oddziale Drogowym PKP.

Mimo rozłąki ich uczucie trwało. Jak widać ani czas ani odległość nie stanowiły przeszkody.

Ale w końcu trzeba było podjąć jakąś decyzję…..