Losy moich Rodziców. Mimo upływu czasu i odległości uczucie nie zamiera.

 

Zdjęcie ze starego rodzinnego albumu, opisane ręką Ojca. Tato jest po lewej, w drugim rzędzie zwrócony profilem.

 

 

Od pamiętnego wieczoru wigilijnego Stefa zaczęła częściej bywać w rakowskim domu rodziców Wacława.

Czas płynął. Gdy nadeszła piękna wonna wiosna, ogródek przydomowy Łukaszewiczów zapłonął wielobarwnymi kwiatami. To było królestwo matki Wacława. Stefa wielokrotnie opowiadała, nawet w późnej starości, o tym cudzie ogródkowym. 

Ojciec Wacława, Tomasz, rzadko bywał w domu. Ale jeśli był, to witał Stefę  łagodnym i dobrotliwym  uśmiechem. Lubił jak na jej smagłej góralskiej twarzy wykwitał delikatny rumieniec. Była taka świeża i dziewczęca. Zachowała tę urodę do końca swojego życia. To było niezwykłe nawet dla mnie, Jej córki.

Mijały lata.

Mama przybyła do Rakowa w 1925 roku.

Tato ukończył Szkole Techniczną w Wilnie w 1930 roku.

Potem jeszcze przez dwa lata służył w wojsku, w Suwałkach.

Nie miał problemów z pracą.

Otrzymał w Wilnie taką, o jakiej marzył.

Pracował w Oddziale Drogowym PKP.

Mimo rozłąki ich uczucie trwało. Jak widać ani czas ani odległość nie stanowiły przeszkody.

Ale w końcu trzeba było podjąć jakąś decyzję…..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *