Na medycznej ścieżce. Dobra rodzina mimo wszystko…

W swoim rejonie miałam też bardzo sympatyczną i niezwykłą rodzinę .

Zwracała powszechną uwagę  wyraźna ułomność pani domu skontrastowana z anielską  urodą jej twarzy .

Czasami spotykałam bardzo przystojnego  ojciec  tej rodziny, gdy zdążał z siatą pełną zakupów do niewielkiego bloczku, gdzie mieszkali.

Pani G. jak napisałam,  miała twarz anioła i pomimo znacznej wrodzonej wady kręgosłupa, urodziła 4  dorodnych dzieci.

Tworzyli piękne duchowo stadło. Opiekowali się sobą nawzajem, byli pogodni i uczynni w stosunku do innych.

Ich dzieci były fajne, ładne , uczyły się dobrze i niektórych spotykałam po latach, gdy już założyli swoje rodziny.

Od nich się dowiedziałam, że pani G. już dawno nie żyje, namęczyła się biedaczka, bo miała zniekształconą klatkę piersiową i związaną z tym mniejszą objętość płuc ze skutkami w postaci zaburzeń budowy i pracy serca. Już w czasie naszej znajomości , gdy miała około 40 lat , uskarżała się na  uporczywy kaszel, nawracające infekcje oskrzelowo- płucne, męczyła się łatwo. Mimo tego była uśmiechnięta i aktywna zawodowo….

Byli to może zwykli a może niezwykli, dobrzy i mili ludzie, którzy pozostali w mojej pamięci . Nie  muszę  zamykać oczu, by ich dokładnie widzieć….

Śladami mojego Taty. Witold teraz

Jak dobrze, że Witold zdążył mi nieco opowiedzieć o sobie, zanim uległ poważnemu wypadkowi tracąc mowę. Jest teraz w bardzo dobrym zielonogórskim ośrodku przykościelnym. Odwiedzaliśmy go niedawno. Wśród innych pensjonariuszy wyróżnia się uśmiechem, łagodnością . Powoli odzyskuje rozumienie i mowę. Poznał mnie , na pewno mnie poznał, bo oznajmił to po swojemu. Dzięki wspaniałej opiece sióstr i innych pracowników ośrodka , ale przede wszystkim swojej wieloletniej towarzyszce życiowej- Basi, jestem o niego spokojna….

 

Moim współbiesiadnikom tekstów tego blogu , którzy czują się znudzeni  opowieściami o rodzinie obiecuję powrót do przeplatania tematów i kontynuację wpisów o mojej medycznej ścieżce.